43 obserwujących
126 notek
241k odsłon
1371 odsłon

Jubileusz „Solidarności” w szponach partyjnej nienawiści

Wykop Skomentuj45

 

Cywilizacja marketingu i reklamy, pieniądza i twardej, bezlitosnej konkurencji. Świat, w którym niepodzielnie panuje pieniądz, a o człowieku świadczy grubość portfela, jego możliwości, koneksje i stanowisko. Pracownik, który stał się kosztem. Do takich warunków dostosowała się działalność partii politycznych. W takiej też rzeczywistości od 20 lat próbuje się urządzać rocznice powstania „Solidarności”, której etos i przesłanie ideowe dowolnie przystosowuje się do bieżącej koniunktury. „Solidarność” została wciągnięta w polityczny marketing, a wykorzystuje się jej symbol jak opakowanie i znak firmowy – czy to dla celów „bogoojczyźnianych” czy też promocji Polski i polityków, ale nie dla organizacji walki o prawa pracownicze i każdego obywatela jednoczącej się Europy.

 


Zwyciężymy?

 

Bogoojczyźniani związkowcy i zasłużeni "zbowidowcy"

„Solidarność” „narodowa” i „bogoojczyźniana” – tak przynajmniej kreowana od 1990 roku z małą przerwą na czasy AWS, czyli „postępowego konserwatyzmu” – jest wykorzystywana przez wielu obecnych aktywistów związkowych dla podkreślenia przywiązania do patriotyzmu i wiary katolickiej. Im ktoś bardziej „narodowy” i „bogoojczyźniany” tym bardziej jednocześnie podkreśla swoją niechęć do wszelkich lewicowych tendencji. Czy jest wówczas miejsce na dialog i tolerancję? Im związkowiec bliżej na mszy czy dowolnej uroczystości siedzi obok prymasa, kardynała, biskupa czy proboszcza, tym uważany jest za ważniejszego. Mistrzem takiej strategii marketingowej był Marian Krzaklewski – „bogoojczyznaność” i wymuszana jednomyślność uniemożliwiała krytykę: ten kto krytykuje nie kocha Ojczyzny...

Poza innymi powodami, przeciw takiej ideologicznej jednomyślności protestowała dziś Krzywonos – ale sama jednocześnie stanęła tylko po jednej stronie wybudowanej barykady. Gdyby naprawdę chciała być uczciwą i solidarną, to nie powinna była jednocześnie zamilczeć cynizmu Tuska, który pogardliwie pytał, gdzie się podziało 9 milionów z 10-milionowej „Solidarności”. Należało mu bowiem przypomnieć, że w 1985 r. porzucił ideę „Solidarności”, że się od niej odwrócił twierdząc, że szkodliwe dla Polski byłoby, gdyby program Związku z 1981 r. mógłby się urzeczywistnić. Później do niej przystał, po to, aby stworzyć własną formację polityczną. Mamił m.in. obietnicami ratowania Stoczni Gdańskiej (obietnice wyborcze z 1989 r. J. K. Bieleckiego) i powszechnego uwłaszczenia, aby kilka lat później wyznać, że mimo iż gen. Pinochet był okrutnym dyktatorem, który zabił kilka tysięcy związkowców i opozycjonistów, to należy mu się chwała za wolnorynkowe reformy i zlikwidowanie związków zawodowych. Donald Tusk, który dzięki „Solidarności” mógł rozpocząć karierę polityczną, powinien milczeć a nie kpić z tych, którzy być może nieudolnie i zbyt ostrożnie próbują praw pracowniczych bronić. Nie tylko Tusk, ale i wielu innych polityków, którzy użyli „Solidarności” jako trampolinę dla swoich karier. Nie dotyczy to tylko tych, którzy politykę uprawiali poza Związkiem i nie ukrywali swoich myśli, co naprawdę o Związku w sytuacji gospodarki wolnorynkowej myślą.

Natomiast kolejni liderzy „Solidarności” z Wałęsą na czele powinni na jubileuszowym zjeździe bić się w piersi i przepraszać wszystkich ludzi pracy w Polsce, że nie byli wierni korzeniom „Solidarności”, że działalność polityczna była dla nich ważniejsza, że zapomnieli o naukach Jana Pawła II, który już w 1981 r., a także po raz ostatni w 2003 r. przestrzegał i prosił, aby nie angażować się w działalność polityczną, aby przede wszystkim mieć na uwadze człowieka i jego wszystkie problemy na czele z zagadnieniami stosunków pracy. Janusz Śniadek nie musiał udzielać głosu szefom partii. Powinna była wystarczyć mowa prezydenta Bronisława Komorowskiego, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka oraz odczytanie listu od prezydenta Baraka Obamy. Niestety, z uwagi na święto i gościnność dopuścił do popisów i licytowania się przed kamerami, delegatami i gośćmi szefów partii politycznych. Złośliwi publicyści mogą więc pisać, że na zjeździe przemawiali pogrobowca Pinocheta, przebrany w kostium nowoczesnego Europejczyka oraz następca Mussoliniego, przebrany w kostium patrioty walczącego rozpalonym żelazem o tzw. prawo i sprawiedliwość.

Związkowe obchody różnych rocznic związanych z dziejami „Solidarności” były głównie organizowane z myślą zaspokojenia oczekiwań „bogoojczyźnianych” konsumentów: uroczysta msza w kościele lub przy pomniku, albo tablicy pamiątkowej, modlitwa i błogosławiący wszystkich kapłan, który przy okazji miał powiedzieć kilka odpowiednich zdań o służbie i zasługach dla narodu. Do tego poważny, a więc drętwy, okolicznościowy zjazd. Tylko jakby przy okazji urządzano wystawy i koncerty, a do wyjątków należały festyny i zabawy.

Wykop Skomentuj45
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale