Ustami niedawnego cyngla Platformy, działającego obecnie na własny rachunek, zaproponowano więzienie dla Jarosława Kaczyńskiego. O lepszym prezencie szef Prawa i Sprawiedliwości nie mógł marzyć. To tak, jakby wielkanocny zajączek zamienił się dla niego w Świętego Mikołaja.
To, że Janusz Palikot może mieć rację, że to co robi Jarosław Kaczyński wyczerpuje znamiona artykułu 128 Kodeksu Karnego (kto, w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3), nie ma tu znaczenia. Dla wyznawców żoliborskiego guru jego aresztowanie byłoby pretekstem do wielkich demonstracji, w czasie których pochodnie byłyby tylko akcesorium do podpalania butelek z benzyną.
Fakt, szef PiS w ostatnim czasie zdecydowanie przegina w swojej totalnej krytyce rządu i prezydenta. Jego słowa ocierają się o kwestionowanie demokratycznego i prawnego porządku RP, ale wciąż jeszcze, JESZCZE mieszczą się w granicach wolności słowa. Nawet jeśli nie podobają się nam marsze z pochodniami i porównania obecnej władzy do władz PRL, to nie odbiega to za bardzo od tego co pod przewodem Platformy robiliśmy w 2007 roku. Wtedy też porównywaliśmy rząd do rządu PRL. I jakoś nikt nie chciał używać art. 128 KK. A już szczególnie Janusz Palikot.
Dla Jarosława Kaczyńskiego zamknięcie w więzieniu byłoby wzmocnieniem mitu, który pracowicie buduje od dawna. Jego wyznawcy scementowaliby się jeszcze mocniej wokół niego i wokół lidera, który w zaciszu więziennej celi opisywałby swoją walkę na kartach książki.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (50)