Wojciech Leszczyk
Wojciech Leszczyk
Wojciech Leszczyk Wojciech Leszczyk
170
BLOG

Czy Bandera ma odwrócić uwagę od Zełenskiego?

Wojciech Leszczyk Wojciech Leszczyk Polityka Obserwuj notkę 14
Decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych honorowego miana „Bohaterów UPA” nie była przypadkiem. Nie była też wynikiem historycznej niewiedzy ani politycznej nieostrożności. Prezydent Ukrainy doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak zostanie odebrana w Polsce.

imageW polskiej pamięci historycznej Stepan Bandera i Ukraińska Powstańcza Armia nie są symbolami walki o wolność czy niepodległość. Są symbolami ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Są symbolem zamordowanych kobiet, dzieci i starców, spalonych wsi oraz jednej z najokrutniejszych zbrodni XX wieku. Potwierdził to również Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, uznając rzeź wołyńską za ludobójstwo.


Dlatego trudno uwierzyć, że decyzja Zełenskiego była wyłącznie gestem historycznym. Tym bardziej że została podjęta w momencie wyjątkowo trudnym zarówno dla Ukrainy, jak i dla samego prezydenta.


Od wielu miesięcy Ukraina zmaga się z problemami mobilizacyjnymi, zmęczeniem społeczeństwa wojną oraz coraz częściej pojawiającymi się pytaniami o przejrzystość funkcjonowania państwa. Media regularnie informują o zatrzymaniach urzędników, śledztwach antykorupcyjnych, dymisjach ministrów i kolejnych aferach związanych z wydatkowaniem publicznych pieniędzy. Skala problemu jest na tyle duża, że walka z korupcją pozostaje jednym z głównych warunków dalszej integracji Ukrainy z Unią Europejską.


Jednocześnie wokół samego Zełenskiego od lat pojawiają się pytania dotyczące jego majątku, nieruchomości oraz relacji biznesowych osób z jego najbliższego otoczenia. Przeciwnicy prezydenta zarzucają mu, że obiecywana walka z ukraińskimi oligarchami i korupcją nie przyniosła rezultatów odpowiadających oczekiwaniom społecznym. Zwolennicy odpowiadają, że państwo prowadzące pełnoskalową wojnę nie jest w stanie wyeliminować wszystkich patologii jednocześnie.


Pytanie brzmi jednak, czy nagłe wywołanie kolejnej burzy wokół Bandery i UPA nie odwraca uwagi od problemów znacznie bardziej niebezpiecznych dla ukraińskich władz.


Czy celem było skonsolidowanie społeczeństwa wokół symboli narodowych przed decydującymi starciami z Rosją?


Czy chodzi o wysłanie sygnału do setek tysięcy Ukraińców w wieku poborowym przebywających obecnie w krajach Europy Zachodniej, że ojczyzna oczekuje od nich powrotu?


Czy może jest to element szerszej polityki historycznej, w której Ukraina świadomie buduje własny panteon bohaterów bez oglądania się na opinie sąsiadów?


A może chodzi o coś jeszcze innego?


Coraz częściej można spotkać się z opiniami, że przyszłość Ukrainy nie jest dziś rozstrzygana wyłącznie na froncie. Równie ważna staje się kwestia przyszłej odbudowy kraju. W grę wchodzą setki miliardów euro, ogromne kontrakty infrastrukturalne, energetyczne i budowlane. Kto będzie odbudowywał Ukrainę? Które państwa i które firmy otrzymają największe zlecenia? Czy Polska, która od początku wojny poniosła ogromne koszty pomocy humanitarnej, militarnej i gospodarczej, będzie jednym z głównych beneficjentów powojennej odbudowy, czy też zostanie odsunięta na dalszy plan?


Na te pytania dziś nie znamy odpowiedzi.


Wiemy natomiast jedno.


Wołodymyr Zełenski doskonale wiedział, że nadanie jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” wywoła oburzenie w Polsce. Wiedział, że ponownie otworzy niezagojone rany Wołynia. Wiedział, że decyzja ta stanie się tematem międzynarodowej debaty.


Pozostaje więc najważniejsze pytanie:


Dlaczego właśnie teraz?


I czy prawdziwy cel tej decyzji jest rzeczywiście tym, o którym oficjalnie mówią ukraińskie władze?

Polak, Dolnoślązak, Jeleniogórzanin, poglądy konserwatorliberalnoprogresywne.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka