Czasy są straszne, czasy są śmieszne i to już przynajmniej dla trzeciego pokolenia z kolei. Nasi dziadkowie przeszli dwie wojny, epidemię hiszpanki i wielki kryzys. Gdzież naszemu covidowi do hiszpanki, czy ratom kredytu do obgryzania kory na przednówku w wielkim kryzysie. Azaliż, aliści.
Dziadkowie obgryzali korę, ale z pogodnym optymizmem wspartym na zasadach wpojonych im przez: dom, szkołę, kościół, a nawet wojsko. Dzięki spójnemu przekazowi człowiek wiedział, że jeśli nawet miał pod górkę, to w końcu będzie miał z górki. Na tym świecie lub następnym.
Dzisiaj trudno o autorytety, łatwiej od profesorów-plagiatorów, redaktorów – kłamczuchów, nawet księża rozpuszczeni jak dziadowskie bicze. Służbę wojskową, ostatnią ostoję, jeśli nie zdrowego rozsądku, to przejrzystych zasad – zlikwidowano. Jak żyć? W każdej spornej kwestii jeden rabin wypowiada się na tak, inny na nie, a obaj z habilitacjami.
Robią nas w trąbę, aż miło. W najprostszych sprawach. Wstaję, sprawdzam pogodę, w telefonie, gdzieżby indziej, jak wszyscy. Ale miałem swoje podejrzenia, kupiłem termometr, pod choinkę dostałem drugi, weryfikuję telefon i co?
W androidzie dwa na plusie, na dworze – dwa na minusie, czyli plus 10 minut do skrobania szyby auta i plus 20 minut do spóźnienia do miasta. Zgaduję, że do statystyk trafia wersja z telefonu i wykazują one jakieś anomalne upały. Ładnie się to komponuje z info, że jacyś holenderscy jajogłowi zaniżali z kolei temperatury z przeszłości. A zatem szokująco strome wykresy wzrostu temperatur nie są w rzeczy samej aż tak szokująco strome. Szury górą, klimatyści kanałami.
Każda, dokładnie każda teoria spiskowa sprawdza się po (coraz krótszym) czasie, od talibów w Klewkach, przez chachmęcenie klimatu po elity zamawiające nieletnie do konsumpcji jak pizzę.
Dobrze, że chociaż Ziemia wciąż okrągła.
Na razie.
61
BLOG
What a time to be alive.
W każdej spornej kwestii jeden rabin wypowiada się na tak, inny na nie, a obaj z habilitacjami.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)