Kiedy prokuratura wykluczyła możliwość zamachu na Lecha Kaczyńskiego (bądź któregokolwiek z pasażerów feralnego tupolewa) pozostało tylko czekać na to, aż odezwie się Jarosław Kaczyński. Szczególnie, że 10 kwietnia za pasem i wszyscy dostają małpiego rozumu na tle katastrofy.
Jarosław Kaczyński dziwi się, rzecz jasna, że prokuratura wykluczyła możliwość, że na jego brata ktoś chciał zabić. I sugeruje, nie mówiąc niczego konkretnego, że gdyby zebrać wszystko do kupy, to można byłoby naciskać na Rosję. A poza tym prokuratorzy nie mają wszystkiego w Polsce, więc nie powinni wykluczać zamachu.
Nie wiem czy Kaczyński zauważył, ale śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej to nie postępowanie w sprawie afery hazardowej czy korupcji wyborczej w Wałbrzychu. I nie da się tego, ot tak, zamiatać pod dywan. Temu śledztwu przyglądają się również, bardzo dyskretnie wywiady państw NATO (możemy być tego pewni) i wyciągają własne wnioski.
Co więcej, prokuratorzy pracujący przy tej sprawie zdają sobie doskonale sprawę z tego, że gdy tylko zmieni się władza w Polsce, to nowy rząd może mieć zachciankę na skontrolowanie śledztwa. Ot, w celu choćby dokopania poprzednikom. A jeżeli, co nie jest takie nieprawdopodobne, władzę przejmie PiS, to już możemy być pewni, że wszystko co zostało zrobione w tej sprawie zostanie sprawdzone dziesięć razy.
Nie sądzę, by prokuratorzy byli aż takimi idiotami, by nie zdawali sobie z tego sprawy. I nie chuchali na zimne. Skoro więc wykluczają zamach, to mają ku temu mocne podstawy. Których możemy się spokojnie domyślać.
Jarosław Kaczyński wie jednak, oczywiście, lepiej. Ktoś z pewnością musiał chcieć zabić jego brata. Bo przecież nie zmieści mu się w głowie teoria, że katastrofa ta była wynikiem pechowego splotu okoliczności takich jak marne wyszkolenie pilotów, naciski ze strony prezydenta i jego generała oraz niekompetencji Rosjan, którzy nie mieli jaj by zamknąć lotnisko.
Właśnie, na miejscu Kaczyńskiego, zastanowiłbym się czemu to premier Donald Tusk dokonuje nagle "wrzutki" na Rosjan w wywiadzie dla BBC. Nasz ukochany premier tysiąclecia wyskoczył nagle z winą Rosjan, którzy na pewno się nie przyznają.
I podpowiem od razu - premier chce ukryć niekompetencję własnego ministra, Bogdana Klicha. Przynajmniej do wyborów.
Ale Kaczyński woli bredzić o zamachu zamiast zająć się szukaniem konkretnych dowodów na to, że rząd z czymś zawalił. Zapewne dlatego, że i jego rząd bez winy tu nie jest.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (9)