Itaka jakby prowokując ekscytujące przygody korzysta w tym roku z usług znanego egipskiego przewoźnika.
Wsiadając do jego samolotu, ozdobionego oryginalnym logo w kształcie skrzydlatego nagrobka jeszcze nie wiedzieliśmy, że za parę dni egipska linia AMC (choć stosowniejsza byłaby nazwa np. Ozyrys (wykształciuchy: Ozyrys - egipski pan zaświatów)) zyska rozgłos pokazem akrobacji powietrznej nad Stambułem , z kompletem rodaków na pokładzie zresztą.Na nas zrobili jak najlepsze wrażenie stewardessami, obiadkiem i projekcją "Gdzie jest Nemo".
Za to z powrotem zrobiło się ciekawie. Przypuszczam, że koleś któremu ten silnik wpadł do Bosforu dostał jakiegoś załamania i po prostu nie mogli go zaciągnąć za stery. Początkowo mieliśmy wylecieć o siódmej, potem o 10, o 13, a w końcu o 15 jacyś Hiszpanie w zastępstwie zgodzili się zawieźć nas do Katowic chyba z ciekawości, bo nigdy wcześniej tam nie byli.
Szło nieźle aż do lądowania. Pilot lawirował jak bombowiec nad Tokio, a jak już-już miał dotknąć kołami gruntu zmienił zdanie i dał całą naprzód. Niesamowite, wgniatające w fotel uczucie. Jak już odzyskaliśmy przytomność, Leniuchowa domniemała, że pewno nawaliło podwozie i teraz będzie krążył aż nie spali benzyny.
Ja raczej podejrzewam, że w ostatniej chwili zorientował się, iż pomylił port lotniczy Katowice-Pyrzowice z boiskiem jakiegoś KKS "Drezyna", o co nietrudno, zważywszy że KKS "Drezyna" jest pewno bliżej Katowic i ma szatnie większe niż hala przy ichnim lotnisku.
Emocje, jakie by nie były, wyziębły w zetknięciu z temperaturą na zewnątrz, 30 stopni poniżej tej, w której przebywaliśmy ostatnie dwa tygodnie.
Jesień idzie, nie ma rady na to.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)