Przeraża mnie radość jaka zapanowała po śmierci Osamy. Poważni politycy cieszą się jak dzieci, że mając szansę postawić zbrodniarza przed sądem zamiast tego ustrzelono go jak lisa na polowaniu. Faktycznie tryumf Zachodu i zachodniej cywilizacji, która tak szczyci się demokratycznymi wartościami.
Nie oszukujmy się, amerykańscy żołnierze mieli rozkaz ustrzelenia terrorysty choćby ten wymachiwał białą flagą wielkości Białego Domu. Zadziałała amerykańska mentalność rozwiązywania problemów za pomocą kulki. W sumie nie ma co się dziwić.
Niemniej uważam, że prawdziwym tryumfem Zachodu byłoby postawienie Osamy przed sądem, zapewnienie mu obrońcy i doprowadzenie do skazania go za kierownictwo sprawcze zamordowania ponad 3 tysięcy ludzi w WTC. Jestem pewien, że dałoby się to udowodnić i Osama resztę życia spędziłby za kratkami (bo w Nowym Jorku chyba nie ma kary śmierci).
Można byłoby udowodnić w ten sposób przytępawym islamistom, że Zachód nie stosuje podwójnych standardów wobec siebie i wobec nich. I że zgodnie ze swoimi ideałami wszystkich traktuje równo. Niestety szansa uciekła. Uleciała wraz z mózgiem Osamy, który rozbryzgnął się na wszystkie strony.
I tak ubijając Osamę (nie jest mi go żal) Zachód udowodnił, że swoich traktuje inaczej niż obcych. Zaiste, dowód na naszą, zachodnią wyższość cywilizacyjną.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (10)