"Największy eksportowy kontrakt w historii polskiej zbrojeniówki dał co prawda pracę załodze Zakładów Mechanicznych Bumar-Łabędy, ale nie przyniósł zysku.(...)Bumar zawarł umowę z malezyjskim rządem w 2003 r. (...) miał dostać 380 mln dol., częściowo rozliczanych w oleju palmowym. Nie zdołał się jednak wywiązać z zobowiązań do 2009 r. i musiał wypłacić kary finansowe."
Oczywiście dziennikarze szczują, a tymczasem sprawa jest jasna. Bumar jest organizacją pożytku publicznego typu NON PROFIT, więc jego zadaniem nie jest przynoszenie zysków. 1% naszych podatków całkowicie mu wystarcza.
Bumar ma dawać pracę i wprowadzać pokój. Bumar - the PiSmaker. Bo pokój jest najważniejszy. I praca jest najważniejsza (www.pjn.pl - kto ma hasła administratora?).
Od wielu już lat Bumar szerzy pacyfizm na świecie "przekuwając miecze na lemiesze", w tym konkretnym przypadku czołgi na olej palmowy. ONZ lada dzień zgłosi ich do nagrody Nobla (wahają się czy do pokojowej czy ekonokomicznej).
A jeśli okaże się, że taki olej można lać do baku i normalnie jeździć, to przy obecnych cenach ropy wcale nie jest powiedziane czy w Łabędach nie powstanie mały kalifat a szef Bumaru nie przeistoczy się w lokalnego szejka (nie mylić z Shakin' Stevensem!).


Komentarze
Pokaż komentarze (1)