9 obserwujących
164 notki
95k odsłon
6126 odsłon

Kogel-mogel 3 – zmarnowana szansa

Wykop Skomentuj53

Dałem się nabrać machinie promocyjnej i poszedłem na trzecią część – choć lepiej byłoby powiedzieć „dokrętkę” – filmu „Kogel-mogel”. Nie nastawiałem się na nie wiadomo jakie rewelacje. Co innego jakby chodziło o jakieś super-ambitne dzieło. Spodziewałem się po prostu półtorej godziny przyzwoitej rozrywki. Jak było? Wystarczy powiedzieć, że nieśmiesznie i to wystarczyłoby za całą recenzję.

Poprzednie dwie części stanowiły sobą dość grubo ciosane, choć zabawne opowieści. Główny efekt komediowy pochodził ze zderzenia realiów wsi i miasta. I może nawet słowo „realia” jest użyte nieco na wyrost, bo miastowi to nie tylko pseudo-inteligencja karmiąca swoje małe pieski cielęciną. Podobnie ludzie ze wsi pod koniec lat 80-tych mieli już domy z wannami i nie „sprzedawali na żonę” swych córek bogatym gospodarzom. Ale mimo tych uproszczeń oba filmy właśnie między innymi dlatego były śmieszne. Bo spora część ówczesnej rzeczywistości jednak przesiąknęła do fabuły. Czyli jakby śmialiśmy się z samych siebie. I nie przeszkadzało, że główni bohaterowie byli rysowani, jak to się pisze, grubą kreską.

Minęło 30 lat i ktoś doszedł do wniosku, że warto skorzystać ze starych wzorców i nakręcić dobrą komedię. Ale niestety się nie udało.

Zacznijmy od tego, że brakuje jednak realiów. Scenarzystce – w promocji podkreśla się, że scenariusz pisała ta sama p. I. Łepkowska, która współtworzyła poprzednie filmy – nie udało się uchwycić charakterystycznych rysów lat nastych XXI wieku. Takich, które pozwoliłyby uruchomić humor obyczajowy. Wymyślona intryga, jest tak nieprawdopodobna, że traktujemy ten film jak kolorową bajkę. I nawet jak na bajkę całość jest strasznie niezgrabna i mało przekonująca. Na tzw. komedię romantyczną też nie za bardzo się nadaje.

Trudno wymagać wielkiego aktorstwa w komediach, ale jakieś minimum jest jednak konieczne. Wśród wielu postaci przewijających się przez ekran tylko p. Z. Wardejn „daje radę”. Reszta – taki to scenariusz – nie wychodzi poza jeden wymiar. Oprócz dorosłych już dzieci Wolańskich i Solskich, zobaczymy tych głównych postaci tyle, że czasu wystarcza tylko na krótką prezentację: Kolasa, Piotruś z żoną, para policjantów, żona Zawady, Goździkowscy i na dokładkę pani inspektor. Każda z nich jest na tyle charakterystyczna, że daje nadzieję na wykorzystanie w intrydze. Ale wszyscy – może oprócz wścibskich sąsiadów – stanowią zmarnowaną szansę.

Największym grzechem jest – jak napisałem na początku – brak humoru. To, że ktoś jest karykaturalnie nowobogacki, nie jest na dłuższą metę śmieszne. Demolka samochodowa świetnie wygląda w „Madagaskarze 3”, ale w wiejskim ogródku jest jedynie zbyt długą sceną niszczenia własności prywatnej. Aluzje do homoseksualizmu (zaraz przed finałem) to dziś żaden dowcip. I tak przez cały seans.

I na koniec rzecz może niezbyt istotna, ale charakterystyczna dla całego przedsięwzięcia: Filmowi zabrakło pomysłu na zakończenie. Celebrowany i przedłużony finał, pomimo pozbierania w jedno miejsce całej obsady, niczego nie podsumował. Dołożono więc kolejny, tym razem krótki „finalik”, który na dobrą sprawę też niczego nie wyjaśnił.

Licznik widzów w tym tygodniu zapewne przekroczy milion.

Wykop Skomentuj53
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura