Czy pamiętacie Państwo sympatyczną scenę z filmu Commando w której Pułkownik John Matrix (grany przez Arnolda) stojąc na moście trzyma jakiegoś "niedobrego" gościa za nogę? Jak mi powiesz co chcę, to puszczę Cię wolno (tak jakoś to szło) – rzeczywiście gość mówi i zostaje puszczony. Czy według sądu w Polsce Pułkownik John Matrix dotrzymał słowa? Czy celem Johna było zabicie tego człowieka – czy to tylko przypadek, że facet spadając się zabił? Odpowiedzi w świetle dzisiejszego wyroku sądu wyborczego są oczywiste: Rzucając gościem z mostu John chciała go uwolnić – wszelkie inne interpretacje nie znajdują żadnego uzasadnienia. Wobec tego ja leonp oświadczam, że moje dotychczasowe przekonanie, że Pułkownik John Matrix wykazał się specyficznym poczuciem humoru było błędne i nie będę go rozpowszechniał.
Natomiast po ponownym rozpatrzeniu sprawy przez sąd dochodzę do wniosku, że co prawda Pułkownik John Matrix dopuszczał możliwość że opryszek spadnie (Jak Komorowski dopuszczał możliwość prywatyzacji) ale była to jedna z możliwości - mógł na przykład odlecieć :) (Skoro sąd nie uznaje poczywistości ekonomiczynych to dlaczego należy uwzględniać prawa fizyczne?)



Komentarze
Pokaż komentarze (1)