I kto tu manipuluje faktami ?
W dniu 12 stycznia 2009r. posłanka Prawa i Sprawiedliwości Grażyna Gęsicka publicznie stwierdziła, że rząd Donalda Tuska nie radzi sobie zupełnie z wykorzystywaniem środków unijnych, a poziom wydatkowania tych środków przeznaczonych na lata 2007-2013 osiągnął „oszałamiający” poziom 0,3%. Ta wypowiedź pani poseł spotkała się z natychmiastową i bardzo prymitywną nagonką ze strony Platformy Obywatelskiej, która do boju wysłała niezawodnego w obrażaniu politycznych przeciwników posła Janusza Palikota. Ów poseł użył pod adresem poseł Gęsickiej określenia „sprostytuowała się”, co w powszechnym odczuciu jest określeniem dla kobiety niezwykle obraźliwym. Zastanówmy się więc nad tym czy Platforma Obywatelska miała prawo tak bezceremonialnie atakować posłankę PiS -u zarzucając jej m.in. manipulowanie faktami i kłamstwo ?
Podany przez panią poseł poziom wykorzystywania środków unijnych wynoszący 0,3% był nieścisły, gdyż w rzeczywistości wyniósł on w 2008 r. aż o całe 8 promili więcej, czyli wyniósł 0,38. Jednak na usprawiedliwienia tej pomyłki poseł Gęsickiej należy podać fakt, że opierała się ona na danych zamieszczonych na portalu internetowym jednego z ministerstw odzwierciadlającymi stan faktyczny na koniec listopada 2008r. Jak widać to nie prymitywnie obrażający panią poseł politycy PO, ale właśnie pani poseł ma w tym sporze stuprocentową rację i należą jej się ze strony partii rządzącej przeprosiny. Jednak bez względu na to kto ma rację, a kto rzeczywiście manipuluje faktami musimy bliżej przyjrzeć się kwestii sposobu wykorzystania unijnych środków przez rząd Platformy Obywatelskiej.
Polska w latach 2007-2013 ma do wykorzystania 67,3 mld euro, czyli 269 mld zł, w ramach Narodowej Strategii Spójności. Z tej kwoty w minionym roku zakontraktowano jedynie 8,1 mld zł., co stanowi 3,3 % środków. W takim tempie na zakontraktowanie całej kwoty będziemy czekać przy dobrym układzie 33 lata, a ostatnie umowy podpisalibyśmy w 2041 r. Warto przy tym podkreślić, że samo zawarcie umów nie jest jednoznaczne z wykorzystywaniem odpowiednich kwot, a i do zawarcia kontraktów droga daleka, gdyż wszystkie muszą być wcześniej zaakceptowane przez KE.
Rząd Prawa i Sprawiedliwości przesłał w 2007r. Do KE wykaz 245 tzw. wielkich inwestycji, a w 2008r., już za rządów platformerskich cudotwórców, KE otrzymała tylko 5 kolejnych dokumentacji. Jak wynika z zapowiedzi pani minister Elżbiety Bieńkowskiej do końca pierwszego kwartału 2009 r. KE otrzyma tylko 5 kolejnych dokumentacji. Pozostaje więc jeszcze „tylko” przygotowanie dokumentacji do 235 projektów poprzedniego rządu, choć kilkadziesiąt z nich rząd PO wycofał, co jeszcze bardziej oddala możliwość pełnego wykorzystania wszystkich środków unijnych przysługujących Polsce. Tempo gromadzenia dokumentacji, brak nowym projektów inwestycji w miejsce usuniętych pisowskich spowalnia proces wykorzystywania środków z Narodowej Strategii Spójności.
Jakby tego było mało, to w 2008r. nastąpiło spowolnienie, i to znaczne, wydawania środków z Narodowego Planu Rozwoju. W roku 2006 wydano 24 % środków, w kolejnym roku aż 38%, a rząd PO w 2008r. Tylko 21%. Szczególnie mizernie wygląda kwestia wykorzystania środków na energię odnawialną, których do dyspozycji mamy około 800 milionów, a stopień ich wykorzystania przez rząd PO wynosi zero !. W tym kontekście należy uznać za zwykły sabotaż działania rządu wymierzone w środowisko Radia Maryja, które zaangażowało się w projekt wykorzystania wód geotermalnych w Toruniu. Rząd zachowuje się przy tej okazji jak pies ogrodnika co to sam nie weźmie, ale drugiemu też nie da. Niestety równie mizernie wygląda kwestia wykorzystania środków z NPR w dziedzinie informatyzacji, gdyż z przysługujących nam 4 miliardów euro rząd Tuska nie wykorzystał nic. Niewiele środków udało się wykorzystać cudotwórcom z obecnego rządu również na drogi, autostrady i badania naukowe.
Skutecznie natomiast rząd wydaje kasę tylko na rozwój liczby urzędników obsługujących administrację dotacji unijnych. Do połowy 2008 roku Polska na ten cel wydała 158 mln., a liczba urzędników wzrosła z 6,3 tysięcy do 8,7 tysięcy. Obserwując nieudolność rządu w wykorzystywaniu unijnych środków nasuwa się pytanie czy zasadne jest wydawanie pieniędzy na rozrost administracji zajmującej się pozyskiwaniem unijnych funduszy. Odpowiedź jest aż nadto oczywista. Nie.
Z danych przedstawionych powyżej jasno wynika, że pani poseł Gęsicka miała zdecydowanie rację krytykując rząd za nieudolność w dziedzinie wydatkowania publicznych środków. Niestety politycy PO jak zwykle nie potrafią przyznać się do błędów i bełkoczą bzdury o tym jak to doskonale wykorzystują środki z unijnych funduszy, a jeśli nawet nie to wszystkiemu winien jest PiS. Do poziomu politycznej debaty prezentowanego przez posła Palikota, poziomu dodajmy niezwykle niskiego, dołączył ostatnio sam Zbigniew Chlebowski, który w programie Tomasza Lisa nazwał posłankę PiS „kłamczuszką”, ale nie potrafił wyjaśnić, w którym miejscu pani poseł miałaby skłamać.
Sprawa Palikota
Naiwnym okazał się każdy kto uwierzył w przedwyborcze zapowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej o tym, że po przejęciu władzy przez ich partię w Polskiej polityce zapanują zupełnie nowe standardy. Dość szybko okazało się, że te standardy ani nie będą nowe, ani lepsze od tych, które tak ochotnie platformersi krytykowali. Działania poszczególnych polityków z czołówki PO, jak choćby opisywane już przeze mnie zatrudnianie ludzi z krakowskiej PO w agendach wojskowych przez pana ministra Bogdana Klicha czy choćby sprawa wyboru nowego dyrektora warszawskich łazienek to tylko wierzchołek góry lodowej. Jednak wyznacznikiem nowych platformerskich standardów w polityce stały się wygłupy posła Janusza Palikota, do niedawna przewodniczącego komisji przyjazne państwo. Pomawianie i publiczne obrażanie głowy państwa, że przypomnę tylko insynuacje o rzekomej chorobie alkoholowej, czy nazywanie prezydenta RP durniem, a także poszczególnych polityków Prawa i Sprawiedliwości ( Jarosława Kaczyńskiego nazywa gejem, a panią Gęsicką oskarża o polityczną prostytucję ), to powody, dla których ten człowiek powinien w trybie natychmiastowym stracić mandat poselski, stanąć przed sądem, usłyszeć wyrok i otrzymać dożywotni zakaz zajmowania jakiejkolwiek funkcji publicznej. Niestety poza publicznymi i niezbyt szczerymi słowami krytyki wypowiadanymi przez liderów PO po kolejnych prymitywnych wypowiedziach Palikota nie doczekaliśmy się żadnej zdecydowanej reakcji władz partii, która miała dbać o wyższe standardy życia publicznego. Nie można również za karę uznać przesunięcia posła Palikota z funkcji przewodniczącego komisji przyjazne państwo na jej wiceprzewodniczącego, to raczej chwyt propagandowy świadczący o ogromnym cynizmie prezentowanym przez polityków PO. Pomijam już fakt, że komisja Palikota nie ma się czym pochwalić poza jego błazeńskimi wygłupami na konferencjach prasowych.
Okazuje się, że Janusz Palikot jest PO niezbędny, gdyż skutecznie odwraca uwagę opinii publicznej od rzeczywistych problemów, ale taka taktyka może okazać się zgubna dla rządu Tuska, gdyż Polaków nie będą interesować kolejne wygłupy posła Palikota w czasie, gdy wielu z nich w wyniku kryzysu, którego rząd zdaje się nie dostrzegać, traci pracę i źródła utrzymania dla swoich rodzin.
Z drugiej zaś strony warto przypomnieć partii Tuska stare powiedzenie : „Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie”, bo skoro poseł Palikot zupełnie bezkarnie może nazwać prezydenta Durniem, lidera partii opozycyjnej gejem, a posłankę oskarżyć o polityczną prostytucję, to czy nie może przeciętny Kowalski tych samych określeń użyć pod adresem premiera Tuska i innych polityków PO.
I jeszcze jedna uwaga. Zachowanie pana posła Palikota w związku z kongresem PiS -u trudno nazwać inaczej niż zwykła błazenadą, a samego polityka PO uznawać za człowieka poważnego mogą już tylko nie mniej „poważni” politycy partii Donalda Tuska. Obserwując kolejne wygłupy pana Palikota przekonuję się do tego, że obecny Sejm należy jak najszybciej rozwiązać i niektórych posłów wysłać na przymusowe leczenie dla dobra państwa polskiego i jego organów. Chęć przebierania się za kobietę oraz twierdzenie, że występuje się w dwóch osobach to oznaki świadczące o chorobie, którą należy leczyć. Szkoda, że tej konieczności nie widzi Donald Tusk, widocznie błazenady posła Palikota są mu na rękę. Wszak zawsze to lepiej dla rządu jeśli media nie zajmują się kolejnymi wpadkami ekipy rządzącej, a zachowaniem posła.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)