Prosto z kościelnych archiwów trafiła do mediów prawdziwa sensacja. Okazuje się, że Kościół w Polsce stracił wskutek podstępnych machinacji rządu PRL więcej majątku niż dotychczas sądzono. Odkrycia dokonał, jakżeby inaczej, kościelny prawnik i ksiądz.
Zbieżność "odkrycia" ze zbliżającym się terminem orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego jest, zapewne, nieprzypadkowa. Kościół doskonale wie jak bronić swoich interesów, w czym ma zresztą jakieś 1500 lat praktyki.
Samo z siebie nasuwa się podobieństwo tego "nagłego i przypadkowego" odkrycia z tzw. donacją Konstantyna. Nie tyle musi to być fałszywka, choć w przypadku majątku Kościoła trudno dociec co ta instytucja dostała setki lat temu uczciwie, a co wymusiła pod różnymi pretekstami (nie mówiąc o ordynarnych fałszerstwach). Podobieństwo polega na tym, że dokument "odnaleziono" w idealnym dla Kościoła momencie.
Teraz, o ile władze państwowe i prokuratura nie będą konsekwentne, będziemy zajmować się tym ile Kościół naprawdę "stracił", a nie tym ile zagarnął na nowo z naruszeniem prawa i dobrego zwyczaju. A o to przecież Kościołowi chodzi.
Jeżeli chodzi o kwestie majątku Kościoła, który udowadnia, że w dziedzinie działalności charytatywnej dba głównie o swój własny interes, stoję na stanowisku, że państwo powinno Kościołowi pomóc zbliżyć się do Chrystusa najbardziej jak to możliwe. Najlepiej konfiskując klerowi cały majątek oprócz kościołów i plebanii, jak to w 362 roku zrobił cesarz Julian Wielki w Edessie.
W końcu Jezus nie posiadał żadnego majątku i był szczęśliwy. Czemu więc z Kościołem i księżmi miałoby być inaczej? No i rozwiązałoby to ostatecznie problem z Komisją Majątkową...
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (53)