Jak niektórzy wiedzą, tradycyjnie wziąłem udział w Maratonie Blogerów organizowanym przez Agorę. Było fantastycznie, znów spotkałem się z ludźmi, których lubię i miło spędziłem czas. A oprócz tego wziąłem udział w konkursie na opowiadanie na podstawie zabawy, jaką Agora nam zorganizowała. Moje opowiadanie było zwycięskie i teraz prezentuję je Wam. Miłej lektury.
Detektyw Gabriela Rybicka zaparkowała swojego wysłużonego Chevroleta przecznicę od miejsca zdarzenia. Patrząc w lusterko poprawiła swoje blond loki i błyszczyk na ustach – lubiła, gdy jej makijaż był perfekcyjny. Sprawdziła jeszcze, czy guzik koszuli jest odpowiednio rozpięty i wysiadła zarzucając na siebie płaszcz.
Krótki spacer do miejsca przestępstwa był swoistym rytuałem, który pozwalał jej oswoić się z okolicą, a czasem i dojrzeć szczegóły, które pozwalały potem rozwiązać sprawę. Wszystko zależało od jej rodzaju, tym razem miała do czynienia z morderstwem w siedzibie jednej z największych firm medialnych w kraju. Góra chciała szybko rozwiązać sprawę, więc wezwała ją – jednego z najlepszych detektywów w mieście.
Stanęła przy bramce ochrony i krótką chwilę pozwalała, by ochroniarz ślinił się na widok jej dekoltu nim wyciągnęła odznakę.
Na miejscu był już patolog, pochylony nad denatem. Prokuratora jeszcze nie było.
- Co mamy? – zapytała.
- Jacek Kowalski, 32 lata, dziennikarz śledczy. Zginął od ciosu w plecy, najprawdopodobniej nożem – powiedział patolog podnosząc się znad ciała. – Więcej będziemy wiedzieć po autopsji. Jakieś pytania?
- O której nastąpił zgon?
- Chwilę przed dziewiętnastą – patolog skinął na ekipę, że mogą zabrać ciało. Odwróciła się na pięcie.
Wiedziała już, od komendanta, że w międzyczasie nikt nie wyszedł. Morderca musiał ukrywać się gdzieś w budynku. Co oznaczało, że może być pracownikiem koncernu medialnego. Poszukiwaniami zajęli się mundurowi.
Szybko znaleźli Romana N., którego od razu zawieźli na posterunek razem z częścią dowodów wskazujących na niego. Gabriela uwielbiała nocne przesłuchania. „Powinnam pracować w CBA” pomyślała z rozbawieniem. Usiadła naprzeciw podejrzanego.
- A więc – chwila pauzy – Roman N. dziennikarz, kolega denata – usiadła naprzeciwko i patrzyła na niego w milczeniu. – Chyba masz mi coś do powiedzenia.
- Chcę prawnika - powiedział od razu nadal łakomie patrząc na jej biust. Uśmiechnęła, po czym powoli podniosła się z krzesła i nagle uderzyła pięścią w stół.
- To nie Ameryka! – szybki powrót do uśmiechu, usiadła. – O co kłóciłeś się z denatem?
- Jaka kłótnia? – popatrzył na nią z dobrze udawanym zdziwieniem. Przestała się uśmiechać, nachyliła się do niego. Jego wzrok automatycznie podążył za jej biustem. „Napatrz się na cycki” pomyślała „Napatrz dupku”.
- Ta, którą nagrała kamera w newsroomie, kotku – powiedziała tonem wręcz przeciwnym do słodkiego „kotku”. – I co teraz? – Roman N. zbladł. – A wiesz misiaczku, że to nie wszystko? – wyciągnęła kartkę w foliowej kopercie.
- Poznajesz charakter pisma? – Roman N. był blady jak śmierć. – Ty to pisałeś, prawda? – ledwie zauważalnie skinął głową. Usiadła w zrelaksowanej pozycji. Rozległo się pukanie, wszedł mundurowy z plikiem wydruków i kopertą w ręce. Szybko zapoznała się z zawartością. Uśmiechnęła się drapieżnie, jak zawsze gdy jej domysły się potwierdzały albo jakiś facet już był na jej zawołanie choć jeszcze o tym nie wiedział.
- Skończyliście już przeszukanie? – mundurowy pokręcił głową. – Rozumiem.
- Opowiem ci jak było – stwierdziła. – Trzy lata temu wasza córka wpadła pod samochód, a sprawca zwiał. O ten wypadek oskarżono twojego kolegę – uważnie patrzyła na to, jak zmienia mu się twarz – ale umorzono sprawę z braku dowodów. Ty jednak byłeś pewny i dlatego zatrudniłeś się w tej samej firmie co Jacek Kowalski.
- Zaprzyjaźniłeś się z nim. Podsunąłeś mu żonę na kochankę – roześmiała się na samą myśl o tym, że facet mógłby zmusić kobietę do zostania czyjąś kochanką wbrew jej woli – A raczej to twoja żona podsunęła ci ten pomysł. Prawda? – pokręcił głową.
- Przyjmijmy, że to ty. – Wstała, odwróciła się od niego plecami. – Dziś zebrałeś do ręki wszystko i poszedłeś skonfrontować się z Jackiem. Nie wiem o czym dokładnie rozmawialiście, zapewne go szantażowałeś, ale coś poszło nie tak i musiałeś go dorwać nim wymknie się sprawiedliwości.
- To nie tak – wyrwało mu się. Uśmiechnęła się. Elementy układanki wskoczyły na miejsce.
- To fakt – pokiwała głową. – A nawet jeśli to ty dźgnąłeś go nożem – Wyciągnęła nóż z koperty. – Tym nożem, to nie ty byłeś mózgiem tej operacji. – z przyjemnością patrzyła jak blednie jeszcze bardziej. – Ale to ty odsiedzisz dożywocie, no z dwadzieścia lat, jeżeli sąd będzie łaskaw. Możesz mieć jednak farta.
- Tak? – z nadzieją patrzył na niewysoką blondynkę o anielskiej twarzy i zimnych zielonych oczach.
- Tak – usiadła i spojrzała mu prosto w oczy. – Bo właśnie zjawił się anioł, któremu możesz powiedzieć jak było.
- Anioł?
- Tak – uśmiechała się czując wręcz perwersyjną przyjemność. – A wiesz jaki jest mało znany fakt na temat aniołów? – Roman N. pokręcił głową. – Zjawiają się tylko raz. - Znów rozległo się pukanie. Mundurowy nachylił się do jej ucha.
- Mamy ją – szepnął. Pokiwała głową.
- Mówisz Romanie, czy wolisz siedzieć? - spojrzał na nią. W oczach widać było determinację.
- Wszystko powiem. Zaczęło się, gdy przypadkiem lekarz, u którego była, opowiedział jej o pacjencie, który…



Komentarze
Pokaż komentarze (5)