Już rok żyjemy w cieniu katastrofy, która zdarzyła się pod Smoleńskiem. I rok też, czy tego chcemy czy nie, żyjemy nią. Nawet gdybyśmy chcieli już pójść dalej, nie pozwalają nam na to politycy, zmuszając wciąż do myślenia o niej.
Rok temu miałem przez chwilę złudną nadzieję, że to tragiczne wydarzenie pozwoli zakończyć bezsensowne spory personalne w polskiej polityce. Że nasi politycy będą potrafili wyciągnąć do siebie ręce w geście porozumienia. Przeliczyłem się, bo tak naprawdę nikomu na tym nie zależało. I teraz możemy tylko wybierać między dwiema obowiązującymi wizjami katastrofy i żałoby.
Pierwszą prezentuje Prawo i Sprawiedliwość wspierana przez usłużne media takie jak "Gazeta Polska", "Rzeczpospolita" czy "Nasz Dziennik" - mamy tu mroczną historię spisku smoleńskiego, który doprowadził do śmierci Lecha Kaczyńskiego, a teraz bagatelizuje żałobę po nim. Spiskowcy, to oczywiście Tusk i Putin. Którzy, być może, szczegóły omawiali nad katyńskimi grobami 7 kwietnia, a 10 kwietnia ściskali się teatralnie nad ciałem Lecha Kaczyńskiego.
PiS, a przede wszystkim Jarosław Kaczyński, buduje na tym mit, nowy mit założycielski, który ma nieustannie mobilizować jego zwolenników do walki z Platformą i o Polskę należącą do PiS. Stąd nieustanne pretensje, marsze z pochodniami i kwestionowanie każdego postępu śledztwa. A nawet kwestionowanie demokratycznych wyborów. Każdy chwyt i środek jest dobry, byle tylko udowodnić, że Lech Kaczyński nie zginął w bezsensownie absurdalnym wypadku, ale poległ na stanowisku.
Drugą wizję prezentuje nam Platforma Obywatelska wspierana przez usłużne media takie jak "TVN", "Gazeta Wyborcza" czy "Wprost" - tu nie mamy spisku, tylko naciski wywierane przez ludzi Kaczyńskiego na pilotów i błędy Rosjan. Mamy też nadużywanie żałoby przez PiS i bagatelizowanie każdego odruchu żałobnego, który nie wyszedł z środowiska Platformy. Każdy pomysł PiS jest kontrowany pomysłem PO i odwrotnie. To wszystko ma służyć nieustającej mobilizacji elektoratu przeciwko PiSowi, bo tylko w ten sposób PO może wygrać wybory.
Mamy tu też bagatelizowanie błędów w szkoleniu pilotów i bałaganu w wojsku. Wszystko w trosce o ratunek wizerunku PO jako partii profesjonalistów. Choć profesjonalizm, to najwyżej w lobbowaniu za embraerami przejawiają.
I tak ściskają nas dwie wszechobecne wizje, nie pozwalając nam odetchnąć nawet chwili. Nie ma czasu na zebranie myśli i oddzielenie refleksji od emocji. Obie partie wciąż starają się grać na emocjach, bo zdają sobie sprawę, że myślenie im zaszkodzi.
W efekcie nie ma szans na sensowne uczczenie tej tragedii. Obie partie będą nawzajem zwalczać swoje pomysły do upadłego, aby tylko nie dać drugiej stronie odnieść jakiegokolwiek zwycięstwa. Pomysły mniejszych ugrupowań są ignorowane, a jakiekolwiek inicjatywy społeczne natychmiast zawłaszczane przez partyjnych ideologów.
Dla mnie wygląda na to, że zarówno dla PiS jak i PO nie jest ważna sama żałoba. Ważne jest dla nich dążenie do całkowitego przejęcia władzy i wyeliminowania konkurenta. Trzeba przyznać, że PO ma tu znacznie subtelniejsze metody.
Nic dziwnego, że ponoć 80% społeczeństwa jest już znudzone tym tematem. Ale i tak trzeba patrzeć na ręce obu partiom zwartym w bratobójczej walce. Wydaje się bowiem, że obie doszły już do wniosku, że cel uświęca środki.
Zapraszam do dyskusji o tym jak wyglądamy rok po katastrofie. Oczywiście na blogu Debat.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (9)