Wysoki sąd uznał, że bez mała 1000 głosów kupionych przez działaczy Platformy Obywatelskiej nie miało znaczenia dla wyniku wyborów, które Piotr Kruczkowski wygrał w Wałbrzychu różnicą 325 głosów. Sędzia Małgorzata Wurm-Klag uznała, że proceder miał znikome rozmiary.
W Wałbrzychu głosowało jakieś 40 tysięcy osób, więc 1000 kupionych głosów daje nam jakieś 2,5%. Co przy tak niewielkiej różnicy w wyniku wyborczym obu kandydatów w drugiej turze (wyniki zniknęły ze strony PKW) jednak sprawia różnicę. Szczególnie, że mówimy o przypadkach kupowania głosów na które są świadkowie i zeznania. Nie znamy więc całej skali procederu.
Jednak sąd posiada wiedzę tajemną, która umożliwia mu stwierdzenie, że nie wpłynęło to na wynik wyborów.
Co więcej, sąd nie zajął się nawet zeznaniami Mirosława Lubińskiego (przegranego kandydata), który twierdził, że głosy były też ordynarnie fałszowane przez komisje wyborcze. Pani Wurm-Klag nie raczyła nawet podać przyczyny, dla której tak zrobiła. Zapewne również dysponuje wiedzą tajemną, umożliwiającą jej stwierdzenie bez przejrzenia kart, że nic takiego się nie stało.
Dla Platformy Obywatelskiej jest to znak, że zrobiła dobrze właśnie w ten sposób wygrywając wybory w Wałbrzychu. Trzeba było, co prawda, parę osób poświęcić jako tzw. kozły ofiarne, ale kto by się tym przejmował w sytuacji, w której nadal kontroluje miejski ratusz i miejskie spółki?
Szczerze mówiąc, oczekiwałem wczoraj (i dziś) jakichś komentarzy w mediach w tej sprawie. Ale w "Faktach" ważniejszy był roczny chłopiec po operacji serca, a TVP wolała zajmować się PiS-em. Również komentatorzy "Gazety Wyborczej" tak zażarcie broniący demokracji, niegdyś przed SLD, a potem przed PiS-em, nie zająknęli się nawet o tej sprawie i kuriozalnym wyroku sądu.
Z którego płynie wniosek, że wybory kupować można. Oczywiście, o ile jest się z PO.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (8)