LordLifur LordLifur
356
BLOG

O "braku jaj" przy okazji rocznicy Powstania Styczniowego

LordLifur LordLifur Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0
Tzw. „okrągłe rocznice” sprzyjają wysypowi różnego rodzaju opinii dotyczących wydarzeń, które są przez nie upamiętniane. Jeden autorytet publicystyczny napisze, że powstanie sensu nie miało; kolejny, że „tak, tak! Owszem, miało sens!”. Czytam te opinie i mam wrażenie, że większość z nich nie tyle gubi, co wręcz nie próbuje nawet odnaleźć istoty powstania. Rozumiem. Gdybym codziennie musiał „walnąć” nowy tekst, to pewnie również nie zajmowałbym się logicznym spojrzeniem na sprawę. Ktoś powiedział, że regularne pisanie felietonów jest jak planowe wypróżnienie. Jakkolwiek by to nie brzmiało – uderza w istotę problemu.
Pierwsze pytanie, które nasuwa się podczas rozmowy o Powstaniu Styczniowym, to „czy miało szansę powodzenia?” – miało szansę. Mikroskopijną, ale miało (inne stwierdzenie zaprzeczałoby zdrowemu rozsądkowi). Statystycznie (vide stosunek sił Powstańców i Moskali) skazane było na porażkę. Ale statystyka – jak niejednokrotnie można się samemu przekonać – jest jedną z odmian kłamstwa. Historią jest pełna przypadków i kuriozalnych wydarzeń, dlatego też skazywanie z góry Powstania Styczniowego (w momencie jego wybuchu) na porażkę byłoby nonsensem (podobnie jak twierdzenie, że „na pewno” doprowadzi do uzyskania niepodległości).
Kolejne pytanie „czy miało sens?”. Z obecnej perspektywy „opiniotwórcy” rzekną „nie, nie miało bośmy przegrali”. Widzę tutaj okazję do zadania kontrpytania – A jakie mieliśmy do cholery inne wyjście niż rozpoczęcie powstania? Owszem było, lecz mizerniuchne. 12 tysięcy chłopaków mogło dobrowolnie/bez oporów przystąpić, wedle dekretu Wielopolskiego, do odbywania służby w wojsku Papy Cara z rodu pseudoromanowów. Mogli - jak najbardziej. Mieliby wówczas spokój przynajmniej od zimowej partyzantki i konfiskat majątków, na wiszeniu szubienicznym kończąc.
Tylko jakie skutki by to miało? Zarówno walka bezpośrednia jak i przywoływana często „praca organiczna” nie miałyby większego sensu. Ludzie pracowaliby, po to aby kolejne pokolenie znów służyło carowi i znów obsypywało go złotem (jak miało to miejsce w Warszawie w 1897 roku w przypadku środowisk serwilistycznych wobec cara).
Przypomniały się mi słowa wypowiedziane przez bohaterkę filmu „Róża i Szakal”:
 
(…) Decyzje powinniśmy podejmować w chwilach siły, a nie słabości
 
 
 
Pomijam opinie „opinistów” z tytułami doktorskimi, którzy w swych wywodach piszą o „Rzeczpospolitej” miast o „Rzeczypospolitej”.
Prawdziwym cymesem w opiniach głoszonych przez rodzimych polityków są słowo Pana Błaszczaka (szefa PiS-u):
 
Doszliśmy do wniosku (PiS), że to tak ważne wydarzenie, które sprawiło, że jesteśmy nowoczesnym narodem (…) że należy mu poświęcić dużą wagę
 
 
Jakiegoż zaszczytu dostąpiło Powstanie – aprobata „partii jedynych sprawiedliwych” jest wszak cenniejsza niż platyna.
Demagogiczne wywody Kolorowej Palikociarni i PO nie zasługują na więcej niż jedno zdanie…
Niektórych dziwią wyniki sondażu TNS Polska, wg. którego jedynie 19%, zapytanych o datę Powstania Styczniowego ludzi potrafiło prawidłowo odpowiedzieć. Większość nie wie. Oburzenie! Z jednej strony „wypada” wiedzieć, z drugiej znajomość daty niekoniecznie pomoże komuś być lepszym człowiekiem (można być przecież sępem z wiedzą). Przy okazji to dobry przykład na to że większość nie zawsze ma rację (vide „nieznośna lekkość demokracji”).
 
Kwestia najważniejsza – „Łatwo jest mówić (i pisać) o Polsce, trudniej dla Niej pracować (…)”. Jak pisze Jerzy Łojek w swoim „Kalendarzu Historycznym”:
 
Powstanie styczniowe zdołało skierować do walki o niepodległość zaledwie 10-15 procent realnego potencjału narodów Polski i Litwy w obrębie zaboru rosyjskiego”. 
 
W tym problem. Niewielka część (spośród tych, którzy mogliby walczyć) społeczeństwa postanowiła dać odpór represją (zaborcy do spółki z serwilistami) i zachować honor (bo wtedy ludzie mogli walczyć już jedynie o honor). Reszta dopieszczała swoje majątki, czasem pomagała Powstańcom, a niejednokrotnie współpracowała z Moskalami.
Patrząc na współczesnych działaczy politycznych, etc. można odnieść wrażenie, że nie dorastają do zadań im powierzonych (i to w czasie względnego spokoju). To ten wspomniany w tytule „brak jaj” o tym decyduje. Nie przyłączam się do powszechnego narzekania na „współczesność i współczesnych”. Patrząc na historię dochodzi się w końcu do wniosku, że tendencje się nie zmieniają. Tylko względnie niewielka część ludzi jest zdolna do poświęcenia, nie tylko dla narodu (bo to największe poświęcenie), ale nawet dla własnych rodzin.
Widzę (i zapewne nie wyłącznie ja) obraz nadwiślańskich „partyjniaków”, którzy w razie konieczności jako pierwsi wezwaliby ludzi do walki i też jako pionierzy… spieprzyliby za granicę. Patriotyzm u nich jest mierzony ilością wypowiedzianych patetycznych formułek. Ale to jedynie wygadywanie i składanie wieńców na pokaz. To „patriotyzm wygadany” (© by Lifur). Tak było w czasie Powstania, a także przed nim i po nim. Jak pisał Józef Piłsudski:
 
Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, aby ta niepodległość kosztowała dwa grosze i dwie krople krwi – a niepodległość jest dobrem nie tylko cennym, ale i bardzo kosztownym
 
… kosztownym jak wszystko co wartościowe…
Dobrym komentarzem do tego co zostalo już napisane są słowa Księdza Marka z „BeniowskiegoJuliusza Słowackiego:
 
A taki był list jeden: - <<Mój strzelisty
Afekt i łaska Pana Zbawiciela
Z wami…>> W nawiasie: - <<Niech was powystrzela
Moskal i diabeł, że się tak kłócicie (…)
A choć szlachetne imiona nosicie,
Jest z was ohyda Boska i plugastwo>>
 
 
Zastanawiam się przy okazji, jak możliwe było, to że w II Rzeczypospolitej weteranów powszechnie się szanowało, a w po III RP już niekoniecznie. Nasuwa się smutny, lecz prawdziwy wniosek, że duża część ludzi, „to sama raczej nie myśli”. W dwudziestolecie „głos” ludzi; którzy zdawali sobie sprawę z daremności i klęski powstania, ale i jego głębszego sensu; był „słyszalny”. Większość społeczeństwa uważała więc podobnie. W III RP głos mają natomiast ludzie wielbiący prominentów Solidarności (którzy wydębili od Polski niejednokrotnie spore odszkodowania), agentów bezpieki, ludzi o mizernej moralności; więc większość społeczeństwa uważa, że „to ci którzy wolność dla nas wywalczyli”. Gdyby państwem psy rządziły, to większość ludzi zaczęłaby szczekać…
Taki już jest człowiek. Łatwo jest mu mówić o tym, jak powinno się walczyć za Polskę, ale tak strasznie trudno byłoby poświęcić dla Niej chociażby majątek (nie mówiąc już o zdrowiu, czy życiu). Podobnie jak w każdym innym narodzie, tak i w naszym jest mnóstwo szuj, donosicieli, kolaborantów. Ludzie nieugięci, to zaledwie kilka- kilkanaście tysięcy osób z milionów.
Przy okazji polecam tekst na blogu Stefana Przesmyckiego „Rzecz o przemijaniu". Warto przeczytać.
Jako, że Powstanie Styczniowe było tematem dla wielu dzieł rodzimego malarstwa polecam interpretację dyptyku Grottgera mojego znajomego. Tekst znajduje się w moim blogu.
LordLifur
O mnie LordLifur

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura