Lider jednej z partii obawia się fałszowania wyborów. I to obawia tak bardzo, że zamierza do każdej komisji wsadzić męża zaufania. Średnio to wykonalne, ale w sumie czemu mielibyśmy mu tego zabraniać? Jak chce, to niech tak robi. Demokracji akurat to nie zaszkodzi.
Szczególnie, że przykład Wałbrzycha dowodzi, że wybory w Polsce się przekręca, nie wiadomo tylko na jaką skalę. Wiem, na przykład, że w różnych gminach na tzw. ścianie wschodniej kupowanie wyborów odbywa się na skalę większą niż w Wałbrzychu, proporcjonalnie większą, oczywiście. Dokonują tego lokalni samorządowcy, często nie związani z żadną partią centralną, a jedynie z lokalnymi grupami interesów. I co? I nikt się tym nie interesuje, bo i po co?
Tak jak zainteresowania nie wzbudziła podejrzanie duża liczba głosów nieważnych w wyborach do sejmików wojewódzkich. A powinna, bo sejmiki dysponują dużą kasą i są miejscem, które pozwala na dysponowanie sporą ilością dobrze płatnych synekur. O czym doskonale wie, na przykład, niejaki Adam Struzik z PSL od lat traktujący Mazowsze jak swoje udzielne księstwo.
Dlatego też poświęciłem pięć minut i porównałem wyniki z wyborów samorządowych 2010 z wynikami wyborów parlamentarnych 2007. Poparcie PSL w tym czasie znacząco się nie zmieniło (bo i nie zmienia się od lat). Porównania dokonałem w dwóch okręgach - płockim i radomskim. Przy czym trzeba wziąć pod uwagę, że nie można traktować owego porównania jak wyroczni i wnioski trzeba wyciągać samemu.
Niemniej zastanawiajające jest, że w 2010 przy prawie 20% głosów nieważnych lista PSL zdobyła w okręgu płockim ponad 49% głosów podczas gdy w wyborach parlamentarnych miała niecałe 20%. W radomskim było podobnie - w 2010 przy blisko 20% głosów nieważnych PSL zdobył prawie 31%, a w 2007 15%. Liczby budzą zainteresowanie?
Oczywiście, należy powiedzieć, że wybory samorządowe i wybory parlamentarne mają różną specyfikę. Jednakże trudno uwierzyć, by poparcie PSL ulegało aż takim wahaniom. Szczególnie, że w wyborach z 2006 roku w okręgu płockim było na podobnym poziomie co w 2010. I podobnie duży procent stanowiły głosy nieważne. Zastanawiające, prawda?
Nie oznacza to, że wybory do Sejmików są fałszowane. Będąc sędzią i mając takie dowody jak przedstawiłem, musiałbym uniewinnić PSL z braku dowodów.
Jednak różnice są zbyt duże, podobnie jak różnica liczby głosów nieważnych w wyborach do Sejmików a w wyborach do innych szczebli, by nie zwrócić na to uwagi. I nie zastanawiać się skąd biorą się takie różnice.
Pytanie tylko jak sprawdzić skąd się wzięły? Szczególnie, że obecnie wyniki wyborów komisje obwodowe przysyłają od razu elektronicznie do PKW, więc ewentualnego fałszerstwa należałoby dokonywać na najniższym szczeblu, co wymagałoby obsadzania komisji zaufanymi ludźmi. A przynajmniej, zaufanym przewodniczącym.
Nie jest to specjalnie trudne, bo o obsadzie decydują faktycznie gminne urzędy, ale wymaga dużej liczby ludzi. Co zwiększa ryzyko, choć trudno też zakładać, że fałszujący wybory człowiek chętnie będzie o tym rozpowiadał.
Jedyne więc, co nam pozostaje to zastanawiać się skąd te różnice w wynikach wyborów. I czemu jeszcze nie zajęły się tym ekipy dziennikarzy śledczych. Póki co nie możemy stwierdzić z całą pewnością, że PSL fałszuje wybory. Podobnie jak nie możemy, niestety, stwierdzić, że PSL ich nie fałszuje.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (14)