Można było się spodziewać, że PiS opublikuje własny raport dotyczący katastrofy smoleńskiej. Dziś jego tezy przedstawiał nam Antoni Macierewicz, któremu polscy żołnierze bardzo chętnie podziękowaliby za zniszczenie wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Najchętniej, zapewne, przy pomocy czegoś o średnicy nieco przekraczającej 5 milimetrów.
Nie wnikając specjalnie w treść raportu przedstawionego przez PiS możemy zorientować się, że według pomagierów Kaczyńskiego winni są Rosjanie. To oni przecież sprowadzili pilotów w śmiertelną pułapkę, z której kapitan Protasiuk próbował się wydostać. Nie mówiąc już o bezczelności jaką było niepodstawienie ochrony i samochodu pancernego (który miał przylecieć owym Iłem, który nie mógł wylądować).
Do tego, Tusk był dla Rosjan ważniejszy niż Lech Kaczyński, co już samo w sobie jest bezczelnością i obrazą krwi się domagającą. W końcu jakim cudem ktoś może być ważniejszy od któregokolwiek z braci Kaczyńskich, którzy są, znaczy się byli, solą ziemi, tej ziemi?
Politycy PiS zręcznie prześlizgnęli się nad faktem, że prezydent zaprosił całe dowództwo sił zbrojnych na pokład samolotu (i nie widział w tym niczego złego). To będzie zapewne winą Klicha i Tuska (i jest, bo zdrowy rozsądek nakazywał zakazanie czegoś takiego, ale rząd wolał zapewne uniknąć awantury w nadziei, że jakoś to będzie). Zignorowali również fakt, że piloci wyraźnie czekali aby ktoś inny zdecydował za nich czy lądować czy nie, a na plecach czuli oddech prezydenckiego człowieka, generała Błasika.
Zignorowali również fakt, że lotnisko w Smoleńsku nie nadawało się do niczego poza lądowaniem przy idealnej pogodzie, a i to byłoby ryzykowne. Rosjanie trzymali je otwarte tylko dla polskich polityków, którym było stąd blisko do najważniejszego punktu prawicowej polityki wschodniej, czyli do Katynia. Od lat było wiadomo, że Rosjanie najchętniej by to lotnisko zamknęli i zaorali, ale przecież polskie władze muszą mieć blisko i wygodnie do miejsca, z którego można śmiało na Rosjan pluć, prawda?
Nie znaczy to, że Rosjanie są całkiem bez winy. Jakby mieli jaja to zamknęliby to lotnisko, niestety woleli uniknąć awantury. W nadziei, że jakoś to będzie.
I tak ten "jakośtobędzizm" zawisnął nad tym lotem jak jakieś fatum. Wszyscy dla wygody i świętego spokoju rezygnowali z awantury i pozwalali na to, by polski samolot kolejny raz lądował na lotnisku, na którym nie powinno lądować nic oprócz balonu.
Ale to oczywiście wina Rosjan i Tuska. Bo najłatwiej zobaczyć drzazgę w oku bliźniego.
Swoją drogą, z niecierpliwością czekam na raport rządowy, w którym zapewne będzie z kolei obecne wybielanie strony rządowej i ostrożne przerzucanie winy na Rosjan i Kaczyńskiego. Bogdan Klich pewnie już oddycha z ulgą na myśl, że może nie będzie niewinny jako ta lelija, ale znajdą się tam bardziej winni od niego. I nikt nie zainteresuje się tym, że po katastrofie CASYy nie zrobił niczego, co zapobiegłoby ponownemu czyszczeniu szeregów generalicji.
Winnych, jak zawsze, jest bowiem wielu. Teraz trzeba dojść do tego, co przeważyło. Osobiście obstawiam, że zdecydował słowiański "jakośtobędzizm". Bo komu by się chciało awanturować z Kaczyńskimi?
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (131)