myśliwi to opasłe knury między pierwszym a drugim zawałem, wytaczające się z terenówek jak beczki z okowitą, którymi w istocie są
Kiedyś wszystko było łatwiejsze, bo ludzie mieli nieśmiertelne dusze, w odróżnieniu od wieprzowiny. Teraz, kiedy połowa społeczeństwa to kocie mamy, a druga - ateiści, różnica między homo sapiens a jego posiłkiem zaczyna się zacierać. W sferze duchowości osunęliśmy się z powrotem w knieje, gdzie człowiek po śmierci mógł się wcielić w anakondę lub jaguara. Nie jesteśmy jeszcze na etapie, kiedy na rożen może trafić - jak popadnie - kapibara lub zbłąkany przechodzień, ale mentalnie nie jesteśmy już daleko. Większość internautów postawiła już znak równości między człowiekiem a - jeśli jeszcze nie wiewiórką, to na pewno sarenką czy psieckiem.
Tym bardziej niezrozumiałą jest głucha niechęć fejsbukowiczów wobec wyznających te same poglądy myśliwych. Identycznie kompletnie te same. Ostatnio jeden z tych nieszczęśników pomylił żołnierza z szopem praczem. Błąd jak błąd, co i rusz myli ktoś żonę z dzikiem, bywają ludzie różnej urody, choć tak samo reagują na dubeltówkę - zejściem.
No więc myśliwy ów został zdalnie zlinczowany, choć gdyby hejterzy byli konsekwentni powinni pogratulować mu niezastrzelenia szopa pracza, który na pewno nie był toksycznym rodzicem ani nie obraził ich na tinderze. Inny człowiek - wiadomo, bestia z definicji, przed którą muszą uciekać na fejsbuka.
Dzieje się tak, ponieważ wszyscy lubimy nie lubić myśliwych. W moim np. odbiorze myśliwi to opasłe knury między pierwszym a drugim zawałem, wytaczające się z terenówek jak beczki z okowitą, którymi w istocie są. Mówię z doświadczenia, miałem wujka myśliwego, który w chwilach wolnych od polowań i zebrań partyjnych robił dójkom dzieci w swoim pegeerze.
"Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim".
Azaliż aliści ostatnio ujrzałem myśliwych w innej perspektywie. Jak wszyscy, których stać, kupuję jaja z wolnego wybiegu. Czuję się dzięki temu lepszy, szlachetniejszy, wcinam jajecznicę ze świadomością, że została zniesiona przez szczęśliwą kurę, która bieży dzika i swobodna przez zielone wzgórza z tapety windows xp. Onegdaj, przepychając się w Gruzji przez biegające luzem krowy i świnie, pozazdrościłem miejscowym wieprzowiny i wołowiny z wolnego wybiegu.
Nic dziwnego, że kiedy zobaczyłem w markecie schab z dzika zapakowałem z punktu do koszyka. Mimo wygórowanej ceny. Potem gulasz z jelenia, comber z sarny.... itp. ... poszło.
Zdrowo, szlachetnie, ekologicznie. Dzięki komu? Tym panom z dubeltówkami.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo