Leonardo Leonardo
173
BLOG

O tym jak Zachód nie rozumie Wschodu

Leonardo Leonardo Polityka Obserwuj notkę 0

Czytam teraz książkę Benjamina Barbera Skonsumowani- imponującą erudycją analizę jak wolny rynek psuje demokrację i manipuluje ludźmi. Skłania ona do refleksji nad kierunkiem,  w jakim rozwija się cywilizacja zachodnia. Czuje się, że Barber wie o czym pisze, a jego przemyślenia są oparte na dobrze udokumentowanych faktach. W końcu spędził on całe życie w kraju, który podaje się za przykład wzorowej demokracji i gospodarki rynkowej.

Wcześniej czytałem Dżihad kontra McŚwiat. Ta z kolei książka wydała mi się wówczas przekombinowana, a tezy lekko naciągane. Tym niemniej, po 11 września 2001 r. Barber awansował do statusu niemal proroka, po tym jak odkryto, że w tej książce wstrzelił się niemal idealnie w opis sytuacji, jaka zaistniała na świecie, gdy Al-Kaida wydała wojnę Stanom Zjednoczonym. Moim prywatnym zdaniem, w tym przypadku mieliśmy raczej do czynienia z przykładem zadziałania prawa wielkich liczb – przy odpowiednio dużej ilości przelewanych na papier kombinacji myśli, jeśli dobrze poszukać, zawsze znajdzie się taki zestaw, który wygląda, jakby ich autor przewidział przyszłość. Podobnie zresztą było z powieścią sensacyjną Toma Clancy’ego, osnutą wokół pomysłu jak to terroryści planują atak za pomocą porwanego samolotu. Barber dostarczył wówczas paradygmatu do mentalnego poradzenia sobie z niezrozumiałą dla człowieka Zachodu sytuacją, gdy dwudziestka dorosłych facetów, zdrowych na umyśle na tyle, by funkcjonować latami w krajach zachodnich i przeprowadzić skomplikowaną akcję, decyduje się na desperacki zamach samobójczy, zabierając ze sobą na tamten świat parę tysięcy niewinnych osób.

Teraz czytam wywiad PAP-u z Barberem przy okazji jego wizyty w Polsce na „Europejskim Forum Nowych Idei” w Sopocie, podczas którego promował nową książkę zatytułowaną A gdyby światem rządzili burmistrzowie. Z tego co mówi, wnioskuję, że myślą przewodnią książki jest pomysł, że wobec wspólnym mianownikiem współczesnej cywilizacji może być miasto. Barber twierdzi, że miasta są podobne na całym świecie, podobnie się nimi zarządza, a zamieszkujący je ludzie mają podobne potrzeby.

Nie podejmę się krytyki tego poglądu zanim nie zapoznam się z książką, ale intuicja podpowiada mi, że stoi za tym pomysłem jakiś zasadniczy błąd w założeniach. Utwierdza mnie w tym następujący cytat z Barbera:

Miasta z różnych części świata mają ze sobą o wiele więcej wspólnego niż kraje. Mają wszędzie takie same zadania: wywieźć śmieci, przewieźć ludzi komunikacją publiczną, sprzątnąć zimą śnieg. Miastami podobnie się zarządza. Można by byłego mera Jurija Łużkowa przenieść z Moskwy do Nowego Jorku, a Michaela Bloomberga z Nowego Jorku do Moskwy – co to dla nich byłaby za różnica, poza tym, że w Moskwie jest trochę więcej śniegu?

Niestety, jest to typowy przykład jak wybitny zachodni intelektualista nie rozumie realiów krajów niezachodnich. Barber jest w tym momencie podobny do legionów sowietologów z czasów zimnej wojny, którzy tworzyli uczone konstrukcje, nijak niepasujące do rzeczywistości krajów komunistycznych, zaskoczonych w 1989 r. upadkiem komunizmu.

Barber nie rozumie różnicy pomiędzy Bloombergiem, rozliczanym przez wyborców w wolnym kraju z dobrze funkcjonującą demokracją na poziomie lokalnym i z wolną prasą, a Łużkowem, będącym typowym przedstawicielem wzbogaconej na ruinach upadłego imperium nomenklatury, „nowym Ruskim” funkcjonującym w kraju z fasadową demokracją, rządzonym faktycznie przez kagiebistów i mafię. Może i wywożenie śniegu zimą jest czynnością podobną w Moskwie i Nowym Jorku, tyle że moskwiczanie mają zerowy wpływ na to kto i jak rządzi ich miastem. Łużkow przeniesiony do Nowego Jorku przeżyłby szok, gdyby musiał naprawdę zacząć zarządzać miastem, zamiast zajmować się pałacowymi intrygami, a w dodatku miał poddać się faktycznemu rozliczeniu przez wyborców. Bloomberg z kolei w Moskwie zginąłby jak ruda mysz w walce buldogów pod dywanem, jaką jest rosyjska polityka (kto wie, może nawet skończyłby jak Chodorkowski?) To jednak jest zasadnicza różnica, która powoduje, że pomysł Barbera jest tylko naiwnym konstruktem zachodniego intelektualisty, walczącego desperacko o zainteresowanie na wolnym rynku idei. Gorzej by się jednak stało gdyby takie wyciągnięte z kapelusza idee były potem stosowane przez zachodnich polityków jako szablony do rozumienia świata.

Leonardo
O mnie Leonardo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka