Kiedy 22 lata temu dokonywała się wiekopomna zmiana ustroju z komuny na demokrację niektóre mądre głowy obiecywały też, że oprócz wolności będziemy mieli samorządność. I tym tropem poszło nasze państwo przekazując coraz to więcej kompetencji gminom (czy odtworzonym powiatom). Co prawda państwo zapomina dać samorządom więcej pieniędzy na realizację tych kompetencji, ale kto by się tam czepiał szczegółów.
Brak pieniędzy na realizację różnych zadań zmusza samorządowców do kombinowania jakby tu spiąć budżety. A że myślenia strategicznego za grosz nie ma w naszym narodzie, a i wciąż popularna jest hipoteza, że publiczne równa się złe, to i pomysły mają fantastyczne.
Warszawski samorząd zamierza pozbyć się spółki produkującej ciepło. Furda tam, że pozbawi się wpływu na ceny ciepła dla warszawiaków oraz szans na coroczne dywidendy. Ważne by parę miliardów pokryło koszta budowy zupełnie zbędnego stadionu Legii (ale ważnego, bo należacego do ITI) obok którego państwo zafundowało warszawiakom Stadion Narodowy z wadliwymi schodami.
Oczywiście, warszawiaków nikt o zdanie pytać nie zamierza, a już na pewno nie wycierająca sobie twarz Duchem Świętym i demokracją pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz z PO.
Ciekawe, że podobne pomysły ma równie platformerska prezydent Łodzi Hanna Zdanowska, co to miałabyć lepsza od Kropiwnickiego zajmującego się głównie promocją Trzech Króli. Postanowiła ona mianowicie sprzedać należące do miasta lokale na Piotrkowskiej. Oczywiście, chodzi o dopięcie budżetu (bo i trzeba trybunę stadionu wybudować). I pal licho, że lokale należące do miasta nie stoją puste i każdego miesiąca na konto ratusza wpływa całkiem solidna kwota.
Lepiej sprzedać i liczyć na podatki od nieruchomości. Z których takich kokosów już nie będzie, ale co tam. Przecież wiadomo, że publiczne jest gorsze od prywatnego. Prywatny właściciel lepiej zadba o to, by na Piotrkowskiej handel żył a gastronomia i życie klubowe nie gasło.
Ponieważ specjalnie szczegółowych planów zagospodarowania Pietryny nie ma, najemcy lokali już zacierają ręce i pytają w bankach o kredyty oraz o to czy nie zechcą wynająć danego lokalu. Może i handel zamiera pod wpływem Manufaktury, ale na banki lokalizacja jest idealna, bo w centrum miasta, a i godziny otwarcia się nie zmienią, bo miejscowi kupcy są takimi geniuszami, że sądzą iż można walczyć z centrami handlowymi mając sklepy otwarte do 17 albo 19 i ani minuty dłużej. I broń Boże w niedzielę otwierać, przecież wtedy trzeba marudzić, że po Pietrynie klient samochodem nie podjedzie.
Samorządność wcale więc nie oznacza, że jest wiele lepiej, choć faktycznie obywatele zyskali pewien wpływ na to co się w ich miastach dzieje. W Warszawie będą mogli powiedzieć czy chcą pomnik Smoleńska czy nie (jakby to warszawiaków obchodziło równie mocno jak to czy ciepło zdrożeje czy nie), a w Łodzi mogli sobie nawet odwołać prezydenta i obronili parę szkół. Ale i tak nie mają wpływu na to, że Pietryna zamieni się z handlowego na deptak bankowy.
Zresztą i tak już prawie nim jest.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (1)