Coś nie tak dzieje się z polską demokracją od ładnych kilku lat. W 2007 pozbyliśmy się PiS i wstępująca Platforma miała nas uratować przed wizytami o 6 rano i autorytarnymi ciągotami. Tymczasem okazuje się, że wcale nie jest lepiej, co zaczyna nawet docierać do tych, którzy PO popierali na ślepo pisząc jaka jest wspaniała.
Fakty są bowiem takie, że za rządów Tuska ABW wchodzi o 6 rano do internauty krytykującego prezydenta. Policja aresztuje kibiców (bądź bandytów, w przypadku kibiców piłkarskich ciężko rozróżnić) za transparent na którym jest aluzyjnie napisane, że premier jest matołem. Rząd każdego roku podejmuje próby ocenzurowania internetu, a działacze partii rządzącej wylewają krokodyle łzy nie dlatego, że ktoś z ich partii fałszował wybory, ale dlatego, że dał się na tym złapać.
Co więcej, minister finansów bagatelizuje protesty związkowców nazywając "skrajną bezczelnością" fakt, że ci chcieliby aby najsłabsi zarabiali przynajmniej 1700 złotych miesięcznie. Nawet nie zadaje sobie trudu, by wytłumaczyć, że tak gwałtowne podniesienie płacy minimalnej dałoby impuls inflacyjny (zapewne by dało). Tylko używa argumentu "z dupy" i uważa to za bezczelność.
Co poszło nie tak?
Wydaje mi się, że początkiem postępującej degeneracji polskiej demokracji było zniszczenie rządu Millera w czasie tzw. afery Rywina. Politycy prawicy (PO i PiS) wespół z mediami zniszczyli wówczas rząd nie za to co zrobił, ale za podejrzenie, że chciał coś zrobić. Dalszy ciąg był konsekwencją tego zblatowania mediów z POPiSem.
Prawo i Sprawiedliwość uwierzyło, że może wszystko i przejechało się na tym. Zapomniało o tym, że potrzebuje nie tylko publicznych mediów. Platforma o tym nie zapomniała i przywiązała do siebie media na różne sposoby. Dlatego też może więcej.
Ale wina leży przede wszystkim po stronie obywateli. Czyli po naszej - to my głosujemy w jednych wyborach na lewicę, by w następnych zagłosować na prawicę. To my u jednych tolerujemy zachowania "antysystemowe" (ktoś pamięta demonstracje PO z 2007 roku? Hasła były podobne do tych wznoszonych dziś przez PiS. Nie mówiąc o wspólnych demonstracjach PO i PiS z czasów rządów SLD), a u drugich nie. Tak jakby jednym było wolno więcej.
Gdzieś w procesie socjalizacji musi tkwić poważny błąd. I chyba wiem co nim jest - po latach wojenek na górze, chamstwa i bezsensownych połajanek prezentowanych nam przez polityków obywatele nie interesują się polityką, wychodząc z założenia, że wszyscy są tacy sami i kradną tak samo.
To błąd, który kosztuje nas sporo. Politycy czują się bezkarni. A społeczeństwo pogrąża się w anomii pozwalając politykom na robienie wszystkiego. Stąd wciąż aktualne jest moje stare hasło - zainteresuj się polityką nim ona zainteresuje się Tobą.
Do następnego,
Intel-e-gent
Zapraszam do dyskusji na blogu debat - Kto nam zepsuł demokrację?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)