Śledząc obchody pierwszej rocznicy katastrofy trudno nie odnieść wrażenia, że centralnym ich punktem była wizja, jaką ma Jarosław Kaczyński. Wizja katastrofy jako męczęństwa jego brata i spisku przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu, Polsce i wszystkiemu co z PiS-em związane.
Wszyscy komentatorzy, ze mną włącznie, odnosili się do tego co powiedział, mówił i robił prezes PiS. Oraz do tego czego nie robił. Zdanie Prawa i Sprawiedliwości liczyło się także przy aferze tablicowej, bo MSZ nie robił niczego w obawie przed krytyką Jarosława Kaczyńskiego. W efekcie Rosjanie tablicę podmienili w ostatniej chwili. Co uznane zostało, niesłusznie, za rosyjski spisek.
Tym samym 10 kwietnia 2011 roku zakończył się proces, który zaczął się chwilę po 10 kwietnia 2010. Proces zawłaszczania katastrofy przez Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Proces, którego nie umiano w żaden sposób powstrzymać, bo reagowano na to co robił Jarosław, a nie wyprzedzano jego kroki.
A przecież w Smoleńsku nie zginął tylko Lech Kaczyński z żoną. Niewinnymi ofiarami tej katastrofy są stewardessy czy ochroniarze BOR, o których się nie mówi. Koncentrując dyskurs na tym czy Lech Kaczyński był męczennikiem czy nie.
Jeżeli był, to był męczennikiem własnej głupoty i zaciętości brata. Nikt mu przecież nie kazał latać w czasie kampanii wyborczej do Katynia, prawda? Nikt też nie kazał tolerować łamania procedur dla własnej wygody.
Poza tym w Smoleńsku zginęli również ludzie innych niż PiS partii - PO, PSL, SLD. Jakoś nie widać, by te partie eksponowały ten wątek w swoich kampaniach wyborczych. Ani prezydenckiej, ani samorządowej, ani obecnej.
No i najważniejsze - to My, obywatele, przeżywaliśmy wszyscy ową tragedię. To My spontanicznie ruszyliśmy pod pałac, siedziby partii (wszystkich trzech!) składać kwiaty i zapalać znicze. To My wreszcie rzucaliśmy kwiaty na drodze konduktu żałobnego Marii Kaczyńskiej. I to My staliśmy szpalerem na drodze każdego konowoju trumien.
Ta tragedia nie należy tylko do Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków. Należy przede wszystkim do społeczeństwa. I każdy z Nas ma i miał prawo przeżywać ją jak mu się żywnie podobało.
I teraz mamy też prawo sądzić, że głupotą jest doszukiwanie się w zwykłym bałaganie, nieprzestrzeganiu procedur i splocie nieszczęśliwych okoliczności spisku. I mamy też prawo domagać się, by nie robiono męczenników z ludzi, którzy męczennikami nie byli.
Mamy też prawo domagać się, by nie zrównywano katastrofy smoleńskiej ze zbrodnią katyńską. 10 kwietnia 2010 roku nikt nikomu przecież w potylicę nie strzelał. Nikt nie rozkazał zabić 96 osób.
Dlatego też żądam od Jarosława Kaczyńskiego: Jarek, oddawaj nam Smoleńsk!
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (48)