Antoni Macierewicz może pójść za kratki i to nawet na osiem lat. Sensacyjna informacja, która gruchnęła wczoraj do mediów wywołała duże zainteresowanie opinii publicznej. Jedni się cieszyli, inni oburzali, jeszcze inni dostali do ręki kolejny argument, że nie żyjemy w wolnym kraju.
Kilka godzin po pierwszych komentarzach dziennikarzy i ekspertów - niejako w formie uzupełnienia - do mediów napłynęła informacja o kosztach związanych z raportem WSI, jaki pięć lat temu spłodził bohater wpisu. Efekt intelektualnego wysiłku jaki zafundował Macierewicz w 2007 roku naszemu państwu, to straty w wysokości pół miliona złotych, kompromitacja państwowych urzędów, które przegrywały proces za procesem z osobami pomówionymi w raporcie, a przede wszystkim narażenie na poważne niebezpieczeństwo wielu naszych agentów wykonujących swoje misje.
To zdaniem jego obrońców nie jest jednak wystarczający powód, aby coś Macierewiczowi zarzucić. Wszak robił wszystko w dobrej wierze, a Ci których pomawiał, to żadni tam Polacy, czy patrioci działajacy dla dobra naszego kraju, tylko lobby PRL-owskie, które wie jak się ustawić i myśli tylko jak nasz kraj sprzedać Rosjanom. Ewentualnie Niemcom i to oczywiście po jak najniższej cenie. Jest jednak inaczej. Dobry komentarz opisujący raport przewinął się dziś w bezkresach internetu: dzieło Macierewicza to kopalnia wiedzy dla obcych wywiadów.
Koronnym w mojej opinii przykładem absurdów znajdujących się w sporządzonym w 2007 roku dokumencie jest przykład dziennikarza Edwarda Mikołajczyka. Macierewiczowi nie opłacało się weryfikować informacji na jego temat, wystarczyło bowiem, że w jego życiorysie mignęły trzy litery będące kluczem do każdej teorii spiskowej: "ITI". Wiadomo, że w głowie PiSowskiego męczennika ITI po nitce, do kłębka na zasadzie mocno luźnej interpetacji doprowadza do całego układu: Kwaśniewscy, Kalisz, Walter, Siemiątkowski, Vogel, Kuna, Żagiel, Pęczak, Pershing, Masa, Słowik, Dukaczewski i Czempiński. Ostatnio dobrze do mieszanki dodać Palikota.
Nic to, że powiązania niemożliwe do wykazania, skoro i tak w naszym społeczeństwie znajdą się Ci, którym dowody są niepotrzebne. Takich na dodatek całkiem sporo. Zestawienie wygląda bowiem dla nich tak sensownie, że nic tutaj udowadniać nie trzeba. Podobnie jak dla niektórych oczywiste jest to, że na Mekrurym znajduje się wielki statek kosmiczny - ta sama doza prawdopodobieństwa.
Dobrym podsumowaniem argumentów, jakie serwują obrońcy Macierewicza, było wczorajsze spotkanie w programie Morozowskiego i Knapika duetu Semka-Kuczyński. Przy całkiem dużej dozie argumentów wygłaszanych przez drugiego z panów, Piotr Semka jakoś niezbyt miał jak wziąć w obronę Macierewicza. Jak zdiagnozował na koniec Waldemar Kuczyński, rozmawiano bowiem o człowieku, który "niezbyt dobrze ma umeblowane w głowie".
Paradoksalnie dla PiS i samego zainteresowanego, byłoby zbawieniem, gdyby wyrok skazujący zapadł. Polacy mają w sobie niejednokrotnie już udowadnianą cechę współczucia rzekomo pokrzywdzonym. W ostatnim czasie najdobitniej pokazał to casus Smoleńska, po którym PiS o mały włos nie wygrał wyborów prezydenckich. O mały włos, pomimo że jeszcze kilka miesięcy wcześniej różnica procentowa między kandydatem PO, a PiS nie dawała najmniejszych szans żadnemu z braci Kaczyńskich, Ziobrze, ani innemu potencjalnemu prezydentowi z ramienia IV RP.
Wyobraźcie sobie Macierewicza, który po kilku latach wychodzi z więzienia jako męczennik. Wielu dziennikarzy - tych bezstronnych i niezależnych oczywiście - zatroszczyłoby się o stworzenie odpowiedniej narracji, w efekcie której duża część naszego społeczeństwa zrobiłaby z Macierewicza odpowiednik Tymoszenko i Chodorkowskiego. Wówczas w okolicach 2020 roku prezydent - niezależnie kto by nim był - mógłby mieć w głowie całkiem ciekawe umeblowanie...


Komentarze
Pokaż komentarze (24)