11 obserwujących
202 notki
137k odsłon
  122   0

Baśń o wężowym sercu

image

„Baśń o wężowym sercu” – to baśniowa wersja historii przywódcy rabacji galicyjskiej, Jakuba Szeli. Przed przeczytaniem miałem wątpliwości czy na temat „zły człowiek zabija złego człowieka” da się w Polsce coś sensownego napisać. Pomyślałem jednak, że jeśli Tarantino czy Peckinpah potrafią o tym robić wielkie dzieła w USA, to może Rak da radę u nas. Dał.

To kawał porządnej literatury, choć nie wszystkim może się podobać (skan poniżej). Zanurzamy się w przebogaty świat języka polskiego, który został użyty do opisania przebogatego świata wyobraźni autora. W książce nie ma mielizn, przez które trzeba przejść, żeby dotrwać do kolejnego punktu orientacyjnego lektury. Każde zdanie jest naładowane treścią, każde jest na swoim miejscu. Nie ma czasu na nudę. Czyta się.

Galicja

Tak jak Worcell jest rodem z Sudetów, a Redliński z Podlasia, tak „Baśń” jest z Galicji. Rak dał świadectwo zdrowego objawu patriotyzmu lokalnego. Tę galicyjskość się czuje, szczególnie w drugiej części. Kolejne baśnie nie mogłyby się za bardzo wydarzyć w innej części Polski. Świetnie w tym kontekście zabrzmiał żart o tym, że Krakowem będzie rządzić Czech.

Baśnie

Ponieważ głównymi bohaterami są chłopi, autor był skazany na formułę baśniową. Bo nie ma innych dobrze zachowanych w popkulturze form rodem z kultury ludowej. Dzięki pracy kilku pisarzy, którzy w XIX wieku jeździli po wsiach i zapisywali baśnie ludowe, albo nawet wymyślali swoje trzymając się konwencji, te opowieści dobrze się zapisały w ogólnej świadomości. To zdaje się jedyna forma literacka, do której można się odwołać, chcąc pozostać w chłopskim świecie.

A baśnie są naprawdę przednie. Nie nadają się co prawda dla dzieci, ale ich czytanie to prawdziwa uczta. To w końcu baśniowe czary nadadzą znaczenia wspomnianemu tematowi: „zły człowiek zabija złego człowieka”.

Anty-laurka

Rak nie chce, żeby Szela był takim cukierkowym Robin Hoodem, który kocha ludzi, zabiera bogatym i oddaje biednym. Z drugiej strony nie odbrązawia tej postaci. Zastanawiałem się, jak autor poradzi sobie z problemem polubienia przez czytelników głównego bohatera, no bo jak się nie utożsamimy z najważniejszymi postaciami, to ciężko czytać taką książkę. Autor znalazł świetne rozwiązanie.

Trzeba przyznać, że w wielu miejscach czyta się bardzo gorzki tekst. Tamte czasy nikomu nie wystawiają dobrego świadectwa: ani panom, ani chamom, ani kajzerowym oficjelom. Nie ma prostych schematów. Jakże symboliczna jest śmierć Tytusa Bogusza, który wierzył w pojednanie pańsko-chłopskie, ale trafił na rówieśnika, którego matka została zamęczona we dworze.

To już kolejna pozycja na rynku kultury, która powoli odkłamuje przepiękny wizerunek światłych i walecznych Polaków, którzy do tej pory winni byli tylko jednego grzechu - pozwolili sobie zabrać niepodległość. W szkole i popkulturze obcowaliśmy zwykle z historią dotyczącą paru procent ludności Polski. No i to się zmienia.

* * *

Parę dni temu podano, że ekipa od „Watahy” wykupiła prawa do sfilmowania książki. Jakoś ciężko widzę ekranizację tej książki. Ale może spotka ją lepszy los od „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

* * *

Zamiast morału obiecany cytat z gazety „Sieci”. Z treści jasno wynika, że autor cytatu nie czytał książki p. R. Raka.

image

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura