O zgrozo, nigdy bym nie podejrzewał samego siebie, że kiedykolwiek napiszę cokolwiek, co by nosiło jakiekolwiek znamiona myśli pozytywnej wobec Andrzeja Leppera. Jakoś mi z jego wizją świata nie po drodze. Czy nie uważacie wszak Państwo, że ktoś kto nie ma żadnych kwalifikacji, zasłynął jako buntownik i "zawalidroga" (w dosłownym tego słowa znaczeniu) nie powinien zasiadać w żadnym fotelu na Wiejskiej a tym bardziej - fotelu Wicepremiera? Ja osobiście uważam. Ekonomiczne szaleństwa jakie nam proponował w swoim programie wyborczym (jak np. uruchomienie rezerw) mogłyby doprowadzić do rzeczywistego krachu gospodarczego. Popieranie populistycznych pomysłów - jak becikowe - też nie przysporzyło mu sympatii. Argument koronny to jednak współtworzenie neokomunistycznej, zamordystycznej koalicji i krzywda dokonana na demokratycznym porządku państwa w imię IV RP - czymkolwiek ten twór nie jest dzisiaj i czymkolwiek nie miał być w przeszłości. Pomimo więc wszystkich następnych słów jakie napiszę, zarzekam się: racją stanu jest, przy najbliższej nadarzającej się okazji wyborczej, podziękować za współpracę tak Samoobronie, LPR, Lepperowi, Giertychowi jak i wszystkim "krewnym i znajomym królika".
Prawo i Sprawiedliwość zafundowało nam wszystkim polityczny slalom gigant - kto będzie szybszy niż Niedościgniony Jarosław? Kto będzie zwinniejszy? Nieważne! Wszyscy się zastanawiają, kto zgarnie główną nagrodę - kolejne powyborcze zwycięstwo, jednak nikt nie raczył sprawdzić kto jest organizatorem wyścigu. Fakt, że meta znajduje się w przepaści, co baczniejszym obserwatorom - mógłby nasuwać przynajmniej wątpliwości co do jego wiarygodności...
Próbując rozwikłać zagadkę co za dziwo stoi za tym szaleństwem, trop poprowadził mnie w kompletnie nieprzewidywalnym kierunku - aż po szczyty władzy... Przypomniała mi się bowiem, szeroko opisywana przez media, "seks-afera". Burza rozpętana wokół Stanisława Łyżwińskiego miała zdmuchnąć wówczas samego Andrzeja Leppera. Wszyscy myśleli, że pofrunie jak pierze... On natomiast zwołał konferencję prasową i ogłosił światu, że jest niewinny. Że... tu oczywiście posypały się kalumnie na Anetę Krawczyk i inne osoby - ale summa summarum, do dzisiaj nic Andrzejowi Lepperowi nie udowodnili ani nie zebrali wystarczających dowodów. Trzeba było kolejnej afery, tym razem w wykonaniu PiSu, żeby zaatakować Leppera skutecznie.
Bo Andrzej Lepper, szanowni Czytelnicy - ma jedną ważną cechę. Dla władzy jest w stanie zaprzedać duszę diabłu, kiedy jednak poczuje się osaczony i zagrożony - mówi prawdę i tylko prawdę... i prawdy jak najwięcej, głównie tej obarczającej przeciwnika. To jego sposób na "ucieczkę spod gilotyny". I prawda to, że niezbyt wyrafinowany, że nie odciążający go w istocie - ale z drugiej strony, jak wiele ciekawych informacji można uzyskać!!
Dziwi mnie wobec powyższego, że nikt nie zainteresował się tym co mówi Lepper o organizatorze rzeczonego slalomu - Prawie i Sprawiedliwości. A mówi wiele.
Ot np. "państwo totalitarne to mało", "haków na innych też szukają", "Gosiewski jest zbyt wierny", "Kaczyńskiemu zależy tylko na władzy"... Odsyłam do internetu! Analiza wypowiedzi Leppera o braciach Kaczyńskich i PiS-ie demaskuje fałszywą retorykę rządzących, polityczny cynizm, obrazuje rozmiar zawłaszczenia państwa, pobudki jakimi się kierują ludzie na najwyższych stanowiskach. Pokazuje, jaki to oni robią teraz Układ - jak ręka rękę myje, jak w grę wchodzą prywatne urazy i ambicje a nie dobro Polski ani żadna tam rewolucja moralna.
Premier Kaczyński, powinien dziś mieć odwagę powiedzieć jak niegdyś premier Węgier, Guryascany - "Kłamaliśmy. Kłamaliśmy rano i wieczorem. Wszystko spieprzyliśmy i znowu kłamaliśmy". Chyba że tak nie jest. Jeśli jednak tak nie jest - niech udowodni, że Lepper opowiada bajki. Zarzut postawiony Braciom jest bowiem niebagatelny.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)