30. rocznica obchodów wybuchu stanu wojennego zapowiada się w tym roku nad wyraz wybuchowo. Przyznam, że od dawna nie rozumiem samonakręcającej się spirali nienawiści, z którą mamy do czynienia tego dnia. Skłania mnie to także do rozważań na temat postaw tych, którzy rocznice mają zamiar obchodzić pod domem Generała Jaruzelskiego.
Nie rozumiem, najzwyczajniej w świecie nie rozumiem idei wystawania pod domem schorowanego człowieka, aby wykrzykiwać pod nim najrozmaitsze "antykomunistyczne" hasła nawołujące do rozliczenia osoby, która od lat ciągana jest po sądach pomimo fatalnego stanu zdrowia, od lat tłumaczy się ciągle z tych samych decyzji, od lat wypełniając rzekomo należytą karę, której domagają sie jego przeciwnicy, właśnie biegając od sądu, do sądu pomimo jego fatalnego stanu zdrowia. Niektórym jak widać to nie wystarczy - pewnie w większości zwolennikom tej wspaniałej, humanitarnej i zgodnej z duchem katolicyzmu kary śmierci
Kilka dni temu czytałem wypowiedź żony Jaruzelskiego, która stwierdziła, że to praktycznie ostatnie miesiące, może nawet dni jego życia, bo stan zdrowia nie rokuje najlepiej. Przez chwilę miałem naiwną myśl, że może w tym roku z opisanych powodów niektórzy dadzą sobie spokój, ale szybko wróciłem do rzeczywistości... W tym roku właśnie wielu nabuzowanych wydarzeniami z 11 listopada ma zamiar krzyczeć i obrażać jeszcze głośniej.
Zwykle pod czyimś domem manifestuje się po to, aby zostać wysłuchanym. Manifestuje się także po to, aby obiekt manifestacji do tłumu wyszedł. Tutaj też uruchomiłem wyobraźnie, ale o tym za chwilę. Wracając do racji ciekawe jakie prezentują Ci, którzy w grudniu zbierają się pod domem Jaruzelskiego? Ich opinie znamy od lat, opinia społeczeństwa niezależnie od intensywności protestów praktycznie nie ulega zmianie (zapraszam tutaj). Co ciekawe, Ci którzy stan wojenny przeżyli o słuszności jego wprowadzenia są przekonani mocniej, aniżeli Ci którzy w tamtych czasach nie mieli szansy się znaleźć, bądź ze względu na wiek zwyczajnie nie mogą ich pamiętać, ani odczuwać. Właśnie Ci szczekają najgłośniej, robiąc z siebie dziś największych opozycjonistów.
Wyobrażenie na temat tego, co by było gdyby Jaruzelski do tłumu wyszedł nie napawa optymizmem. Obrażanie, lżenie, a może i agresja fizyczna ze strony prawdziwych patriotów byłyby wówczas nieuniknione. Pytanie jednak ile to ma wspólnego z tą chrześcijańską miłością do bliźniego, o której tak głośno niektórzy mówią...


Komentarze
Pokaż komentarze (31)