Wyjeżdżają za młodu.Po narodzinach swojej dzieciny. Tudzież dziecina rodzi już się na nowej ziemi. Nic w tym złego. Każdy przecież szuka miejsca na tym padole. Złym jest natomiast zatracanie przez rodziców swojej narodowości, w tym języka, którym posługiwali się od urodzenia.
Dziecko ich idzie do ichniejszej szkoły, tam styka się z mową tubylczą. W domu rodzinnym także używa się tylko języka kraju zamieszkiwanego obecnie. O polskim być nie może mowy.
Po kilku latach przyjeżdżają. Do Polski wracają. W odwiedziny, na urlop, może na stałe. Babcia i dziadek, ni w ząb, ni w oko nie potrafią dogadać się ze swoimi wnukami, a przecież to krew z ich krwi, kość z ich kości. Pozostaje tylko frustracja.
Wynarodowienie następuje już w pierwszym pokoleniu. Dzieci osoby, która wychowała się od maleńkości na obczyźnie, będą mogły tylko wspominać swoje pochodzenie, a język polski przerodzi się w mowę przodków – odległą i zwiędłą.



Komentarze
Pokaż komentarze