leszek.sopot leszek.sopot
134
BLOG

PO i PiS, czyli „logika” podejrzliwości, walki i zdrady

leszek.sopot leszek.sopot Polityka Obserwuj notkę 89

W wieku XXI powoli mroczne czasy XX wieku odchodzą w sferę wspomnień. Niby ich nie ma wokół nas. Zniknęło to, co było najbardziej zauważane: pomniki, uroczyste pochody i masówki, akademie ku czci i wychwalanie przewodniej siły narodu. Znikł ohydny komunistyczny teatr. Tamte czasy wciąż nie przestały być problemem, bowiem w ludziach, mimo iż mogą zaprzeczać, odcisnęło się piętno szczególnie ostrego, bezpośredniego doświadczenia zła. fatalnie, że to piętno jest tak widoczne wśród polityków.

Minione czasy wyzwolił w ludziach okrucieństwo, przyzwolenie na stosowanie kłamstw, cynizm i dwulicowość, a także, co najbardziej bolesne, zamiłowanie do zła. Bez owego zamiłowania, czy choćby obojętności, ale i strachu, na który reakcją była nienawiść, mogły powstać obozy koncentracyjne, działać służby infiltrujące społeczeństwo, instytucje zajmujące się kłamstwem propagandy? Totalitarna władza wydobywała z człowieka najgorsze skłonności – dzięki nim mogła utrzymać się przy władzy. Zaprzeczeniem tamtego okresu, najbardziej radykalnym, byłoby wydobycie z człowieka wszystko, co najlepsze i skłonienie do wspólnego budowania.

Czasy „realnego socjalizmu” pozostawiły po sobie wiele elementów w zwyczajach, zachowaniach, w sposobach radzenia sobie z państwem i władzą. W tym zakresie komunistyczna gangrena utrwaliła się na dobre. Najgorsze jednak jest to, że komunizm pozostawił po sobie wzór myślenia politycznego. Współcześni liderzy partii politycznych mogą się odżegnywać w słowach od komunizmu, potępiać go i deklarować po stronie demokracji, patriotyzmu czy wiary katolickiej, a mimo to w sposobie działania powtarzają to, czego uczyć się było można od przywódców PZPR i bratnich partii komunistycznych. To oni wciąż stawiali pytanie: kto jest z nami a kto przeciw? Pytali po to, aby wzbudzić podejrzenia, aby szukać zdrajców, wyławiać osoby podejrzane, aby mnożyły się donosy i można było demaskować „wrogie siły”. Podstawą myślenia partii była klasyfikacja. Każdego klasyfikowano do którejś z szuflad: postępowy i wsteczny, burżuazyjny i proletariacki, rewizjonistyczny i dogmatyczny, rewolucyjny i antyrewolucyjny, przodownik i sabotażysta. Wroga należało sklasyfikować, aby budził lęk jako symbol zła. Nie ważne było meritum, ważna była etykietka: to mason, Żyd, kontrrewolucjonista, rewizjonista, trockista, imperialistyczny agent. Nie zajmowano się tłumaczeniem, wyjaśnianiem szczegółów, co znaczy etykietka, ważne było uruchomienie skojarzeń lękowych, które z kolei miały wywołać odpowiedni czyn – reakcję na tresurę. Tresura wymagała, aby najpierw nastąpiła deklaracja przynależności do właściwego obozu i właściwego nurtu. Musiała być mocna, aby mogła zarażać innych. Tak zarażano ludzi na bezwolne poddawanie się łatwym, efektownym pojęciom. Zarażeni sami zaczynali podejrzewać, demaskować, agitować i denuncjować. W komunistycznym życiu politycznym wszystko sprowadzało się do prostego – My i Oni. Kłamstwo oparte na sile symboli i umiejętnym posługiwaniem się językiem rozmnażało się samo. Raz puszczone w ruch zaczynało panoszyć się wszędzie, gdyż wszędzie czaiła się nieufność. Szczególnie wśród tych przeżartych uniwersalną podejrzliwością. Ci, mogliby uwierzyć jedynie w polityczną wyrocznię, w tę, która była najbliższa ich sposobowi tresury.
W czasach komunistycznych i obecnie myślenie polityczne nie zajmowało się opisywaniem faktów i rozważaniem argumentów. Myślenie polityczne jest poprzedzane postawieniem kluczowego pytania: kto za mną, a kto przeciwko mnie? Kto na tym zyska, kto straci, jak wypadnę? Na każdym etapie towarzyszą temu podejrzenia: może to podstęp, może jesteś przeciwko mnie, czy się opłaca skoro on zyska także? Jeśli zdefiniuje się kogoś jako wroga szuka się najbardziej efektywnego sposobu, aby skłonić go do poddania się. Celem jest zdobycie uznania i zapobieżenie możliwego buntu. Takie myślenie polityczne posługuje się metodą kija i marchewki: groźbą i obietnicą. Solidarnościowe elity głosiły 30 lat temu, że na taki model uprawiania polityki się nie zgadzają, że model partii komunistycznej jest im wstrętny, że polityka ma być służbą, czymś na kształt działalności ewangelicznej – czyli dobrem i roztropnością, dialogiem na rzecz dobra wspólnego…
System totalitarnych sposobów uprawiania polityki miał zostać zastąpiony „logiką” dobra i wolności – jako zaprzeczenie zła zniewolenia. Działalność polityczna miała kryć w sobie element subtelnej sympatii dla tego, kto się mógł mylić, kto miał inne zdanie. W ten sposób działający polityk wolnej Polski miał odróżniać się od ideologa minionej epoki, który nie był w stanie porzucić kategorii wroga. Budowanie pozycji politycznej tylko w oparciu na modelu działania partii komunistycznej uniemożliwiać miał bowiem powstanie wspólnoty ludzi dobrej woli, budująca więzi społeczne oparte na prawdzie, wierności, zaufaniu i wzajemnej solidarności.
W świecie totalitarnym stosunkami międzyludzkimi rządziła „logika” podejrzliwości, walki i zdrady. Demokracja miała otworzyć się na przestrzeń dobra. Na przeszkodzie stanął trudny do rozwiązania problem rozliczenia się z minioną epoką – znalezienie takiego sposobu, który nie mnożyłby zła, lecz ze zła rodziłoby się dobro. Bardzo silnie tę kwestię podkreślali duchowni, którzy widzieli możliwy konflikt między „logiką” miłości i „logiką” sprawiedliwości. Najważniejszy był sposób, a nie wybór między dwiema wartościami. Dla duchownych ważniejsza była miłość, ale za jej cenę nie mogli zrezygnować ze sprawiedliwości, która z kolei nie mogła niszczyć wyłaniającej się z okresu cywilizacji śmierci – cywilizacji miłości. Stąd w wolnej Polsce, która miała definitywnie różnić się od kraju minionego „realnego socjalizmu”, ważna była kwestia sposobu wymierzania sprawiedliwości przez obiektywny sąd. Dla budowy wspólnoty ludzi dobrej woli potrzebna była również solidarność z krzywdzicielami – nie z ich zbrodniami, lecz z ich człowieczeństwem.
Ci, którzy obalili komunizm i mieli stosować się do zapowiadanego przez siebie nowego sposobu uprawiania polityki, nie posłużyli się „logiką dobra”. Zastosowali ten sam prosty podział świata wedle ideologii wrogów i sojuszników, stosowali te same sposoby i dążyli do takiej samej perfekcji w oskarżaniu, pomawianiu, podejrzewaniu i wydawaniu wyroków, jak ich poprzednicy. Podobieństwo stylów uprawiania polityki może być wynikiem jedynie odziedziczonej po komunizmie bezmyślności. Widać ją nie tylko po tym, że nie dąży się do pokazania sprawy od wielu stron, ale również w tym, że nie stawia się pytania, co z takiego sposobu „myślenia” wynika. Czy upatrzony przeciwnik, który dziś jest poniżany, oskarżany, osaczany podejrzeniami i publicznie poniewierany, będzie miał wolę do tworzenia wspólnoty, czy przyjdzie jutro, aby przyznać oskarżycielom, jeśli mieli rację, słuszność? Styl polemik wyraźnie wskazuje, że nie chodzi o wspólne dobro, lecz tylko o władzę. Ten styl to jedynie gry o władze, wdeptywanie przeciwnika w ziemię, odbieranie mu wszelkich przymiotów godności. To styl komunistyczny.

(tekst oparty na myślach takiego jednego górala chodzącego przeważnie w sukience, którego sobie dziś trochę poczytałem...)

"W gwałtownych przemianach społecznych grozi zawsze niebezpieczeństwo i pokusa nadmiernego skupiania się na rozgrywkach personalnych. [...] Nie idzie o to, aby wymieniać ludzi, tylko o to, aby ludzie się odmienili, aby byli inni, aby, powiem drastycznie, jedna klika złodziei nie wydarła kluczy od kasy państwowej innej klice złodziei". Prymas kardynał Stefan Wyszyński, słowa do delegacji "Solidarności" Warszawa, 06.09.1980 r. __________________________________________________ O doborze reklam na moim blogu decyduje właściciel salonu24 Igor Janke. Nie podobają mi się, ale nie mam na nie wpływu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (89)

Inne tematy w dziale Polityka