Jedyna partia, mająca potencjał być opozycją w stosunku do rządu, pogrążyła się we własnym świecie i zagłębia się w niego dalej. Można wręcz odnieść wrażenie, że Prawo i Sprawiedliwość straciło całkowicie kontakt z rzeczywistością. Dla polityków tej partii nic nie jest bowiem ważniejsze od walki o jedną, jedyną rzecz - pomnik Lecha Kaczyńskiego w jak najbardziej reprezentacyjnym miejscu Warszawy.
W sumie, to można by się nawet cieszyć, że w Polsce nie ma poważniejszych problemów niż brak jednego pomnika, gdyby nie to, że jednak takie problemy mamy. Gdzieś bokiem przemyka rozmontowywanie reformy emerytalnej dla doraźnego załatania budżetu, nie mówiąc o tym, że nikt już nie zwraca uwagi na autorytarne zapędy rządu, który chce tak jak poprzedni, sądzić kiboli w tempie ekspresowym czy łapać za jaja, przepraszam za cukier, spekulantów.
PiS, partia autorytarna sama w sobie, ma jednak poważniejsze problemy niż bieda czy budżet łatany na chybcika. PiS szantażuje rząd i Polaków, że albo będzie pomnik, albo będą manifestacje na Krakowskim Przedmieściu. Z pochodniami lub bez. Na co odpowiedzią Platformy, zamiast zignorowania, jest pomysł zamknięcia Krakowskiego Przedmieścia dla demonstrantów. Pomysł tak demokratyczny jak Prawo i Sprawiedliwość, zaprawdę.
Jarosław Kaczyński, budując nowy mit założycielski PiS-u starannie ignoruje fakt, że jego brat, poza tym, że swoją śmiercią zwrócił uwagę świata i Rosjan na Katyń, nie ma żadnych zasług. Podobnie jak obecny prezydent pełnił swój urząd od gafy do gafy i od wpadki do wpadki. Ba, nie został nawet życzliwie zapamiętany przez mieszkańców stolicy, którzy zarzucali Lechowi Kaczyńskiemu, że jedyne co potrafi robić to muzea. Muzeum Powstania Warszawskiego i muzea niedokończonych i nierozpoczętych inwestycji.
W zasadzie więc nie widać powodu, dla którego Lechowi Kaczyńskiemu należy się jakikolwiek pomnik poza wspólnym z resztą ofiar katastrofy. No i poza nagrobkiem na Wawelu, który sam w sobie jest pomnikiem godniejszym niż jego lokator.
Jednak nie można odmówić Jarosławowi Kaczyńskiemu sprytu. Zapewne doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że w podobny sposób i na podobnych mitach dochodziły do władzy różne autorytarne i totalitarne ruchy w czasie XX-lecia międzywojennego. Dlatego nawet chwytów używa podobnych. Co pozwala mobilizować zwolenników i niesie za sobą groźbę tego, że w końcu ludzie uwierzą, że Kaczyński naprawdę cierpiał za miliony.
Szantażujac rząd Kaczyński wie więc co robi. Buduje mit, który nie musi mieć kontaktu z rzeczywistością. I choć nie przyniesie mu to raczej zwycięstwa w najbliższych wyborach, pozwoli mu to na mobilizację zwolenników i dalsze podważanie demokratycznego porządku.
W imię Lecha Kaczyńskiego. Amen.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (9)