Nie pierwsze śledztwo, które prowadziło CBA nie zostało doprowadzone do końca. „Sprawy hazardowej” szczególnie szkoda, tak samo jak „afery gruntowej”. Obie nie tyle były ważne ze względu na aspekt finansowy, ale na zilustrowanie mechanizmów i obyczajów naszej klasy polityczno-biznesowej.
758
BLOG
Kamiński znowu spieprzył akcję CBA
Od 1989 r. nieustannie powtarzano ostrzeżenia przed powiązaniami polityków z „biznesmenami”, przed wchodzeniem w sferę biznesu ludzi dawnej opozycji. Bo niby jaki był to biznes, jakiej klasy ludzie dorobili się dużych pieniędzy jeszcze za komuny, lub korzystając z ogólnego zamieszania przełomowego roku z ludzi jeżdżących polonezami i fiatami stawali się posiadaczami najnowszych modelów mercedesów z hurtownią czegoś tam na dokładkę. PRL kończył się w strasznych konwulsjach apokaliptycznej wizji klęski gospodarczej i ogłoszenia niewypłacalności kraju. Byliśmy europejskim bankrutem. Od lewej do prawej za cel najważniejszy uznano ratowanie gospodarki kraju – a może ściślej: wyniku finansowego. Ja gospodarkę rozumiałem jako dobytek, czyli zakłady, firmy, pracownicy. Czyli dla mnie ważne było ratowanie „dobytku” z komunistycznej powodzi. Reformatorzy dbali o wynik finansowy. Tenże zależał nie od „dobytku” lecz od „obrotu”, który musiał być rentowny. Rentowność zapewniali ci, którzy wiedzieli jak się robi interesy.
Kto w dobie reformy wiedział jak się robi interesy? Ludzie tacy, jak ci, których mogliśmy posłuchać na wielu taśmach z podsłuchów, czy ostatnio ze stenogramów Chlebowskiego. Choć ton w 1989 r. nie nadawali oni. Ton nadawała cała wataha „biznesmenów”, którym z butów wystawała jeszcze słoma, którzy dorabiali się na przemycie, oszustwach urzędu skarbowego, łapówkach itp. jeszcze w czasach komuny. W czasach PRL było na to, jak się wydaje, społeczne przyzwolenie. Była to „gra” z komunistyczną władzą. „Grę” można było spotkać nawet w sklepie, gdzie np. za usługę lub pokątne pieniądze można się było umówić, że kierowniczka odstawi na bok polędwiczkę, meblościankę, kolorowy telewizor czy pralkę. Z ekonomią komunistyczną ludzie radzili sobie metodą „ręka rękę myje”, która i w IV RP nie umarła, co widać było na taśmach Begger Film Art &TVN Company.
„Solidarność” w 1989 r. stanowiła nieodłączną część polskiego społeczeństwa z wszystkimi jego wadami. Z wadą sposobów radzenia sobie w biznesie nie chciano walczyć, przeciwnie – byli działacze podziemia weszli śmiało w coraz szybciej rwące nurty wolnego rynku. Za kumpli mieli „biznesmenów” ze słomą w butach, którzy tylko dlatego byli ważni, gdyż już dysponowali majątkiem, już przećwiczyli wszystkie chwyty, przekręty, nauczyli się mimikry i biznesowej grypseru „ludzi handlu”, w której co zdanie to słowo na ch. i k. Raptem dla bardzo wielu działaczy byłej opozycji ideą naczelną stał się wynik finansowy. Ówczesny promotor przedsiębiorczości z Krakowa, który, jak się zdawało, promował nie tylko nowe zasady osiągania zysku, ale i etyczną stronę biznesu, został posłem i prezesem KGHM, gdzie dawał zarobić rodzinnym firmom oraz kumplom. Promotorzy biznesu w Gdańsku pozakładali w „Solidarności” fundacje, które miały wspierać przedsiębiorczość, tymczasem wsparły jedynie tych, którzy byli w ich władzach. Niektóre partie polityczne też postawiły na wspieranie biznesu, zakładały spółki i fundacje mające wspomagać inicjatywy obywatelskie – wsparły jedynie założycieli, tak jak słynne przedsięwzięcia czołowych działaczy PC.
Elitami w gronie byłych opozycjonistów stawali się ci, którzy coś znaczyli w biznesie, mieli dojścia, mogli coś załatwić. Dziś prof. Sadurski płacze nad tym zjawiskiem, że chamstwo zewsząd wyziera, że nawet, gdy ktoś ma powody do słusznego oburzenia to posługuje się antyinteligenckimi atakami i stosuje język z rynsztoka. Tak, granaty wciąż wpadają w szambo. Politycy utorowali temu drogę, głównie ci, którzy byli zarażeni postkomunistycznym głodem przedsiębiorczości a nie mieli pojęcia jak zarobić miliony. Stąd wokół nich cała sitwa powiązań, układzików, i całe przylepione gówno, które np. wysyła esemesy o chwale naszych kolegów… a politycy się cieszą, że mają takich żołnierzy, co o ich władzę walczą. Mogą to być i jednoręcy bandyci.
Rak toczył sferę polityczno-biznesową od samego początku owego pamiętnego roku przełomu. Jednym z jego objawów jest wstrętny grypserski język, który ukrywa się pod maską najdroższych limuzyn, spinek, krawatów, wypastowanych butów, złotych zegarków, garniturów i nienagannie wyprasowanych koszul. Wszystko na pokaz. Wystarczy spojrzeć za tę maskę, od strony prywatnej, czy też tej poufnej strony biznesowej, aby usłyszeć język Rywina, Gudzowatego, Oleksego, Julkiego, Karnowskiego, Begger, Lipińskiego, Mojżesowicza i innych. Szambo. A ile tysięcy takich nienagranych rozmów się już w minionym 20-leciu słyszało, i to nie tylko tych, ze sfery biznesu, przede wszystkim polityki, dziennikarstwa, ale też kultury i sztuki.
Kamiński zawala jedno śledztwo za drugim. Pali je. Nie rozumiałem w sprawie Leppera i Kaczmarka, dlaczego postanowiono uprzedzić, że coś się dzieje, niektórych ministrów, władze partii, a i nawet premiera. Dziś także nie rozumiem, po co Kamiński poszedł do Tuska i powiedział mu o aferze, jeśli jeszcze nie miał wystarczających dowodów. Po co później porozsyłał zawiadomienia o śledztwie do tak wielu osób. Mogę jedynie przypuszczać, że chce przykryć nieudolność swoich służb hałasem medialnym. A powinien przyprowadzić przed nasze oblicze zakutych w kajdanki „biznesmenów” mających w tym przypadku armię jednorękich bandytów.
Pozostaje jedynie ślad, że mogło dojść do naginania prawa, bo ci panowie, chyba wszystko w zgodzie z prawem załatwiali w koleżeńskim gronie. Będą wyrzucać swoim krytykantom, że co, kolegów nie można mieć? Nic złego nie robiliśmy, dbaliśmy jedynie o zyski i wzajemne korzyści w zgodzie z prawem.
CBA odsłoniło fragment obrazu toczącego nas od 20 lat raka. Dłużej – bo w latach PRL była to przecież powszechna metoda radzenia sobie z ówczesną ekonomią. Dla uczciwych ludzi wówczas i dziś nie ma miejsca, nie mają szans ci, którzy nie rozumieją „na czym polega biznes”.
Zadaniem CBA nie jest pokazywanie obrazu skandalicznych powiązań polityczno-biznesowych. Zadaniem jest łapanie ludzi „mordo ty moja” (z każdej partii) i wsadzanie ich za kraty. Wokół liderów partyjnych, a szczególnie regionalnych baronów i kacyków partyjnych, ugania się sfora interesownych ludzi. Każdy za nimi kręci się z jakimś interesem. Często ci ludzie dla ludzi partii są bezcenni. Bezcenni dlatego, bo ludzie partii często sami nic nie znaczą, reprezentują nędzę polityczną, są jedynie użyteczni jako gracze polityczni, pionki, gońce i wieże w rozgrywkach wodzów partii, od których to zależy czy zrobią karierę na jakimś stołku, czy zostaną skierowani na szkolenie czy stypendium. Muszą przecież z czegoś żyć, a życie im zapewnią zaprzyjaźnieni biznesmeni. Jeden drugiemu pomoże, bo przecież, gdy ktoś raz jest pod wozem, to przecież niedługo może być na wozie. Da jakieś zlecenie, poratuje zatrudnieniem doradcy, konsultanta, a czasem nawet może dyrektorem i prezesem zrobić.
Zbysio, Rysio, Grzesio powinni z miejsca wylecieć z życia politycznego. Na pysk. Powinni zostać wylani z parlamentu. I tylko tyle będzie pewnie z tej afery pożytku…
Cóż, nikt nie pójdzie za kratki, bo takie już mamy to CBA, które bardziej lubi medialne fajerwerski. Szkoda, że jedynym skutkiem będzie pokazanie mechanizmów i obyczajów. Ale cóż z tego, na miejsce jednych przyjdą nowi. Z tej czy tamtej partii. Interes będzie kręcił, „biznesmeni” będą bardziej ostrożni, a dla partyjniaków wciąż będą użyteczni, jak i partyjniacy dla „biznesmenów”.
Nikt też z przeciwnej opcji politycznej nie będzie żądał, aby kłamców, cwaniaków i oszustów rozliczyć w swoim gronie. Ci ze swojego grona są przecież użyteczni w walce z wrogami z tamtej partii. Pod bogoojczyźnianymi hasłami, pod hasłami walki z oszołomstwem, pod hasłami normalności, sprawiedliwości, tolerancji, wysokich standardów rak będzie rozwijał się nadal. Bo jakaś partia przecież musi zwyciężyć.
Jeszcze co do CBA i Mariusza Kamińskiego. Gratuluję firmie, a szczególnie Tomaszowi Małeckiemu (pewnie już niedługo sławnemu jak agent 07), udanego zakupu domu w Kazimierzu nad Wisłą. Radzę jak najszybciej zapłacić pełną kwotę bo procenty rosną… Kupić domku też nie potraficie?


Komentarze
Pokaż komentarze (107)