Ciekawe rzeczy dzieją się za rządów Platformy Obywatelskiej, która właśnie stworzyła sobie specjalnego sekretarza do spraw wykluczonych. Bezrobotni chcący się zaktywizować (czyli np. stworzyć firmę i dostać na to dotację z Urzędu Pracy) odchodzą z kwitkiem z urzędów, bo urzędnicy nie mają pieniędzy na dotacje.
Tymczasem w Funduszu Pracy (na który płaci każdy pracujący na podstawie umowy o pracę) pieniądze się przelewają. Z danych "Dziennika - Gazety Prawnej" na aktywizację można wydawać więcej pieniędzy. Tylko, że rząd nie zamierza tego robić, woląc zassać te pieniądze do budżetu. W trosce, oczywiście, o zbilansowanie wydatków z dochodami. A mówiąc wprost, chodzi o to, by nie przekroczyć magicznego progu zadłużenia i nie musieć planować budżetu z zerowym deficytem. Co musiałoby się skończyć drakońskimi cięciami i tak niskich wydatków socjalnych przysługujących tylko ludziom pukającym w dno biedy od spodu.
Rząd woli więc, by biedni nadal byli biedni. Po co mają bowiem zakładać jakieś tam firmy i ryzykować, że im się nie uda? Niech nadal głodują poniżej minimum egzystencji i pobierają zasiłki w oszałamiających kwotach takich jak 30 złotych miesięcznie z MOPSów i GOPSów. W końcu to problem samorządów skąd wezmą pieniądze na to, prawda?
I pomyśleć, że można byłoby wydać na podnoszenie kwalifikacji i dotacje dla nowotworzonych firm ponad miliard złotych więcej. Albo nawet kilka miliardów jednorazowo. Ale nie, rząd Tuska woli troszczyć się o wykluczonych i zasilić tymi miliardami budżet. Byle tylko nie rozsypał się przed wyborami.
Zapomnieli w rządzie, że firmy płacą podatki czy jak?
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (7)