intel-e-gent intel-e-gent
482
BLOG

Szatańska wolna wola

intel-e-gent intel-e-gent Polityka Obserwuj notkę 46

No to mieliśmy w Sejmie pasjonującą dyskusję na temat aborcji. Zwolennicy ograniczenia praw kobiet zarzucili zwolenników utrzymania status quo i zwolenników liberalizacji strumieniem oskarżeń o przyzwolenie na morderstwa oraz zarzutami, że oddalili się od nauk Jana Pawła II.

Pośród tego szumu rozsądnie zabrzmiały słowa, że projekt firmowany przez pragnącego znów być w parlamencie pana Dzierżawskiego narusza neutralność światopoglądową wpisaną w Konstytucję. Tak się bowiem składa, że duchowni niektórych wyznań dopuszczają aborcję pod warunkami wpisanymi w obecną, bynajmniej niekompromisową, ustawę. Z czego logicznie wynika, że narzucenie całkowitego zakazu aborcji byłoby narzuceniem katolickiego punktu widzenia na aborcję.

Nie jestem zwolennikiem aborcji na życzenie. Znacznie lepiej i mądrzej jest używać prezerwatyw, pigułek i innych form antykoncepcji. Ale jestem za tym, by każdy mógł zdecydować czy chce mieć dziecko czy nie. I również, czy chce mieć chore dziecko i heroicznie (choć niekoniecznie sensownie) zmagać się z trudnościami każdego dnia czy też woli oszczędzić sobie (i dziecku) cierpień. Jestem też za tym, by każdy mógł zdecydować czy w ogóle chce mieć dziecko. A nie oszukujmy się, decyzja dotyczy przede wszystkim kobiet, bo mężczyźni, tak chętni do zabawy, bardzo szybko znikają gdy pojawia się kwestia odpowiedzialności.

Dlatego też jestem zwolennikiem zmiany obowiązującego prawa tak, aby każda kobieta mogła dokonać aborcji w razie konieczności. Może to być warunkowane koniecznością odbycia rozmowy z psychologiem, są osoby które mogą zmienić zdanie i warto dać im dodatkową szansę na to.

Ale nie ma, niestety, na to szans. Gdyby Sejm miał coś takiego uchwalić zaraz zjawiłoby się pod nimi setki pań w wieku postrozrodczym i dziesiątki księży, krzyczących, że aborcja to morderstwo. I domagaliby się niemalże palenia na stosie albo przynajmniej golenia głów zwolennikom prawa do aborcji. Ckliwymi głosami mówiliby o prawie do życia dla zarodków, blastul i innych zygot. Przekonywaliby jak ważne jest to, by każda zygota mogła przeistoczyć się w dziecko.

Jakoś jednak nie widzę tych samych ludzi w miejscach, w których mieszka dużo dzieci, które nie urodziłyby się (prawdopodobnie) gdyby aborcja była łatwiej dostępna. Pośród patologicznych rodzin nie krążą tak zaciekle broniące ich (gdy są jeszcze płodam) babcie i księża. Nie karmią, nie przynoszą książek i komputerów, nie kreują innych wzorców niż wiecznie pijani ojcowie i spracowane (również rzadko trzeźwiejące) matki. To uproszczenie, ale dla przeciwników praw kobiet człowiek jest ważny tylko do momentu, w którym się urodzi. Potem już nie trzeba go bronić, pomagać mu czy w ogóle się nim zajmować.

Istotny staje się, znów, dopiero wtedy, gdy ksiądz może sprawdzić mu głębokość wiary, a polityk liczyć na to, że na niego zagłosuje. Tym istotnie różnią się tzw. obrońcy życia od osób broniących prawa wyboru dla kobiet. Ci, których obchodzą prawa kobiet pamiętają również o tym, by pomagać dzieciom jak już się urodzą. A przynajmniej pamiętają, że powinno się to robić. Tak jak powinno się pomagać kobietom, ale tu przeciwnicy wolności mają tylko do zaoferowania "okna życia" i przytułki dla samotnych kobiet w ciąży, w których panuje niemal wojskowy rygor i narzucanie jedynie słusznego sposobu myślenia. 

I o to właśnie chodzi przeciwnikom wolności, ukrywającym się pod kłamliwą nazwą "obrońców życia". Tu nie chodzi o obronę życia, a o narzucenie każdemu swojego punktu widzenia. Czasem mam wrażenie, że ludzie tacy jak Dzierżawski czy członkowie Episkopatu sądzą, że wolna wola to wymysł szatana.

Do następnego,

Intel-e-gent

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (46)

Inne tematy w dziale Polityka