Wilcze oczy Tuska spojrzały na tłuste samorządy. Tak prawdopodobnie widzi ustawę metropolitarną Jarosław Kaczyński. I znów próbuje grać na zdartej płycie antyniemieckich nastrojów. Tym razem boi się "landyzacji" w wykonaniu Platformy Obywatelskiej.
Do projektu ustawy metropolitarnej mam osobiście wiele zastrzeżeń. Wciąż za mało w politycznych działaniach naszych reprezentantów jest pragmatyzmu. Jaki ma być bowiem cel powstania w Polsce metropolii? Chodzi o stworzenie takich ośrodków, które będą w stanie swoim potencjałem konkurować z największymi miastami Europy. O tym, że kiedyś dogonimy Londyn, który jest dziś faktyczną stolicą Starego Kontynentu nie może być mowy. Ale jesteśmy w stanie ścigać się z resztą. Czy jest w Polsce taki ośrodek, który spełniałby założenia metropolii? Jest. Nazywa się Silesia. Bo to w aglomeracji śląskiej żyje prawie 4 mln ludzi, lokuje się wielki przemysł i surowce. Jeśli tworzyć byt metropolitarny z sensem, to właśnie wokół Katowic.
Oczywiście godzi to w poczucie własnej wartości inne miasta. Ale nie łudźmy się, że Łódź, Kraków, Wrocław czy Gdańsk są metropoliami. To duże miasta jedynie jak na polskie warunki. Minęły jednak czasy kiedy "wielki" był synonimem "silny". Wszystkie te miasta mogą znaleźć własną drogę do ekonomicznego i społecznego prosperity, niekoniecznie sztucznie wchłaniając przyległe wsie i miasteczka. O Warszawie nie wspomnę, bo też nijak nie ma prawa aspirować do miana metropolii, choć ze względu na jej funkcje stołeczne należy podtrzymać indywidualną strukturę tego miasta.
Idąc dalej osuwamy się szybko w absurd zupełny, próbując wmówić sobie i innym że taki np. Toruń czy Białystok albo Zielona Góra są metropoliami. Pcim też zapewne chce i nie zawaha się użyć Johna Clees'a.
O co więc chodzi? Teza prosta jak konstrukcja cepa, jakże prawdopodobnie prawdziwa, bo polityczna tylko i wyłącznie: chodzi o kasę. I to wielką kasę. Kasę w największych polskich miastach, w których rządzi Platforma Obywatelska. Nie dziwi więc, że PiS z Jarosławem mogą nie dźwignąć emocjonalnie odcięcia od koryta i znów wymachują niemieckopodobną szabelką.
Gdy jednak Platformie należy przypomnieć czym właściwie jest metropolia i dać do zrozumienia, że uginając się pod naciskami lokalnych działaczy, uprawiając znów politykę miłości (nawet najgłupszej i bezsensownej) wygłupia się po prostu to Jarosławowi Kaczyńskiemu z ekipą należy szabelkę wytrącić z rąk i powiedzieć jasno: właśnie tak! Landyzacja! Bo stworzyliśmy duże, silne województwa. Z silnymi ośrodkami miejskimi. I dużo bardziej obywateli obchodzi "dziura w chodniku pod blokiem" niż traktaty i ustalenia bardzo bardzo wysokiego szczebla. Bo to likwidacja tej dziury w chodniku podniesie komfort życia. Niech więc samorządy rządzą się same, niech ze sobą konkurują o przywiązanie mieszkańców i ich pieniądze, niech konkurują opieką socjalną, ofertą kulturalną i wypoczynkową, oferowanym standardem życia! Jestem za. I niech każdy Polak zdecyduje sam, gdzie najlepiej mu się żyje.
Popierając więc landyzację i ideę Polski samorządowej, Polski regionalnej, nie powinniśmy się jednak godzić na kolejny legislacyjny bubel w wykonaniu PO.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)