Podczas gdy premier Tusk nieśmiało przebąkiwuje, że na związki partnerskie przyjdzie czas po wyborach (czyli nie za rządów PO), PiS konsekwentnie stroi się w piórka najbardziej katolickiej partii. Obie partie rywalizują, oczywiście, o poparcie biskupów i kleru. Teoretyczna przewaga PO, jako dysponenta publicznej kasy maleje w obliczu pomysłów polityków PiS, które muszą być miodem na uszy biskupów.
Jarosław Kaczyński stwierdził ostatnio, że Polska w czasie przewodniczenia UE broniłaby chrześcijan. Gdyby tylko PiS było przy władzy w tym czasie, ale na szczęście nie jest, bo już widzę jak Francuzi, Hiszpanie czy Brytyjczycy pukają się w głowy i zastanawiają się jak wywalić to kukułcze jajo z szeregów Unii.
Upał przygrzał pewnemu senatorowi PiS, Kazimierzowi Jaworskiemu, który zadeklarował, że 1 maja należy przemianować formalnie na Dzień Jana Pawła II. Tym samym rugując ostatecznie ślad jakiejkolwiek niekatolickości z listy świąt państwowych.
A dlaczego nie pójść na całość? Zróbmy od razu naukę o życiu, cudach i nauczaniu Jana Pawła II obowiązkowym przedmiotem od podstawówki po studia. I na każdym szczeblu edukacji uzależnijmy od wyników egzaminu z tego przedmiotu to czy ktoś zda czy nie zda. Obowiązkowa matura z Jana Pawła II zapewne zaspokoiłaby apetyty biskupów, szczególnie gdy na dokładkę dostaną zapewnienie, że bez certyfikatu wiedzy o nauce, życiu i cudach Jana Pawła II nikt nie weźmie ślubu ani nie odbierze paszportu.
Dodajmy do tego święta państwowe w dniu urodzin papieża, w dniu jego wyboru na stołek, w dniu jego imienin (do wyboru - Karola lub Jana albo oba) i w dniu śmierci. O, to by się biskupom spodobało.
Tylko mnie się nie podoba i podejrzewam, że nie spodoba się całkiem sporej liczbie ludzi. Nie dlatego, że uważają Jana Pawła II za patrona księży-pedofili (a można tak sądzić, jakby się uprzeć) ale dlatego, że mają dosyć przesadnego kultu jednostki. Który właśnie w zachowaniach polityków możemy zaobserować.
Oczywiście nikt wprost się inicjatywie PiS nie sprzeciwi, bo przecież chodzi o Jana Pawła II. I obawiam się, że Święto Pracy zniknie z kalendarza po to, by biskupi mieli dobrze.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (8)