Miałem nadzieję na owocne obrady komisji. Niestety, nie doszło do porozumienia między członkami komisji (lenistwo?), ani do jakiegoś bliższego kontaktu wnioskodawcy powołania komisji z potencjalnymi jego członkami (ale jak się bliżej spotkać z bytem internetowym?).
Cóż złego byłoby gdybyśmy sobie zrobili obrady? Nic. Byłaby okazja do pogawędek przy grillu, może jakieś piwko, może ciasteczka, może lody czy winko. Pogoda sprzyjała do miłego spędzenia czasu. Warunek był jeden – wnioskodawca powołania komisji musiałby pokryć koszty, zapewnić profesjonalną obsługę pracy komisji (grill nie mógłby za bardzo dymić!), zarezerwować odpowiednio zaciszne miejsce i miejsca noclegowe. Mógłby także sprowadzić żubra, w wiadomym celu, aby zadowolić, tych, co uważali, że bez ugryzienia żubra w wiadome miejsce, nic nie może stać się pozytywnego.
Na salonie24 padła propozycja transmisji obrad komisji. Ten obywatelski głos był jak najbardziej słuszny. Być może nawiązywał do transmitowanych negocjacji MKS pod wodzą Wałęsy z komisją rządową w sierpniu 1980 r., albo też do nagiego torsu Karpiniuka, szefa którejś tam spec komisji sejmowej do wyjaśnienia czegoś tam, licząc, że w pogodny dzień członkowie salonowej komisji, albo miła i profesjonalna obsługa kulinarno-wachlująca ciężko pracujących członków, też pokaże swoje wdzięki. Byłbym oczywiście za, ale dopiero po odbyciu wpierw tajnych obrad. Czyli to druga tura obrad mogłaby być transmitowana. Ha, wnioskodawca liczył, że przed oblicze naszej komisji zostaną sprowadzone/przyjdą dobrowolnie pani Walentynowicz, 1maud i Maryla. Cieszyło go wyobrażenie „iskrzenia” na różnych frontach. Coś tak jakby to pancernik Patiomkin zderzył się z Bismarckiem, a tenże z Aurorą. Ufff… tego bym nie przeżył, choć satysfakcjonowałoby mnie to, że sprawiłbym ludziom radość.
Niestety, nie doszło do owocnych obrad. Nic nie zostało wyjaśnione. Nic też nowego się nie pojawiło. Sprawa w myśl sugestii Krzyśka zdaje się być zamieciona pod dywan.
Trwa jednak wciąż zamieszanie i szum medialny wokół pani Walentynowicz. Na salonie pojawiły się relacje z fetowania jubilatki u prezydenta Kaczyńskiego, a RPO przyznał jej nagrodę za walkę o podstawowe prawdy i wartości, którym ma być przeciwna większość. Te prawdy to: wolność, suwerenność i wierność wartościom (kto jest przeciw?). Natomiast na witrynie Blogomedia24 zasugerowano, że cała „afera” z listem pani Walentynowicz do Igora Janke to wynik manipulacji postesbeckich. Na dokładkę jakiś nowy tekst opublikował Wałęsa o Walentynowicz, że więcej szkody przyniosła „Solidarności” niż SB, który jest roztrząsany na salonie.
W tym stanie rzeczy „afera Walentynowicz” czy też „afera 1maud & Maryla” zostaje pod dywanem. Pewnie tak być musi. Pani Walentynowicz chroniona autorytetem prezydenta Kaczyńskiego, partii PiS, stowarzyszeń katolicko-patriotyczno-narodowo-niepodległościowych wciąż walczących z komuną oraz RPO musi pozostać nietknięta. Nie jest ważne czy mijała się i mija z prawdą czy nie. Ma swoją rolę do spełnienia. Do jej określenia najwięcej przyznaje sobie praw ten, kto ma ważniejszą rolę i większe wpływy. Inni muszą się podporządkować lub muszą zostać zniszczeni. Dlatego 1maud i Maryla poświęcą się. Pierwsza zwali winę na dziennikarzy, a druga na esbecję.
Kotłować się pod dywanem nie będzie. Choć jakiś Potiomkin, a to Aurora, a może i Bismarck wystrzeli – wiadomo w kogo. Trwa wojna...
Szkoda mi, że nie doszło do miłego spotkania salonowej komisji. Poplotkowałoby się, pożartowało. Nie omieszkałbym uszczypnąć Kataryny, a ona pewnie odwdzięczyłaby się swoją bystrą ripostą. Leskiemu nie zamykałyby się usta i być może przegadalibyśmy wiele godzin w miłej atmosferze. Do wyników żadnych byśmy nie doszli. Nikt przecież do wiadomości publicznej nie odważyłby się podać tego, co od razu mi się nasunęło na myśl, a może i innym, ale co nie jest do udowodnienia. Co mi się nasunęło? Waham się napisać. Nie chcę się narazić na to, przeciwko czemu w ostatnim swoim wpisie oburzył się i apelował RPO. Mającym niezależne poglądy zamyka się dziś usta. Gdy się odważą są oblepiani wszelkimi oskarżeniami i obelgami – z każdego „frontu walki”. Bo przecież trwa wojna w „imię podstawowych wartości” i ikon, a styl wojny jest nieważny – byle osiągnąć wskazany cel. Dlatego z netu znikają ludzie „środka” (hm, dawne motto się przypomina: „rozważnie i solidarnie”), którzy niechętnie reagują na „wyrazistość”, „niepoprawność”, „niesalonowość”, co dziś jest trendy, a służy jedynie do wdeptania „wrogów” w ziemię.
Trudno mi się odważyć, aby tu na salonie wskazać na wszystkie zmyślenia, pomówienia i kłamstwa, które powtarza pani Walentynowicz, a co moim zdaniem nie może być popieranie przez RPO. Od razu w jej obronie stanie armia, której się zresztą nie dziwię, gdyż pani Walentynowicz w równy stopniu jak sama to robi, jest poniżana, obrażana i niszczona przez wrogich jej adwersarzy. Czyż jednak sama nie podaje im argumentów na tacy?
Z wahaniem, ale przypomnę jednak to, czym miała się zająć „komisja”. Może wystarczy znany ciąg zdarzeń:
– 1maud wpada na pomysł, aby z okazji zbliżających 80. urodzin Anny Walentynowicz zorganizować jubilatce okolicznościową imprezę. Walentynowicz uprzedza, że nie będzie jej w dzień urodzin w Gdańsku (bo uroczystości na Jasnej Górze, dlatego ostatecznie miał to być termin wrześniowy). Najpierw miało to być zebranie od internautów życzeń dla pani Walentynowicz. Później na skutek reakcji internautów pojawił się pomysł zorganizowania benefisu. Okazało się, że nie wszyscy byli znajomi pani Walentynowicz mają fundusze, aby przyjechać do Gdańska, nie ma pieniędzy na wynajęcie Sali, gdzie mogłyby być występy, pokazy filmów i pokaz multimedialny, na choćby skromny poczęstunek. Stąd pomysł zbiórki pieniędzy oraz inicjatywa o zwrócenie się o dofinansowanie benefisu do kancelarii prezydenta, premiera oraz prezydenta Gdańska. Zbiórkę pieniędzy prowadzi stowarzyszenie Blogomedia.
– w Internecie coraz większy szum
– po nagłośnieniu przez organizatorki benefisu, że kancelaria premiera nie przyzna żadnych pieniędzy, sprawę nagłaśniają dziennikarze, którzy w sezonie ogórkowym nie mają o czym pisać a chcą zarobić wyższą wierszówkę
– ukazuje się oświadczenie pani Walentynowicz dla PAP, która odcina się od benefisu i próśb o jego dofinansowanie i twierdzi, że nie obchodzi swoich urodzin
– kancelaria prezydenta Kaczyńskiego zaprasza panią Walentynowicz na obchody urodzin do pałacu (w kontrze do kancelarii premiera, czysta gra polityczna?)
– pani Walentynowicz wysyła list do Igora Janke, w którym w stosunku do wcześniejszego oświadczenia dla PAP twierdzi, że nie jest autorką tekstów sygnowanych jej nazwiskiem na Blogomedia24.
– pani Walentynowicz nie pojechała do Częstochowy. Inicjatywa obywatelska, bo tak widzę inicjatywę 1Maud i Maryli, została ostatecznie zniszczona przez inicjatywę kancelarii prezydenta, gdzie odprawiono mszę a na konferencji naukowej pojawili się i przemawiali Jan Olszewski, Antoni Macierewicz i Krzysztof Wyszkowski oraz Cenckiewicz i Żaryn.
Impreza u prezydenta chyba wyjaśnia przyczyny zachowania się Walentynowicz w stosunku do inicjatywy obywatelskiej, gdyż inicjatorki pewnie zapomniały, lub nie zrozumiały,
co dla pani Walentynowicz jest najważniejsze(od 2,20) i w kim pokłada wszystkie nadzieje.
Można zgadywać, że otoczenie bliższe i dalsze prezydenta RP nie mogło znieść, że nie wpadło samo na pomysł urządzenia benefisu, lecz zrobiły to jakieś anonimowe blogierki. Już wcześniejsze spotkanie w Sejmie, na którym była Walentynowicz, a które to jak informowała Maryla, wyszło z inicjatywy Blogomedia24, choć tego nie firmowało, zostało „zawłaszczone” przez Macierewicza, Olszewskiego, Jarosława Kaczyńskiego, Wyszkowskiego i innych. Czyż mogli oni znieść to, że gdzieś w Internecie coś obok nich równie prawicowego i bez kontroli istnieje? Oddolna prawicowa inicjatywa zderzyła się z prawicowymi autorytetami.
W walce politycznej nie obowiązują żadne prawa. Nie ma ona też nic wspólnego z wartościami i moralnością (o taki model uprawiania polityki niektórzy walczyli w latach 80.). Na prawicy jest to najbardziej widoczne. Jeden prawicowiec drugiemu musi udowadniać, że jest większym narodowcem i prawicowcem. Co może być bardziej prawicowe niż np. wykorzystywanie Walentynowicz do manifestowania swojej prawicowości? Jakaś Maryla, 1maud czy Blogomedia (cóż za heretycka nazwa!)?
Blogomedia musiały być sprowadzone do swojego poziomu, muszą znać miejsce w szeregu. Tym bardziej, że priorytetem PiS jest opanowanie Internetu i blogosfery – bo media są im nieprzyjazne. Tak deklarował sam prezes Kaczyński, stąd też nowa witryna internetowa prezydenta Kaczyńskiego za 350 tys. zł. Nieznana ilość członków partyjnej młodzieżówki, asystentów i pracowników posłów i senatorów, a i oni sami (policzalni) od dłuższego czasu buszują w wirtualnej rzeczywistości. Kilku z nich ma za zadanie wytyczanie „linii przewodniej”. Szeregowi uczestnicy akcji reagują na każdy sms i e-mail, starają się odgadnąć jeszcze przed ich wysłaniem o co chodzi i jak pisać komentarze. Ci, którzy są niesterowalni muszą zostać zniszczeni, ci którzy chcieli działać bez sterowania, muszą się ukorzyć i nie podskakiwać zbyt wysoko, aby nie uszczknąć autorytetom powodów do chwały.
Prawicowe społeczeństwo obywatelskie – niemożliwe. Jakiekolwiek inne – też niewyobrażalne. Na początku „Lalki” jest scena jak Rzecki przechadzając się po sklepie wpatruje się w karuzelę, na której różne figurki kręcą się tak jak im nakazuje mechanizm. Każdą figurką steruje jakiś sznureczek. Wszyscy się kręcą w myśl z góry założonego im przeznaczenia. Los i rola każdego została zdefiniowana. To świat idealny, ale tylko dla tego, kto karuzelę zbudował i nakręcił.
A wracając jeszcze do pani Walentynowicz… Nadal bardzo wielu ludziom zależy na tym, by ktoś taki jak kiedyś Anna Walentynowicz, nie wahał się im pomóc. Chcieliby, aby byli ludzie, którzy tak jak dla Walentynowicz, także dla nich odważą się wzniecić skuteczny protest. To nie tęsknota za socjalistycznymi hasłami sprawiedliwości społecznej, lecz prawo do godnego traktowania i pomagania pokrzywdzonym, którzy są w każdym systemie politycznym, była kiedyś motorem działań ludzi związanych z WZZ Wybrzeża, KOR i SKS. Czy tacy ludzie dziś są? Nie widać ich, dziś się tropi spiski i zdrajców. To główna idea „patriotów”, a nie pomoc wzajemna. Ci, co wspominają Wałęsę – zwalczają Walentynowicz i Gwiazdę. Ci, którzy wspominają Walentynowicz lub Gwiazdę – zwalczają Wałęsę i innych. Oni sami zwalczają się zaciekle nawzajem. Niszczą wspólnie to, co było kiedyś najważniejsze – ideę solidarności, ale także prawdę. Trzeba być naiwnym, aby za podstawową prawdę przyjąć wszystko to, co mówi Wałęsa bądź Walentynowicz, czy też sprzyjające im partie.
Wchodzić na ziemię niczyją między dwa fronty walki to głupota. Jednak się nie ugnę przed żadną armią. Mogą mnie zastrzelić. Nie ważne czy w jednej będą kapitanowie z trzema a w drugiej z czterema gwiazdkami (pozdrawiam Sowińca) – jedni i drudzy zabijają (dziś słowem, plotką, intrygą…).
Nieraport wymyślony w środku dnia. Taki a nie inny bo żubra nie było, grilla nie było, panienek i kelnerek też nie. Bez konsultacji z kimkolwiek. Najciekawszy raport lub nieraport byłby oczywiście o obyczajach na lewicy i prawicy – ich sposobach walki i niszczenia społeczeństwa obywatelskiego (niby to fetysz). Takiego nie napiszę. Każdy to widzi.
Komentarze
Pokaż komentarze (73)