Jędrzej Kulig Jędrzej Kulig
55
BLOG

Kaczyński - powód do wstydu

Jędrzej Kulig Jędrzej Kulig Polityka Obserwuj notkę 15

Gdy w 2005 roku Lech Kaczyński wygrywał wybory prezydenckie a Prawo i Sprawiedliwość wybory parlamentarne, nikt chyba jeszcze nie przypuszczał, że bracia tak przeorają polską politykę i tak pogłębią społeczne podziały. Dokonali rzeczy najgorszej z możliwych, bo przeciwstawili sobie dwie Polski. Na szczęście rząd Prawa i Sprawiedliwości Polacy z hukiem odesłali do opozycji i największe zwycięstwo polityczne od 89 roku odniósł Donald Tusk i Platforma Obywatelska. Rok później w Stanach Zjednoczonych dochodzi niemal do rewolucji (jeśli patrzeć na euforię ulicy) gdy wyborcze zwycięstwo po ponad 20 miesiącach kampanii odnosi demokratyczny kandydat Barack Obama. Świat wiwatuje. 

Jakie było przesłanie Kaczyńskiego? "Silna Polska". A Tuska? "Razem". Barack Obama powiedział wreszcie, że nie ma stanów niebieskich i stanów czerwonych - są Stany Zjednoczone Ameryki. Tak my musimy sobie wreszcie uprzytomnić, że jest jedna Polska. Rozumiem niepokój konserwatywnej prawicy. Ta ideologia odchodzi bowiem do lamusa. Mało kogo dzisiaj jeszcze da się porwać na hasła obyczajowe, a te prawicowe zwłaszcza. Ludzie potrzebują dzisiaj wiary w powodzenie projektów, które jako poszczególne kraje czy społeczność międzynarodowa realizujemy. Politycy tacy jak Tusk czy Obama tę wiarę starają się przywrócić. Politycy tacy jak Lech Kaczyński to zupełny anachronizm i niestety częstokroć powód do wstydu.

Obecny Prezydent Najjaśniejszej RP nie potrafi prowadzić polityki. Zwłaszcza międzynarodowej. Jak mały musi być ktoś, kto telefon od prezydenta elekta USA wykorzystuje do ocieplania swojego wizerunku? Jak bardzo zakompleksiony? Żeby pokazać, że "do Kaczyńskiego się dzwoni"?! Zapomnijmy o szczycie Unii Europejskiej, na którym Lech Kaczyński rozpychał się rękoma i nogami żeby cokolwiek komukolwiek udowodnić. Jak małe dziecko, które pada na ziemię w supermarkecie i terroryzuje rodzica bo ten nie chce mu dać lizaka. Chyba większość z nas czuła zażenowanie widząc takiego Prezydenta Polski. To samo zażenowanie odczuwali zapewne przywódcy 27. Ale to nasz Prezydent. Tak samo wygląda kwestia "telefonu od Obamy". Do Tuska też dzwonił, nawet przeszli na "Ty". I tyle wiemy. Jest pełna dyskrecja, ale jednocześnie mamy zapewnienie, że nasi przywódcy pozostają w dobrych stosunkach, że jesteśmy przez nową administrację dostrzeżeni. I tyle na chwilę obecną nam wystarcza. Jest to dobry sygnał. Tymczasem Lech Kaczyński podobnież ustalił z Obamą, że tarcza antyrakietowa w Polsce będzie (na nieszczęście dla Polski). Szkoda, że Prezydent-elekt ma w tej kwestii odmienne zdanie. Mało tego, casus Kaczyńskiego sprawił, że Barack Obama musiał wydać rozporządzenie, żeby "administracje obcych państw nie były informowane o zamiarach nowego prezydenta". I znów czujemy to samo zażenowanie, że przez małość i kompleksy naszego Prezia przywódca innego państwa czuje się cokolwiek skonfudowany. Znów wyproszono nas z salonu, bo wnieśliśmy błoto na butach. 

Pozostaje wierzyć, że tak jak z hukiem pozbyliśmy się PiS-u tak i Lechowi Kaczyńskiemu podziękujemy za współpracę po pierwszej kadencji. Że skończy się okres wielkiej smuty i wielkiego wstydu.  

V-ce Przewodniczący Stowarzyszenia Forum Liberalne, członek Rady Krajowej Stowarzyszenia Projekt Polska

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka