Ujawnienie kulisów sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie było sprzeczne z polską racją stanu. Podsłuchy nie wykazały bowiem, że ktokolwiek chciał coś ugrać dla siebie, popełnił przestępstwo. Ujawniły jedynie to, że działano naginając zasady stosowane w UE.
Jeśli ktoś chciał, aby doszczętnie ukatrupić polski przemysł stoczniowy to może gratulować szefowi CBA, Kamińskiemu, że to mu się udało. UE już nie będzie na polskie stocznie patrzeć przez palce. CBA dała dowód, że Polakom nie wolno ufać, bo dla dobra swojego kraju są zdolni do tego, aby bonzów i biurokratów ze Strasburga i Brukseli oszukać.
Po ujawnieniu dokumentów stoczniowych partia PiS, na czele z Jarosławem Kaczyńskim i wicemarszałkiem Putrą, grzmiała, że "afera stoczniowa" jest straszniejsza od "hazardowej", że jest "porażająca". Dla mnie porażające może być działanie CBA: wykorzystywanie i rozdmuchianie spraw stoczni. Tych stoczni, które już się nie podniosą. Porażające może być też działanie PiS, które udaje, że nie rozumie w czyim interesie działa...Czyż nie na korzyść deweloperów, którzy zaorają tereny stoczniowe i pobudują to co się opłaci... Na tych terenach chyba nigdy nie odrodzi się żadna stocznia. Nie będzie już wiał wiatr od morza.
Można klnąć na Tuska, Grada i PO, na cały rząd i jego sympatyków, ale dlaczego razem z nimi topić polskie stocznie. W zasadzie nie topić - bo już utonęły, ale po co topić choćby cień szansy na ich odrodzenie w przyszłości, na znalezienie choćby w bardzo okrojonym stanie szansy na przetrwanie światowego kryzysu. Czy trzeba kopać leżącego? Dziś jest taki a nie inny rząd, czy w interesie kraju jest taka walka z tym rządem, aby jeszcze bardziej mu zaszkodzić także w dziedzinie gospodarki, bo klęska gospodarki za tego rządu to korzyść dla innej parti? Klęska gospodarki stoczniowej, jakiejkolwiek gałęzi, co przez lata PRL i ostatnie 20-lecie nieraz widziałęm na włąsne oczy, jest ciosem w społeczeńśtwo. Z takich niepowodzeń nie ma jak i po co się cieszyć. Można tylko wówczas, gdy Polsce się źle życzy.
Jaki poważny inwestor się teraz zaangażuje w listopadowy przetarg? Najwyżej taki, który będzie chciał zarobić na terenach i złomie. Nie na produkcji czegokolwiek.
Nie dziwię się więc działaczom "Solidarności" Stoczni Gdynia, gdy mówią: "Niech buldogi w Warszawie się gryzą, ale nas to wszystkich g... obchodzi - mówi Adamski", szef "S" w Stoczni Gdynia.
Dopowiada szef Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej w stoczni: "To po prostu walka polityczna pomiędzy PO a PiS. Przez lata okłamywano nas. Wszystkie działania wyglądały na pozorowane i doszło wreszcie do tego, że stoczni już praktycznie nie ma".
Oba związki chcą teraz spotkać się z premierem Tuskiem, aby dowiedzieć się więcej o niedoszłym inwestorze, aby jeszcze szukać ratunku dla stoczni. To już mało istotne. Tamten inwestor już nie wróci. Nowego nie będzie. Rząd robił więcej niż mógł dla pozyskania azjatów. Czyż dla dobra kraju nie należało działac tak, jak działają firmy prywatne, czy też należało się trzymać sztywno ograniczeń nałożonych na firmy publiczne? Naginano zasady prawa, ale chyba nie złamano. Działano w interesie polskich stoczni.
Próbuje się jeszcze nagłośnić sprawę handlarza bronią. Ujawnia się przy tym to, czego nie powinno się nigdy ujawnić, że pomagał handlować polską bronią - być może także w krajach z embargiem. Czyż dla polskiego przemysłu zbrojeniowego było to niecelowe i przestępcze działanie, a moze sposób na przetrwanie i produkcję. Nie wiem. Mogę się jedynie domyślać, że olbrzymia prowizja, którą jest mu winny BUMAR, świadczy o tym, że bardzo wiele sprzedał poslich urządzeń wojskowych. To źle, że sprzedawał? Nie. Źle, że cały świat o tym wie. W ten sposób handluje bardzo wiele krajów. Informacje o tym nie wyciekają do prasy, tak jak i informacje o zakulisowych działaniach mających przyciągnąć inwestorów. To są bardzo poufne informacje, wręcz tajne i bezcenne w dobie światowego kryzysu, gdy tak trudno znaleźć i przyciągnąć jakikolwiek kapitał.
Ktoś powie, że byli inni inwestorzy. No tak, ale tacy od handlu nieruchomościami, chętni na kupno a to tego, a to tamtego kawałka. Teren stoczni znalazłby się w ręku wielu podmiotów. Nie byłoby możliwe go z powrotem sklecić w jakąś całość, aby przy sprzyjającej koniunkturze mogła znów powstać stocznia. Ktoś kupi halę, ktoś inny kawałek terenu na hotel, ktoś inny baraki na hurtownię. Juz trochę tych kawałków sprzedano, ale wciąż był nie sprzedany teren pozwalający na kontynuowanie budowy statków. Teraz pewnie i ten teren zostanie podzielony na małe kawałki. A wtedy... żegnajcie stocznie.
Kamiński pokazał gest zwycięstwa, palcami ułożonymi w literę "V", którą ja pokazywałem zomolom na demonstracjach, wyciągałem w górę w czasie manifestacji i mszy, za każdym razem, gdy w stanie wojennym śpiewaliśmy polski hymn. Inaczej rozumiałem ten gest niż dziś rozumie to część Polaków. Nie jako walkę o zwycięstwo partii politycznej, lecz jako walki o pomyślność kraju. Mógłbym jeszcze zrozumieć, gdyby działania mające ośmieszyć polską rację stanu, polskie, choćby głupie, działania prywatyzacyjne, pokazano po kolejnym przetargu na tereny stoczniowe, że to dla dobra kraju, aby w przyszłości lepiej się do takich przedsięwzięć zabrać. Teraz tego nie rozumiem. Pokazywać całemu światu kulisy polskiego przemysłu, działania polskich agencji i ministerstw jest ze wszech miar szkodliwe. Nie zapobiegano łamaniu lub naginaniu prawa, ale milczano. Tuż przed kolejnym przetargiem ujawniono "porażające" fakty.
Kto na "aferze stoczniowej" korzysta? W sensie gospodarczym - pewnie ten, co zainwetował w stocznię niemiecką, a może i chińczycy, może koreańczycy. W sensie politycznym - opozycja polityczna obecnego rządu. A w sensie etycznym, obywatelskiem - nikt. Nie widzę bowiem, aby ktoś się oburzał na upublicznienie stenogramów z podsłuchów menadżerów usiłujących wepchnąć Arabom coś, czego nikt inny nie chciał kupić.
CBA pomogło ukatrupić nadzieje na przetrwanie resztek polskich stoczni. Teraz pozostaje tylko konsumować korzyść polityczną. Niech się tą korzyścią politycy udławią.
Najbardziej szkoda Stoczni Gdynia. Od podstaw zbudowanej przez Polską myśli inżynieryją przed II wojną światową. Dzięki inicjatywie Eugeniusza Kwiatkowskiego, aby Polsce przywrócić morze, aby wiatr wiał od morza, jak chciał Żeromski. Kiedyś myślało się Polską, dziś myśli się partią.


Komentarze
Pokaż komentarze (60)