Oto człowiek, który zdobył najwięcej w historii głosów w wyborach zostaje premierem. Wygłasza najdłuższe w historii expose. Expose podobno liberalne, a w którym znajduje się propozycja 2012 boisk na 2012 rok. Kiedy to Polska będzie organizatorem Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Na rok 2012 przypada też koniec kalendarza Majów i wiele przepowiedni mówi wtedy o końcu świata. O tym premier nie wspomniał.
Na przepowiednie powołałem się nieprzypadkowo - przemawiają za nimi równie niepodważalne argumenty co za cywilizacyjnym skokiem który zaplanowała nam PO. Są to mityczna "energia" i przeczucie. Czas tworzenia - jak zapowiedział Donald Tusk. Inni nazwali by to nową Erą Wodnika.
Polska rzeczywiście potrzebuje dzisiaj odważnych przywódców i liberalnego projektu politycznego. Ci jednak, od których moglibyśmy takiego projektu się spodziewać uciekają od liberalizmu jak najdalej. Partia Demokratyczna po druzgocącej porażce wyborczej, do której doprowadził sld-owski zabór coś pomrukuje o nowym poszukiwaniu liberalnej recepty. Jak skwitowała to V-ce Przewodnicząca SLD Joanna Senyszyn - "to jej sprawa". Fakt. Nikogo więcej zbytnio to nie interesuje. Platforma Obywatelska mówi o dialogu, dialogu i dialogu. Czasem coś wspomni o dialogu. I że nikt nie ucierpi. Że wszystko zależy od Polaków i ich energii. I że zbuduje 2012 boisk na 2012 rok.
O ile o Demokratach.pl nie ma się co rozpisywać, o tyle warto pochylić się nad Platformą.
W edukacji szykuje się wielka reforma jaką ma być wprowadzenie bonu oświatowego. Świetnie. Tylko właściwie nie wiadomo kiedy i najlepiej nie wszędzie. O tym, że bezpłatna edukacja jest mitem, że z publicznych szkół korzystają osoby o wysokim statusie majątkowym a na niepubliczne skazani są biedniejsi - premier nie wspomniał. Nauczyciele mają dostać podwyżki. O tym, że najpierw trzeba zrezygnować z patologicznego systemu osłon nie usłyszeliśmy. Nauczyciel to niezła fucha - jak się już raz nim zostanie to nie trzeba bać się konkurencji.
Reforma służby zdrowia to de facto powrót do pomysłu Kas Chorych. Będzie miękko, z refundacją - a ludzie i tak wybiorą ośrodek, do którego mają najbliżej. Jakakolwiek konkurencja będzie miała miejsce co najwyżej w największych miastach.
Administracja przeżyje rokitowe "szarpnięcie cugli". Urzędników będzie mniej i z mniejszymi kompetencjami. Chciałoby się krzyknąć: "cała władza w ręce ludu!". Ale kolejki pozostaną te same, od okienka do okienka i od drzwi do drzwi. Papierków będzie tyle samo do wypełnienia. A to są problemy dręczące przeciętnego Polaka.
W polityce zagranicznej bronić z Francją będziemy wspólnej polityki rolnej - największego paradoksu Unii, od którego większość krajów chce odejść. Z Berlinem będziemy budować Centra przeciw Wypędzeniom. A powinniśmy przede wszystkim zacząć zarabiać.
Być może zlikwidowane zostanie też CBA. Na szczęście powstanie Policja Finansowa z jeszcze większymi uprawnieniami. Ale oczywiście pod rządami PO będzie ona "apolityczna".
Armia zrezygnuje z poboru. Podatki staną się płaskie. I wszystkim będzie żyło się lepiej.
Ilość lukru i ciepłych obietnic rozmywa reformy planowane przez rząd Tuska. Hasłowo są świetne. W każdej dziedzinie to krok w dobrym kierunku. Tylko bardzo martwiące jest, że wszystko to ma się odbyć w 20.. roku. Że nikt ma nie ucierpieć. Bo to w praktyce może oznaczać zwyczajne administrowanie stanem zastałym zamiast podjęcia reform. Że to co trudne i bolesne, odsunięte zostanie na "święte nigdy". O państwie świeckim możemy zapomnieć, o prawach dla mniejszości etnicznych, narodowych czy seksualnych - też. O prawach kobiet. Że to nie priorytet świadczy chociażby brak impetu w walce o Kartę Praw Podstawowych. Zamiast więc liberalizmu, tak potrzebnego, tak koniecznego dla przeczyszczenia atmosfery w Polsce, dla "oddechu" - mamy donaldyzm. Donaldyzmem można wygrać wybory, ale Najjaśniejszej Rzeczpospolitej się nie zmieni.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)