To nie będzie wpis o Lalce, bo wszyscy mamy już na jej temat opinię, którą chcemy się podzielić z głąbami, którzy koniecznie chcą zrobić to samo.
Nie będzie to także wpis o moim onegdaj ulubionym pośle Braunie, który przejął kostium klauna po Korwinie. „Kiedy dwóch robi to samo to już nie jest to samo” i Korwinowskie fantazje na temat Auschwitz i Rosji, które gwarantowały mu wypad z Sejmu, w złotych ustach Brauna zamieniają się na słupki poparcia. Jednocześnie oczy bolą patrzeć na samego Brauna w akcji, który dewastuje pomniki młotem, a przydrożne znaki gumówką. I nie chodzi mi bynajmniej o sam akt wandalizmu/performansu, ale o żenującą u mężczyzny w ogóle, a w jego wieku w szczególe, nieporadność, z jaką operuje tymi narzędziami. Młotem posługuje się jak dziewczynka, gumówkę włącza jak szympans, zresztą zaraz mu ją odebrali koledzy. Typ z jednym okiem zdecydowanie nie powinien zbliżać drugiego do wirującej tarczy elektronarzędzia.
Jeżeli nie o powyższych, to o czym będzie niniejszy wpis?
O sprawach naprawdę ważnych, jak wacha po dychu.
Jeśli jesteś polakiem-szarakiem palącym sześć-siedem litrów na sto swoją oktawką, może w twojej głowie ulęgnąć się myśl o kupnie hybrydy, takiego np priusa, dla oszczędności.
Don’t.
Najtańszy Prius to 170 koła, a jego katalogowe – podkreślam – spalanie to 4 i pół. Katalogowe. Musiałbyś pojechać na Marsa i z powrotem, żeby ci się zwróciło.
Zamiast najgorszej decyzji w życiu „kup” sobie priusa za free, biorąc dwie lekcje oszukiwania fizyki.
Lekcja 1.
Auto pali. Auto pali więcej, kiedy nacisnąć gaz. Żeby nie paliło więcej nie należy naciskać gazu. Gaz naciskamy na początku, a w trakcie jazdy najczęściej po naciśnięciu hamulca. Jeśli zostawimy hamulec w spokoju, zniknie potrzeba naciskania gazu, logiczne.
Jazda ekonomiczna to jazda nieprzesadnie szybka. Zapominając o hamulcu nie tylko zmniejszamy spalanie, ale dodajemy niezbędną mężczyźnie dawkę adrenaliny. Najpierw adrenaliny bezpiecznej: do skrzyżowania toczymy się na luzie, cyrklując prędkość tak, żeby auto bez hamowania zastygło za ostatnim w kolejce. Kierowcom jadącym za tobą „normalnie” nie spodoba się taka taktyka. Będą robić miny, gesty, mrugać lub nawet trąbić, kiedy ty będziesz się toczył 20 km/h. Ignoruj. Płacisz podatki, droga jest twoja.
Taktyka zmienia się, kiedy na skrzyżowaniu pali się zielone. Musisz zdążyć. Gaz do dechy kosztuje mniej niż zatrzymanie na czerwonym. Ciekawie się robi, jeśli na skrzyżowaniu skręcasz. Gaz do dechy, zielone twoje, a teraz w lewo. Łatwo o błąd, jak np. przyciśniecie hamulca, co zrujnowałoby statystyki spalania. Zamiast hamulca bierzesz głęboki oddech i przechylasz się maksymalnie do środka zakrętu, by zminimalizować ryzyko dachowania, rodzina takoż.

Co jeśli się spóźnisz na zielone? Nic. Ignoruj. Czerwone też jest dla ludzi.
To nie żarty, jednym prostym trikiem spiłowujesz zużycie do poziomu priusa, dowód z wczoraj:

170 koła w kieszeni, nie ma za co.
No dobrze, ale bywają okoliczności przyrody, gdzie nie hamuje się w ogóle np. w trasie.
Czym wtedy oszukasz fizykę, Wujku Dobra Rado?
O tym w następnym odcinku: Highway Masterclass. Stay tuned.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)