Pięć lat temu, letnią porą, zatrzymaliśmy się w Mejszagole. E. poszła do apteki mieszczącej się w drewnianym domu naprzeciw kościoła, a ja spacerowałem wokół świątyni, przy której trwały właśnie drobne prace ogrodnicze. Znienacka zagadnął mnie młody kapłan - jak się potem okazało, był to ksiądz Aszkiełowicz, proboszcz. Zaczęliśmy rozmawiać, w tym czasie E. wróciła z resztą ekipy. Ksiądz Aszkiełowicz zaproponował odwiedziny u księdza prałata, który mieszkał w skromnym domku przy kościele, zwanym „pałacykiem”, choć była to nazwa zdecydowanie na wyrost. Wzbranialiśmy się przed zakłócaniem spokoju sędziwego kapłana, ale ks. Aszkiełowicz nalegał, zapewniając, że ksiądz prałat bardzo lubi gości.
Wstyd powiedzieć, ale nie wiedzieliśmy wówczas z kim los pozwolił nam się spotkać. W niewielkiej chatce, w skromnym pokoiku wsparty na poduszkach przywitał nas stuletni prałat Józef Obrembski. Był już wtedy przykuty do łóżka, ale fizyczna niemoc w najmniejszym stopniu nie korespondowała z jasnością i bystrością umysłu. Dłuższą chwilę miło porozmawialiśmy, pomodliliśmy się, zrobiliśmy zdjęcia. Ujął nas emanującą z niego łagodnością i spokojem.
Miałem przejmujące uczucie, że dotykam historii. Rozmawiałem z człowiekiem, który narodził się na początku ubiegłego wieku, pamiętał wojnę polsko-bolszewicką, II wojnę światową przeżył już jako dorosły człowiek, a potem przetrwał cały okres panowania sowieckiego komunizmu.
Był żywym przykładem jak w trudnych czasach byli ludzie Kościoła, którzy trwali przy swoich wiernych, a i Kościół stanowił jedyne oparcie tożsamości narodowej. Te czasy minęły, dzisiaj hierarchia Kościoła Katolickiego w Lietuvie stara się lituanizować katolików, w imię fałszywie rozumianej „powszechności” Kościoła. Msze w języku litewskim wprowadza się nawet w parafiach, gdzie przeważająca liczba parafian jest polskojęzyczna.
Na zakończenie wizyty prałat podarował nam egzemplarz książki opisującej jego życie, wpisując własnoręcznie dedykację (nie używając okularów!), co było jeszcze jednym dowodem niesamowitej fizycznej mocy jego organizmu. W drzwiach „pałacyku” minęliśmy się z Waldemarem Tomaszewskim, polskim posłem do litewskiego sejmu. Wcześniej oglądaliśmy zdjęcia z wizyt premierów i prezydentów Polski i Litwy, biskupów, kardynałów i prymasów. Prałat Obrembski był uważany za patriarchę Wileńszczyzny, cieszył się tu niezwykłym szacunkiem, by nie rzec estymą.
Lektura podarowanej książeczki oraz inne informacje, które zacząłem gromadzić otworzyły mi oczy na to, z jaką niezwykłą postacią zdarzyło mi się zetknąć. Przez kolejne lata śledziłem celebracje kolejnych urodzin prałata i jubileuszy. W nadchodzącą niedzielę miał obchodzić 79-lecie posługi kapłańskiej, ale odszedł do Pana w miniony wtorek 7 czerwca. Miał 105 lat. Niech odpoczywa w pokoju.



Komentarze
Pokaż komentarze