Najbardziej przedsiębiorczy spośród przedstawicieli kleru i człowiek, którego śmiało można nazwać przywódcą toruńskiej sekty, czyli Tadeusz Rydzyk wypluł z siebie w Brukseli krytkę Polski. Czuje się w naszym pięknym kraju dyskryminowany, a w dodatku coś mi świta, że dodał też, że od 1939 roku w Polsce nie rządzą Polacy.
Nie rozumiem, co prawda, czemu miałby się czuć dyskryminowany, skoro od lat unika płacenia podatków, narusza przepisy prawa, a włos mu z głowy nie spadł i jedyną karą jest grzywna w śmiesznej wysokości. Powiedziałbym raczej, że jest traktowany jak święta krowa. Ale nie rozumiem słów Donalda Tuska, który skrytykował Rydzyka za jego krytykę Polski.
Jego Wysokość Premier Tysiąclecia, Słońce Peru, Indii i Wietnamu oraz Mistrz Zielonej Wyspy, stwierdził mianowicie, że Rydzyk złamał regułę, że nie krytykujemy kraju poza krajem. Innymi słowy mówiąc, możemy sobie krytykować do woli, pod warunkiem, że na własnym podwórku i gdy obcy nie słyszą. Czyli - pierzmy brudy w zaciszu własnego domu.
To dziwne, ale nie słyszałem jakoś, by Sarkozy skrytykował córkę Le Pena za wywiad dla "Wyborczej", w którym dostało mu się ostro za to jaką politykę prowadzi. Nie słyszałem również, by były prezydent George W. Bush krytkował takie postaci jak Chomsky czy Moore za krytykę polityki USA uprawianą przez nich namiętnie w każdym kraju, w którym znaleźli słuchaczy.Ba, nie słyszałem również, by Amos Oz był krytykowany w Izraelu za sam fakt negatywnego wypowiadania się w polskich czy amerykańskich mediach o polityce swojego kraju. Dyskutowano z nimi, ale nie podważano ich prawa do wolnej wypowiedzi.
Za to słyszałem jak dostawało się rosyjskim czy białoruskim obywatelom za krytykę ich kraju na Zachodzie.
To prawda, że z Rydzykiem nie da się prowadzić rzeczowej dyskusji. W zasadzie nie da się w ogóle prowadzić jakiejkolwiek dysputy z nim, gdyż uważa on, że jest depozytariuszem prawdy przez duże "P". Ale nie oznacza to, że nie ma on prawa do krytyki Polski w dowolnie wybranym przez siebie miejscu i czasie. Nawet najbardziej absurdalnej (jak ostatnio) i głupiej.
Niechętnie i z obrzydzeniem bronię więc demokratycznych pryncypiów przed tym, który przyrzekał nam, z takim zapałem, bronić ich gdy szedł po władzę w 2007 roku. Jak widać, demokracja jest dla niego dobra tylko wtedy, gdy wszystko jest po jego myśli.
To zły znak. Niestety.


Komentarze
Pokaż komentarze (46)