Rocznica katastrofy smoleńskiej dobiegła wreszcie końca. Na ulicach Warszawy, poza Krakowskim Przedmieściem w zasadzie nic ciekawego się nie działo. Za to Jarosław Kaczyński fundował nam dalszy rozwój mitu smoleńskiego.
W Sali Kongresowej przemówił dając do zrozumienia, że jego brat oraz inne ofiary katastrofy zostali zdradzeni. Nie wyjaśnił przez kogo oraz nie dał żadnych dowodów, bo przecież oczywistą oczywistością jest, że zdrady dopuścił się ten zdradziecki ryży Donald Franciszek Tusk, który miał czelność przyjąć zaproszenie Putina tuż przed tym jak Lech Kaczyński zaklepał sobie termin wizyty w Katyniu.
Co prawda, na moje oko, to zdrady nie było, chyba że Bóg opuścił Lecha Aleksandra Kaczyńskiego w ostatniej chwili. Ale co ja tam mogę wiedzieć, przecież nie jestem Polakiem skoro śmiem wątpić w teorię spisku, zamachu i męczeństwa.
Wieczorem pod prezydenckim pałacem, notabene gdy umrze mój ojciec to będę palił znicze pod Siekierkami, bo kiedyś tam pracował, domagał się, by młodzi ludzie odnowili tę ziemię. Nie wiem jak miałaby ta odnowa wyglądać, ale patrząc na pochodnie niesione przez demonstrantów i absurdalne hasła wygłaszane przez nich coś mi się widzi, że brunatny kolor może zyskać w czasie tej odnowy na popularności.
Demonstranci i Jarosław Kaczyński z zadziwiającym uporem twierdzą, że Lech Kaczyński et consortes (nie dotyczy ofiar katastrofy z SLD, PO i PSL) polegli pod Smoleńskiem wskutek tajemniczych machinacji. Nie jest, co prawda, tajemnicą głupota, nieprzestrzeganie procedur czy najzwyklejsze w świecie zaniedbania tak po polskiej jak i rosyjskiej stronie, ale dla Jarosława i jego wyznawców są to tajemnicze machinacje. W związku z czym domagam się ujawnienia spiskowców brudzących moje poprzednie mieszkanie, którego nie chciało mi się sprzątać.
Jeżeli ktoś tu kogokolwiek zdradził, to rozum, który opuścił tych biednych ludzi ślepo wierzących Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Jarek - oddaj nam katastrofę. Nie tylko Twój brat tam zginął.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (13)