Sejm (z którego działalności niezadowolonych jest ponad 50% Polaków), Senat (wskazany przez rządzącą Platformę Obywatelską i Premiera Donalda Tuska do likwidacji) wyraziły zgodę na podpisanie przez Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego. I Pan Lech Kaczyński zapewne podpisze co ma podpisać, żeby jeszcze bardziej nie zbiadolić własnego wizerunku. Z Kamińskim jego formacja przegrała ostatnie wybory, z pomocą Kurskiego nadział się już na Brandona Faya - czas nadrabiać starty. Jeśli Naród wybaczy, co do czego mam wątpliwości. Wymęczyli politycy ten traktat, wymęczyli ratyfikację, nawet Rydzyk swoim moherom kazał rozedrzeć szaty. Pierwsza rozdarła posłanka Sobecka, o której czule myślę gdy wspominam jak to wytykała posłom nieznajomość różnic pomiędzy Konstytucją a ustawą zasadniczą. Wciąż upieram się, że cały ten polityczny światek nie powinien mieć decydującego głosu w sprawie ratyfikacji Traktatu, ale nie ma co bić głową w mur. Ktoś doradził, że tak będzie lepiej. W imię Polski! W imię Europy! W imię Postępu! Spektakl małomieszczaństwa, prostactwa, partykularyzmu, zaprzaństwa jaki rozegrał się na naszych oczach jest natomiast za tą Polskę, za tą Europę, za ten Postęp - ceną. Ceną którą podobno trzeba było zapłacić.
Warto się zastanowić kto naszym politykom doradza. Kto nam ten spektakl ufundował. Rzeczywiste kręgi wpływu w poszczególnych partiach to zaiste dziwaczne twory, które nie tak łatwo jest prześwietlić.
Wiadomo natomiast kto doradza Wojciechowi Olejniczakowi (znanemu zgoła tylko 20% Polakom, więc tu przyp. red. - obecny szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej, schyłkowej formacji lewicowej w Polsce). Sławomir Sierakowski. Fundator ideologiczny LiDu. Główny rozgrywający. Prorok lewicy. Kto miał wątpliwą przyjemność przebrnięcia przez Krytykę Polityczną mniej lub bardziej zdaje sobie sprawę, że jest to dość nieprzyjemny, łechczący ego autora pseudonaukowy bełkot. Zadziwiająco podobne są losy Traktatu Lizbońskiego na mieliznach polskiej prawicy jak centrolewu, do którego nawoływał Pan Sierakowski. Wymęczyć coś, wymodzić, tylko po to żeby to potem urbi et orbi ogłosić i pokazać a potem dobić. Czy idea Lewicy i Demokratów była słuszna? Z technokratycznego punktu widzenia - była. Bo ani SLD nie jest lewicowy, ani PD nie jest liberalna. A więc był to konkretny zamysł na wyborczą pułapkę. Czy program dało się ułożyć wspólny? Dało. Bo ani SLD ani PD w ogóle nigdy nie miały programu i żyły. Czy rozpad był celowy? Bez znaczenia, przyszły wynik wyborczy prawdopodobnie będzie tak samo druzgocący.
Zwracam się więc z apelem. I małą radą. Do Pana Sierakowskiego, do Pana Sławomira Nowaka, Pana Jacka Kurskiego, Pana Michała Kamińskiego i do całej reszty klasy politycznej: Polacy nie lubią gdy się z nich robi idiotów. Polacy nie lubią tego jazgotu, który roznosi się przy okazji każdej politycznej kłótni i burdy. Polacy nie lubią fałszu i zamydlania oczu. Polacy nie lubią kiedy im się narzuca swoją wolę.O zgrozo, w dodatku gdy jest to wola doradców politycznych z marnym CV wynoszonym latami za panami posłami. Gdyby przynajmniej była wolą prawdziwych mężów stanu...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)