Jędrzej Kulig Jędrzej Kulig
24
BLOG

Kierunki

Jędrzej Kulig Jędrzej Kulig Polityka Obserwuj notkę 2

To nic nowego w jakimkolwiek systemie politycznym, że różne nurty ścierają się w walce o kierunek jakim podążać ma dana grupa czy kraj. Chciałbym jednak spojrzeć na to w szerszym kontekście - w wymiarze europejskim. 

Dzisiaj oto Francja dokona ostatecznie wyboru swojego prezydenta. Wybór to niebagatelny, co podkreśla fakt, że oczy świata są na Francję skierowane już od tygodni. Segolene Royal czy Nicolas Sarkozy? Wydaje się niemal pewne, że to "Sarko" zostanie kolejnym Prezydentem V Republiki. I wydaje się to rozwiązanie, z punktu widzenia liberała - jak najlepsze. Czy na pewno? Sarkozy w swoim programie zawarł ważne projekty reform - obniżenie podatków, uelastycznienie 35-godzinnego tygodnia pracy, ostrzejszą politykę imigracyjną, ocieplenie stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. To wszystko jest ważne! Wierzę, że jeśli Sarkozy'emu się uda to wzmocni to pozycję Francji - zarówno politycznie jak i gospodarczo. Czy ma się to jednak w jakikolwiek sposób do nas? Niestety ma. Bo to ten sam Sarkozy proponuje jednocześnie odejście od Traktatu Podstawowego UE (nie lubię nazwy Konstytucja) na rzecz "mini-traktatu" z możliwością ratyfikowania go przez parlament. Prawdopodobnie przyszły parlament francuski zostanie zdominowany przez jego partię, więc daje to Sarkozy'emu ogromny wpływ na kształt tego traktatu. To bowiem, czego nie ratyfikuje Francja - nie wejdzie w życie nigdzie indziej w Europie. Bo o ile Polskę, Czechy, Węgry i inne mniejsze kraje politycznie można wyłączyć z głównego obiegu - to już Francji - nie. "Mini-traktat" byłby strzałem w kolano dla budującej się wciąż Europy. Nie pozwoliłby na pełną integrację "starej" i "nowej" Europy, pozostawiłby szereg nieścisłości i możliwość lawirowania pomiędzy poszczególnymi dyrektywami Komisji Europejskiej. To w interesie Polski zdecydowanie nie leży. Jak więc w tym kontekście mają się inne - słuszne - postulaty prawicowego kandydata na prezydenta Francji? Podatki są tam rzeczywiście wysokie - kłamstwem jest jednak, że to wpływa na brak stabilności gospodarczej państwa. Kraj rozwija się wolniej, to rzecz jasna. Ale jeśli społeczeństwo decyduje się na takie rozwiązanie to świadomie wybiera spokój zamiast wyścigu. I jeśli system ten nie działa prawidłowo to nie z powodu zbyt wysokich podatków, ale ze względu na irracjonalny i nieefektywny system redystrybucji dóbr. 35-godzinny tydzień pracy we Francji to mit. Rzeczą jasną jest, ze Francuzi pracują znacznie więcej (podobnie jak w innych krajach). O ile jego liberalizacja to postulat słuszny, o tyle nie priorytetowy. Polityka imigracyjna to problem ogromny dla wszystkich krajów I świata, do których Francja niewątpliwie należy. Ale i tu znów Sarkozy proponuje tylko pozornie słuszne rozwiązanie. Uszczelnienie granic jest wyjściem radykalnym. Problem zaś leży w tym, że nie robi się nic w Europie Zachodniej aby imigrantom stworzyć podstawy do legalnej pracy a jedynie zapycha się ich socjalnymi zabezpieczeniami. Francuzi to bogate społeczeństwo i byle pracą się nie zadowoli. Więc tych imigrantów potrzebuje! Imigranci natomiast potrzebują perspektyw! Potrzebują pewności, że sprzątanie czy budowanie ulic to konieczny początek, ale początek taki, który ich dzieciom otworzy drzwi do francuskich uniwersytetów, do kariery. Dla takiej bowiem perspektywy przecież ludzie decydują się opuszczać własny kraj. Więc nawet jeśli Sarkozy uszczelni granice - pozostawi w środku konia trojańskiego w postaci ogromnej masy, niezintegrowanych z resztą społeczeństwa i pozbawionych perspektywy rozwoju imigrantów już we Francji zakorzenionych. Na koniec - Nicolas Sarkozy chce ocieplić stosunki Francji z USA. Niewątpliwie słuszny postulat, bo w zglobalizowanym świecie jedyną realną równowagą dla rozwijających się w szalonym tempie Chin i Indii może być strefa euroatlantycka. Czy jednak rzeczywiście , jeśli Sarkozy ociepli relacje z USA płacąc za to Traktatem Podstawowym UE , strefa ta powstanie? Śmiem twierdzić, że nie. Żaden europejski kraj, jeśli będzie działał samodzielnie, nie będzie równorzędnym partnerem dla Stanów Zjednoczonych - Francja również. Europa rozbita i niesprawna, zróżnicowana i nieprzemawiająca jednym głosem - nie będzie żadną alternatywą ani żadnym partnerem. Taka Europa będzie też ciągnąć za sobą w dół kraje członkowskie, próbując się ratować kolejnymi sankcjami i obciążeniami. Polityka Sarkozy'ego zamknie też drogę do przyjęcia w poczet członków Unii m.in. Ukrainy - co zwłaszcza z polskiego punktu widzenia jest bardzo niedobre. A więc dokąd poprowadzi nas Nicolas Sarkozy? Prawdopodobnie donikąd. Prawdopodobne, że powtórzy tą samą drogę co Tony Blair gdy mówiono o nim jako o nowym europejskim przywódcy, a który utknął w wewnątrzpartyjnych rozgrywkach i niezadowoleniu społecznym we własnym kraju. Co najbardziej ironiczne na męża opatrznościowego Europy wyrosła kanclerz Niemiec Angela Merkel. Takich polityków potrzebujemy - konkretnych ale umiejących budować kompromis. Wielkim sukcesem Merkel jest przyjęcie Deklaracji Berlińskiej - bo chociaż jest to dokument kontrowersyjny to jednak wyznacza kierunek dla Europy.

Polską scenę polityczną też próbują różne środowiska przebudować. I słusznie. Nie jestem pewien czy chcę aby robili to właśnie Ci ludzie, ale trzeba polską politykę przewietrzyć. Mamy do czynienia z sytuacją, w której może nie jest zagrożona sama demokracja, ale na pewno jest zagrożona demokracja liberalna - nasza wielka zdobycz, a jednocześnie złoty kompromis Europy i jedyna póki co formuła polityczna pozwalająca na funkcjonowanie UE. Kaczyński bowiem, na bazie ruchów ludowych, narodowych i katolickich narusza fundamenty sieci utrzymującej Polskę w strefie polityki  międzynarodowej i gospodarczej integracji. W imię moralnej rewolucji, rozbijania układu - dąży do pełnej centralizacji państwa. Tam zaś gdzie nie da się tego przeprowadzić - wprowadza rządowy nadzór komisaryczny. Do wielkiej polityki dopuszcza też Kościół - co zabójcze jest i dla jednej i dla drugiej strony. Poza propagandą sukcesu, nie przedstawia żadnych merytorycznych rozwiązań a decyzje które podejmuje w sposób bezpośredni (jak zakaz Parady Równości w Warszawie w 2005r) są bezpośrednią przyczyną konfliktów rozwiązywanych przez ponadnarodowe instytucje - najczęściej na niekorzyść polskiego rządu, co nasz kraj i nasze instytucje ośmiesza w oczach świata. Pomysły, które forsuje (jak ustawa lustracyjna) nie tylko dzieli polskie elity świata kultury i nauki, nie tylko dzieli zwykłych obywateli - ale też uderza w symbole naszej narodowej dumy, uderza w ambasadorów polskiej racji stanu cieszących się szacunkiem i uznaniem w całym świecie. Bo czym innym jest fakt utraty mandatu eurodeputowanego przez Bronisława Geremka? Jest bez precedensu sytuacja, w której przed rządem narodowym człowieka broni Parlament Europejski!! Dochodzi do tego zupełna ignorancja w zakresie podstawowych zasad dyplomacji, która całkiem słuszne propozycje polskiego rządu w zakresie polityki europejskiej (otwarcie na wschód, budowa armii europejskiej) znosi na mielizny i pozbawia siły przebicia. Walka o zapis w preambule Traktatu Podstawowego dotyczący źródeł europejskiej kultury nie powinna być furiackim atakiem określonych środowisk, ale wyrazem ogólnopolskiego stanowiska w tej sprawie - które da się zbudować! Zbudowano wszak takie przy tworzeniu zrębów polskiej konstytucji z 1997roku! Ruchy, które taki stan rzeczy kontestują - jak Ruch na rzecz Demokracji (Kwaśniewskiego i Olechowskiego) czy Forum Liberalne, jakkolwiek w sposób nie do końca trafiony, są w Polsce potrzebne, są potrzebne w całej Europie. Ruch na rzecz Demokracji to nazwiska, to zbiór pewnych autorytetów (przez IV RP mocno podważanych) ale bez terenowego zaplecza. Pozostawia to tylko ślad po pewnej idei. Forum Liberalne zaś posiadając coraz silniejsze struktury i zaplecze w młodych ludziach - nie ma na swojej ławce kadr znanych nazwisk, które przyczyniłyby się do wzmocnienia tego ruchu i umożliwiłyby szeroki dostęp do mediów. Nie chcę tu bynajmniej mówić o potrzebie koalicji między tymi ruchami - zwracam raczej uwagę na fakt, w jak wielkim kryzysie i podziałach są dzisiaj ruchy obywatelskie, wolnościowe, demokratyczne. Jeśli zaś pozwolimy na to, żeby PiS rządził jeszcze nie 2, a 6 lat - może to być opłakane w skutkach zarówno dla społeczeństwa obywatelskiego, dla Polski jak i dla UE. Ktoś powie: "Po następnych wyborach rządzić będzie Platforma Obywatelska, to będzie zmiana". Więc mówię: nie, nie będzie. Byłem członkiem Platformy Obywatelskiej przez 2,5 roku, poznałem ludzi ją tworzących - m.in. na Śląsku i w Małopolsce. I mówię dzisiaj z pełną odpowiedzialnością: Platforma Obywatelska nie jest obywatelska! PO jest "Stowarzyszeniem Poszkodowanych Przez Odsunięcie Od Władzy"! Platforma Obywatelska nie jest liberalna! Ani gospodarczo, ani obyczajowo! Wirtualny powrót do podatku liniowego to chwyt na prasę - w rzeczywistości podatek liniowy rozmyty różnego rodzaju ulgami i stopami wolnymi nie spełnia swojej podstawowej roli! Więc po rządach Prawa i Sprawiedliwości będziemy mieć rządy PO jedynie jako "p.o.PiS" - pełniącą obowiązki PiSu!!  

Czy jest jednak sensowny mój lament o ten europejski wymiar narodowej polityki we Francji czy też w Polsce? Czy potrzebujemy Unii Europejskiej? Przed referendum w 2004 mieliśmy wątpliwości. Liczyliśmy grosz do grosza, złotówkę do złotówki. Baliśmy się o nasze narodowe dziedzictwo. Dzisiaj to Unia Europejska finansuje nasz rozwój gospodarczy, to Unia Europejska walczy o zachowanie naszego dziedzictwa jak choćby w przypadku Doliny Rodspudy, dzisiaj to Unia Europejska jest w Polsce gwarantem stabilności demokracji i państwa prawa (sprawa Marszu Równości czy lustracji). Tak pojmowaną Unię Europejską widzimy dzisiaj w sondażach. Tak widzą ją Polacy , takiej jej potrzebują, takiej chcą. Dzisiaj poparcie dla UE deklaruje ponad 70% Polaków!
Unia Europejska potrzebuje jednak zmian i reform. Potrzebuje odciążenia od socjalnego balastu, potrzebuje pełniejszej integracji, potrzebuje wzmocnienia swoich struktur i instytucji. Francja i Polska te potrzeby ignorują bądź torpedują. Dlaczego jednak mielibyśmy się godzić na godzące w nasz interes reformy? Dlaczego potrzebujemy jeszcze więcej Unii w Europie? Pokazały to wydarzenia ostatnich dni - spór Kremla z Tallinem. Oto stała się rzecz bez precedensu w demokratycznym świecie, kiedy to rząd jednego kraju mówi innemu co ma robić a czego nie. Kiedy ingeruje w jego wewnętrzne sprawy i na dodatek grozi sankcjami a nawet je urzeczywistnia, mobilizuje ludzi do buntu i walki z bronią w ręku przeciwko demokratycznie wybranym władzom kraju, ale nie sprzyjającym interesom większego sąsiada. Czy Estonia ma szanse w sporze z Rosją? Odpowiedź jest najprostsza z możliwych - Nie. Tylko Unia Europejska może wziąć Tallin w obronę, zapewnić ochronny parasol polityczny i gospodarczy i pogrozić Rosji. Tylko Unia Europejska może być realną przeciwwagą dla Rosji a jednocześnie tamą dla mocarstwowych i imperialnych zabiegów rosyjskich.
W tej sprawie Unia Europejska jednak nie mogła zrobić wiele. Pogroziła, przypomniała że jest i widzi estońsko-rosyjski spór. Dla własnego bezpieczeństwa potrzebujemy jednak czegoś znacznie więcej. Potrzebujemy Unii Europejskiej w pełni zintegrowanej i posiadającej instytucje wyposażone w odpowiednie instrumenty dla kreowania polityki międzynarodowej - jak silnego Parlamentu UE, silnej Komisji z ogromnie istotną funkcją ministra spraw zagranicznych UE. Wreszcie potrzebujemy Unii Europejskiej opartej na prawdziwie demokratycznym fundamencie wyrażonym w formie liczby głosów. Jest to kwestia tak szeroko i tak dalece dyskutowana, a jednocześnie najbardziej kulejąca. Bo jeśli chcemy być symbolem demokratyzacji i wolności społeczeństw, a UE ma być tego gwarantem i szansą - każdy obywatel UE powinien posiadać jeden, równy głos. I dokładnie w przeliczeniu na ilość obywateli poszczególne kraje powinny mieć swoje reprezentacje w Parlamencie UE. Potrzebujemy wreszcie Unii Europejskiej gwarantującej bezpieczeństwo zewnętrzne - a więc takiej, która posiada dużą, silną, dobrze wyposażoną armię wraz z siłami szybkiego reagowania. Żeby już nawet nie zwyciężyć, ale żeby przetrwać w globalizującym się świecie - musimy być silni. Żebyśmy byli silni, musimy występować razem. To gwarantuje tylko Traktat Podstawowy a nie żadna jego skarlała, okrojona, niedemokratyczna wersja stworzona na potrzeby bieżącej polityki państw narodowych. To jest kierunek, o który warto i należy walczyć. To jest kierunek, który łatwo możemy zgubić jeśli pozwolimy rządzić wielkimi europejskimi krajami ludziom takim jak Kaczyńscy czy Nicolas Sarkozy. Chociaż z pragmatycznego punktu widzenia, z punktu widzenia Paryża czy Warszawy - to właśnie oni na ten moment byli najbardziej potrzebni. Przynajmniej tak się wydawało. Kto jednak popatrzy dalej?                                

V-ce Przewodniczący Stowarzyszenia Forum Liberalne, członek Rady Krajowej Stowarzyszenia Projekt Polska

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka