"Co z tym spisem?" Takie pytanie przewija się wśród licznych ateistów, którzy rzucili się na stronę GUS, aby dokonać samospisu. Wszystko przez to, że niemal nikt albo nawet nikt nie dostał pytania, które staje się tym samym pytaniem mitycznym - pytania o wyznanie. Na którym ateistom zagrzewającym się do akcji od wielu miesięcy zależało.
Ponieważ również takiego pytania nie dostałem, ani nikt z moich znajomych również, sam się zaczynam zastanawiać nad tym co z tym spisem się dzieje. Zasadniczo, ktoś ze znajomych ateuszy powinien takie pytanie otrzymać. Co więcej, biorąc pod uwagę znajomych katolików i protestantów, a nawet żydów, którzy również nie musieli deklarować wyznania, zaczyna dziwić fakt, że zabrakło tego pytania. Po prostu, statystycznie rzecz ujmując przynajmniej jedna z tych osób powinna napotkać takie pytanie.
I tak daję dużą tolerancję, bo biorę pod uwagę fakt, że wśród moich samospisujących się bliższych i dalszych znajomych byli głównie ludzie z dość jednorodnego środowiska - młodzi, wykształceni i z dużych miast. Zgadzam się, że statystycy GUS, dzieląc spis na wersję podstawową i reprezentacyjną brali pod uwagę, że wśród takich ludzi będzie pewna nadreprezentacja samodzielnych rachmistrzów.
Ale nie wierzę (hmm...), aby wśród przeszło setki osób, którą znam, żadna nie trafiła takiego pytania. A nie trafiła. Co podważa moje zaufanie do wyników spisu, w których pewnie znów się okaże, że mamy 99% katolików. No, może 95%. Dzięki czemu Kościół znów będzie mógł sobie wycierać gębę tym, że reprezentuje większość Polaków.
Oczywiście, GUS na pewno ma dobre wytłumaczenie tego zjawiska. I to takie, które ewentualnie obalić będą mogli tylko statystycy. I jestem też pewien, że złej woli w tym nie ma.
Co nie zmienia faktu, że jakoś już znikła we mnie wiara w obiektywizm spisu. Spisu, w którym zabrakło wiary w to, że można zapytać o wiarę.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (19)