Naprawdę rozumiem, że wojenka z Prawem i Sprawiedliwością jest najważniejszym lejtmotywem Platformy Obywatelskiej. I że PO bez PiS, tego konfliktu i bycia naciąganą alternatywą dla partii Jarosława Kaczyńskiego istnieć nie może. A przynajmniej wygrywać. Ale Radosław Sikorski popadł dziś w przesadę tak absurdalną, że nie wiadomo czy śmiać się, płakać czy wysyłać Radka S. na konsultację u specjalisty.
Szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który z definicji powinien uważać na słowa, powiedziałbył, że wizyta Obamy już jest sukcesem, bo: prezes PiS zawiesił swój bojkot własnego państwa.
Seriously? To aż tak ważne, czy prezes PiS przyjdzie czy nie? I czy ktokolwiek wątpił, że Jarosław Kaczyński ominie okazję do uściśnięcia dłoni Wielkiego Brata? Radosław Sikorski chyba już zapomniał jakie wyścigi do pani Rice robili Donald Tusk z Lechem Kaczyńskim. Gdyby mogli, to wymasowaliby jej wtedy plecy. Nic więc dziwnego, że Jarosław Kaczyński zawiesił na kołku swoje kwestionowanie społecznego mandatu obecnego rządu i uda się na spotkanie z Barackiem Obamą.
Robienie z tego ważnej sprawy przez media nie dziwi - szukanie sensacji w niczym opanowane jest w mediach do perfekcji i nawet ze śmierci Alika zrobią wydarzenie medialne. Nic w tym specjalnie złego. Ale szef dyplomacji i zastępca przewodniczącego partii rządzącej robi z tego wielkie wydarzenie? To już świadczy o miałkości PO.
Mamy bowiem kolejny dowód na to, że jednym paliwem kampanii PO będzie bycie antyPiSem. Czyli coś, co przerabialiśmy już w 2007, kiedy Platforma wydawała się być ratunkiem przed narastającym szybko autorytaryzmem. Kłopot w tym, że przez 4 lata rządów (no, 3,5) PO nie udowodniła, że znacząco różni się od PiS. Poza tym, że ma lepszy PR i ostrożniej zaciska pętlę na szyi społeczeństwa.
Największy problem tkwi w tym, że jedyna partia opozycyjna, naprawdę różniąca się od PO i PiS ma uśmiechniętą buźkę Grzegorza Napieralskiego zza której wyłania się pryszczata twarz jego rzecznika prasowego. Obie te twarze mają, niestety, nienachalną inteligencję wypisaną na sobie. Co widać, słychać i czuć.
Ale może właśnie takich ludzi potrzebujemy?
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (4)