… i Finów. Ważne rozróżnienie. Tacy Litwini to jeden z najwyższych ludów w Europie, ale już Estonki wyglądają jak Finki. A Finki jak Muminki.
Może mało bywam na Zachodzie, ale tylu pań w kolorowych włosach jak w Helsinkach nie widziałem już dawno. Wydaje mi się, że farbują z powodu niskiej oceny własnej atrakcyjności. Dodam – uzasadnionej. Panie, choć – pod farbą – blondynki, są przysadziste i nieciekawe. Oczywiście istnieją wyjątki:

Helsinki – bardzo niebezpieczne miasto. zdjęcie własne.
Zawinęliśmy do hotelu o swojskiej nazwie Helka, jak się okazało po recepcji i wystroju – przyjaznym lgbt. Plus. Jedynym akcentem lgbt była flaga i włosy pani w recepcji, goścmi były pary emerytów hetero. Ale ten dreszcz homofobii, kiedy wchodziłem do – potencjalnie gejowskiej – sauny!
Czy w takim razie Helsinki są takim homotalibanem jak Londyn? No nie, a szkoda. Bardzo przydałoby się tu trochę Masajów, którzy w nastęnym pokoleniu rozciagnęliby Finki-Muminki wzdłuż osi Y i dodali im trochę kolorów. Ale jak na złość Masaje trzymają się sawanny albo grają w NBA.
Helsinki…. gdyby Wrocław między szpitalem wariatów na Kraszewskiego, a sądem/prokuraturą/aresztem przy placu Wolności (!) zabudować samą architekturą więzienną to mielibyśmy Helsinki. Przyjezdnych (promem) wita rosyjska twierdza z granitu.
Na plus: niesamowite lotnisko, dworzec i takiż kościół lutreański wygrzebany w ziemi. 10 ojrasów za wejście, ferfluchten luteranen.

Jeśli myślicie, że to wnętrze bamgbusu i za chwilę wejdzie tu ta wszeteczna Finka – Helsinka jesteście w błędzie.
Oto wnętrze kapsuły hotelowej w mieście Tallin. Spróbowałem, żebyście wy nie musieli. Za 136 złotych sen zakłócą głośne acz niezbędne do oddychania wiatraczki, telewizor nie zadziała i jeszcze was coś pogryzie. Nie polecam. Wyspałem się chyba dobrze, skoro następnego dnia pyknąłem 1300 km do domu. W domu marzniesz taniej.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)