Kraków, 19-22.04.2007 - Krakowski Festiwal Kultury Gejowskiej i Lesbijskiej. Miałem , ku mojej ogromnej uciesze, poznać wielu fantastycznych ludzi - otwartych i uśmiechniętych. A przede wszystkim: normalnych. To jednak nie jest norma.
Być może wpiszę się w PiS-owski nurt, muszę jednak troszkę "pokrzyczeć" na lokalne i ogólnopolskie media. Jedyne czego chcę, o czym już w ostatnim artykule pisałem, to konsekwencji i odwagi do nazywania rzeczy po imieniu. Tymczasem przy tej okazji nasze media pokazały tylko to, co chciały pokazać. Przede wszystkim, dlaczego media rozpisały się tylko na temat Marszu Tolerancji, który w 4 dniowym Festiwalu zajął 3 godziny? Dlaczego żadna prasa, żadna telewizja nie zająknęły się nawet na temat organizowanych spotkań "queer cafe", na których poruszane były nieznane wątki z autobiografii Konopnickiej i Dulębianki, Szymanowskiego? Gdzie, na tych właśnie spotkaniach, poruszano problem religijności osób o odmiennej orientacji seksualnej (zaproszeni byli przedstawiciele Metropolitan Community Church), organizowano warsztaty bezpiecznego seksu, warsztaty dla osób biseksualnych, pokazy sztuki gejowsko-lesbijskiej z całego świata, dyskutowano o literaturze i innych formach artystycznego wyrazu. Ale dobrze więc, rozumiem że media interesują starcia, "zadymy", kontrowersje. Pokazano więc Marsz Tolerancji. Tylko dlaczego Gazeta Wyborcza pisała o skinach, Wszechpolakach oraz o uśmiechniętym, kolorowym tłumie młodych ludzi, natomiast "Dziennik Polska Europa Świat" właściwie temat przemilczał, ukrył między poszczególnymi szpaltami a jak już wspomniał to ze zdjęciem Parady pod oknem papieskim? I że trzeba było postawić na baczność 400 policjantów, śmigłowiec, używać gazu łzawiącego? Bo oto znów pederaści bezczeszczą święte miejsce wszystkich krakusów, wszystkich POLAKÓW. I zagrożona jest moralność publiczna (swoją drogą, czym owa moralność publiczna jest - nikt nie jest w stanie określić). Otóż tegoroczny Marsz Równości przebiegł wyjątkowo spokojnie, nikt nie odniósł obrażeń (w przeciwieństwie do lat ubiegłych, kiedy to dziewczyna idąca 5 metrów przede mną została spacyfikowana cegłówką rzuconą z Wawelu). Pod oknem papieskim Marsz Równości przeszedł tylko dlatego, że Wszechpolacy blokowali wszelkie inne drogi prowadzące do Rynku i prowadziła tamtędy (dla bezpieczeństwa wszystkich) policja. Kłopoty wynikły dlatego, że w przeciwieństwie do organizatora Marszu Tolerancji - Wszechpolacy odmówili ustalenia bezkolizyjnej trasy Marszów. Było kolorowo, głośno, wesoło - ludzie przebywający na trasie marszu zazwyczaj uśmiechali się, pozdrawiali. Udało się wejść na Rynek Główny. Tylko o tym wszystkim media nie wspomniały. Ani o tym, że w tym roku poza wyzwiskami przeciwnicy Marszu Tolerancji nie użyli żadnych środków, ani o tym że Marsz Tolerancji nie był prowokacją, nie miało miejsca nic, co mogłoby jakąkolwiek moralność obrazić.
Demokracja tego wymaga, by każdy mógł głośno wyrażać swoje przekonania, swoje potrzeby. Musi znaleźć się skrawek nieba również dla tych, którzy nie są heteroseksualni, którzy nie uznają katolickich zasad i norm, którzy nie czują się Polakami ale Europejczykami bądź obywatelami świata. Nikt nie chce więcej. Nie wchodzę w polemikę z Kościołem - niech nie zmienia swojej tradycji, nie błogosławi związków homo, eutanazji, aborcji itp. Wchodzę w polemikę z Państwem, którego jestem obywatelem. Żądam, by moje państwo nie karało za wybory ludzi, którzy nikogo tymi wyborami nie krzywdzą. Żądam, by moje państwo - w pełni świeckie, sankcjonowało związki dwojga dorosłych - a więc świadomych i odpowiedzialnych - ludzi, którzy z własnej woli chcą taki związek zawrzeć. Żądam, by moje państwo nie kwestionowało mojego poglądu na moje ciało i życie. Bo cóż to za podwójna moralność - mogę palić i pić (a to przecież jest wbrew przykazaniu "nie zabijaj!", które odnosi się też do siebie samego), mogę obżerać się ile chcę i nikt nie kontroluje moich wydatków na pożywienie (a to przecież jeden z 7 grzechów głównych), mogę być snobem i nie oddawać 1% podatku na organizacje pożytku publicznego (a to przecież i pycha i chciwość) ale już jeśli chcę zadecydować tylko i wyłącznie o sobie samym - nie mogę. Nie mogę w imię wyższych racji. Żądam, by moje państwo tolerowało mnie takim jakim jestem - ponieważ to państwo jest na moim utrzymaniu. I głupotą zwykłą jest mówienie tak o "cywilizacji życia" jak i "cywilizacji śmierci". Bo my tu tylko ponowoczesność mamy dokoła, ponowoczesność którą - jak każdą inną epokę - charakteryzuje i śmierć, i życie.
Demokracja tego wymaga, by każdy mógł głośno wyrażać swoje przekonania, swoje potrzeby. Musi znaleźć się skrawek nieba również dla tych, którzy nie są... homo-, bi-, trans- seksualni. Spędzając wieczór na Rynku, spotkałem się też z uwagami rzucanymi śmiało przez osoby nie ukrywające swojej orientacji homoseksualnej - uwagami nie do przyjęcia. Te, jak wcześniej hasło Wszechpolaków "Nie bolą was dupy?", już obraziło moją moralność, moje poczucie osobistej godności.
Drodzy homo- i hetero- ! Byłem na Marszu Tolerancji, ponieważ jestem demokratą. Pracowałem przy Festiwalu Kultury Gejowskiej i Lesbijskiej jako wolontariusz - ponieważ uważam, że należy wspierać samoorganizowanie się grup społecznych. Zostałem zwyzywany chociaż jestem heteroseksualny (jak wielu innych na Marszu Tolerancji). Zostałem zwyzywany ponieważ nie jestem homoseksualny (jak wielu innych wieczorem na Rynku w Krakowie).
Skończę patetycznie. Patetycznie dlatego, bo wspomnę o swoim wielkim marzeniu. Chcę żyć w wolnym kraju wolnych obywateli. Którzy dokonują wyborów takich, jakie sami uważają za najlepsze. Którzy nie muszą rezygnować z siebie kiedy nikogo nie krzywdzą. Chcę szacunku od jednej i od drugiej strony, jedną i drugą stronę szanuję. Chcę, żeby moje dziecko poszło do szkoły i nie musiało się uczyć w klasach gdzie są jakiekolwiek symbole religijne, gdzie prowadzi się zajęcia katechetyczne - chcę żeby wróciło bezpieczne do domu i żebym mógł z nim się pomodlić i pójść do kościoła. Chcę żeby moje dziecko nie było ofiarą patriotycznej indoktrynacji - ale żebyśmy mogli razem poznawać historię naszej rodziny,siłą rzeczy wplątanej w losy tego narodu. Chcę móc korzystać ze wszystkich miejsc publicznych - parków, chodników, placów - nie musząc widzieć ordynarnie obściskujących się parek (obojętne czy hetero- czy homo- ). Chcę iść do sklepu i móc wybrać każdy rodzaj prasy, również tej która podobno demoralizuje mnie i moje dzieci. Móc wybrać - nie znaczy wybierać. Stwórzmy sobie wszyscy trochę miejsca dla siebie nawzajem - kult zostawmy w miejscach kultu, wychowanie - w domu.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)