Prawo i Sprawiedliwość ma na celowniku kolejnego ministra - Ewę Kopacz. Tak jak w przypadku poprzednich wniosków o wotum nieufności słyszymy, że jest to "najgorszy minister". Jarosław Kaczyński mógłby albo przestać szafować najwyższymi stopniami przymiotników albo dodawać, że chodzi o "najgorszego ministra zdrowia/finansów/spraw zagranicznych/obrony narodowej*.
*niepotrzebne skreślić
Szczególnie, że Ewę Kopacz akurat należy, siląc się na obiektywizm, wziąć w obronę. Nie jest może specjalnie wybitnym ministrem (hmm... Nie dorówna zmarłemu Relidze (rząd PiS) czy jak najbardziej żywemu Balickiemu (rząd SLD)), ale też na tle kolegów i koleżanek z rządu wypada naprawdę dobrze. Przede wszystkim dlatego, że wydaje się mieć jakiś plan wybiegający poza zakres jednej kadencji, czyli wykazuje się rzadką w Polsce cechą jaką jest myślenie strategiczne.
Można się kłócić czy komercjalizacja szpitali będzie dobra czy nie (moim zdaniem niekoniecznie, ale nie oznacza to, że część szpitali nie może działać na zasadach komercyjnych), można też kłócić się czy wyznaczany przez minister Kopacz i rząd PO kierunek jest dobry. Widać, że zmierza to wszystko ku pełnej komercjalizacji systemu ubezpieczeń zdrowotnych czyli w stronę, która nie spodoba się nam kiedy już tam dojdziemy. Ale przynamniej jest to jakiś punkt wyjścia do dyskusji i jest cokolwiek robione. I co więcej, minister Kopacz najczęściej z ministrów Tuska wsłuchuje się w głos środowisk, których interesów dotykają jej plany, jak i w głos opinii publicznej (ale nie tej, którą wyrażają sondaże).
Będę krytykował fakt, że minister Kopacz nie dopina wreszcie czekającego na wdrożenie od 1997 roku Rejestru Usług Medycznych (którego wdrożenie zarzucił rząd AWS-UW czyli ci sami politycy, którzy teraz są przy władzy), ale należy docenić, że potrafi się ona postawić koncernom farmaceutycznym nie wzbudzając przy tym ataków mediów (co zakończyło karierę Łapińskiego).
Należy też docenić, że z dnia na dzień rzuciła wszystko i ruszyła pomagać rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej, czego nie musiała robić, bo od tego ma podwładnych. No i należy docenić, że rzadko urządza pokazówki typu "przychodzi minister do lekarza".
Podsumowując, za jej rządów w resorcie zdrowia nie jest znacząco gorzej czy lepiej niż pod rządami innych ministrów. Za to przynajmniej jest w miarę stabilnie i nawet gdy pielęgniarki zbuntowały się przeciwko kontraktom (które, bądźmy pewni, w przypadku komercjalizacji stałyby się obowiązującą formą zatrudnienia) potrafiła dodać do ustawy mechanizmy zabezpieczające (choć i tak zdadzą się psu na budę w przypadku gdy szpitale staną się spółkami prawa handlowego).
Nie widzę jednak powodu, dla którego akurat minister Kopacz miałaby być potraktowana wotum nieufności. Prędzej zająłbym się ponownie ministrem Klichem, który już miesiące przed 10 kwietnia wiedział, że Polska będzie potrzebowała embraerów i wpychał je kuchennymi drzwiami, by w końcu zrobić to po trupach.
Prędzej bym też wyciągnął pisma od szefa MSZ i przyjrzał się znakom wodnym jakie są umieszczone na papierze firmowym. Po czym pobiegł do tabloidów. Ale minister Kopacz bym nie ruszał. Z nią lepiej jest, po prostu, dyskutować.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (16)